czwartek, 30 października 2014

Proastiq - hipoalergiczny krem przeciwzmarszczkowy, intensywna ochrona na dzień.

Nadchodzi zima , a z nią... choróbska. Kogo z Was nie dopadło jeszcze przeziębienie lub inna zmora? Ja od poniedziałku walczę z zapaleniem krtani, w ciągu dnia jest znośnie, niestety nocą strasznie potrafi mnie wymęczyć kaszel.  Przez to w pracy jestem senna, marzy mi się już weekend...  Dość marudzenia, czas na recenzję ;)

We wrześniu zawitał u mnie krem do twarzy firmy Proastiqe. Wcześniej nie miałam do czynienia z ich kosmetykami, co tym bardziej zaostrzyło mój apetyt na jego przetestowanie. Tak oto od ponad miesiąca, do twarzy używam kremu Dermo Age Control Intensive Protective day cream.


Od producenta: Wysoce skuteczny dermokosmetyk na dzień o lekkiej konsystencji. Przeznaczony do każdego rodzaju cery narażonej na stres, zmęczenie a co za tym idzie uwidocznionych i nasilonych procesów starzeniowych. Dwukierunkowe działanie kremu, dzięki unikatowemu połączeniu składników aktywnych, pomaga w przeciwdziałaniu widocznym zmianom na powierzchni takich jak fotostarzenie skóry przy jednoczesnej likwidacji podpowierzchniowych źródeł starzenia skóry jakim jest stres oksydacyjny. Lekka konsystencja kremu własciwie nawilży cerę. Dermo-Age Control to pełna profilaktyka przeciwstarzeniowa , a doceniane składniki aktywne zastosowane w kosmetykach umożliwią redukcję i spłycenie drobnych zmarszczek.

Zawiera:
Astaksantyne - uważana za najsilniejszy antyoksydant, blokuje szkodliwe działanie wolnych rodników i promieni słonecznych, tym samym chroniąc komórki skóry przed stresem oksydacyjnym. Chroni włókna kolagenowe przed degradacją, utratą jędrności i elastyczności skóry. Astaksantyna ma również właściwości rozjaśniające i przeciwzmarszczkowe. 

Witaminę E - nazywana eliksirem młodości, działa nawilżająco, antyoksydacyjnie i ujędrniająco.

Kwas hialuronowy - zapewnia długotrwałe nawilżenie skóry, zapobiega  utracie wody.
Stosowanie kremu zapewnia intensywną ochronę skóry przed czynnikami zewnętrznymi, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i pełną blasku. Krem nie zawiera parabenów, jest hipoalergiczny.


Polecany jest dla: skóra dojrzała, zmęczona, zestresowana. Stosować codziennie rano na oczyszczoną skórę twarzy i szyi, delikatnie wmasować. Krem należy przechowywać w lodówce.
Czyli coś dla mnie :) Szkoda , że nie trafiłam na niego wcześniej.



Krem znajduje się w skromnym ale ładnym i estetycznym plastikowym opakowaniu z pompką. Jak dotąd wydobywanie z niego kosmetyku nie sprawiało żadnego problemu. Krem posiada niesamowity i przyjemny dla oczu pomarańczowy kolor. Po rozsmarowaniu , nadaje skórze lekkiego marchwiowego koloru co bardzo mi odpowiada. Jak wiecie straszny bladzioch ze mnie, dzięki temu moja skóra wgląda na muśniętą słońcem. Nie musimy obawiać się żadnych plam oraz przebarwień, krem rozprowadza się równomiernie i tak też nadaje skórze pięknego koloru. Zapach kremu jest delikatny i jak najbardziej dla mnie przyjemny. 


Konsystencja należy do średnio gęstej, na pokrycie twarzy oraz szyi potrzebuję trzy pompki wyciśniętego kosmetyku. Krem przyjemnie rozprowadza się na skórze twarzy, jednak trzeba to robić dość sprawnie ponieważ krem bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia po sobie żadnej tłustej warstewki, wręcz przeciwnie, lekko matuje moją skórę twarzy. Bardzo mi to odpowiada, przez kilka godzin, głównie moje czoło i broda, na świecą się, a ja nie muszę się ratować bibułkami matującymi. 
Po krem sięgam każdego dnia rano, wcześniej twarz spryskuję wodą z kwiatów pomarańczy lub sięgam po tonik nawilżający. Krem bardzo dobrze radzi sobie z nawilżeniem moje skóry, w ciągu dnia nie czuję jej ściągania. Po zastosowaniu kremu skóra jest bardziej promienna i nabiera pięknego koloru delikatnej opalenizny. W dotyku jest delikatna oraz gładka. 
Krem w żaden sposób nie podrażnia jak i nie uczula mojej skóry. Bardzo dobrze spisuje się jako krem pod makijaż. 


PROASTIQ to kosmetyki do produkcji, których wykorzystano jeden z najsilniejszych znanych nauce antyoksydantów – ASTAKSANTYNĘ. Astaksantyna to całkowicie bezpieczny składnik występujący w naturze, produkowany przez algi Haematococcus pluvialis. Nadaje ona charakterystyczny kolor krewetkom oraz łososiom.

Pojemność: 50 g
Cena: 74 zł


Z kremu jak najbardziej jestem zadowolona i z pewnością zużyję go do końca.  Jak dotąd spełniał wszystkie potrzeby mojej skóry. Znacie kremy Proastiq? 

Więcej o tym kremie możecie poczytać tutaj klik


wtorek, 28 października 2014

Ziołowe porady: Malina - herbata z liści malin.

Tym postem chciałam rozpocząć na moim blogu nową serię postów: Ziołowe porady. Będę w nich pisać o najciekawszych ziołach i roślinach jakie możemy spotkać w naszym kraju, najczęściej rosnących tuż koło naszego domu, oraz opisywać jakie plusy wynikają z ich spożywania. Muszę się Wam przyznać, że jest to teraz moje nowe, małe hobby. Dopiero teraz zaczynam odkrywać wszystkie te wspaniałe rośliny, które są tak blisko mnie, a na które wcześniej nie zwracałam większej uwagi lub myślałam, że są np. trujące. No ale jak mówią, lepiej późno niż wcale :) Dzisiejszy post będzie o herbacie z suszonych liści malin. Zapraszam :)


Od miesiąca  z krzaczków malin, które rosną w moim ogrodzie, zbieram świeże listki malin. Jak najbardziej można to robić w maju, czerwcu gdy rośliny wypuszczają dużo pąków oraz liści. Ja wolę robić to w październiku, śmiało zrywam wszystko i nie mam poczucia winy, że ogałacam krzaczki z liści. W październiku krzaki malin tak jak na wiosnę, ponownie budzą się do życia. 


Po zebraniu i oczyszczeniu , listki układam na ręczniku, w ciemnym i ciepłym pomieszczeniu. Po dwóch tygodniach mogę je umieścić w szklanym zamykanym pojemniku. W takich pojemnikach trzymam wszystkie moje suszone skarby. Wszystko naturalnie hodowane, bez oprysków i z dala od samochodów. 


W ulubionym kubku zalewam gorącą wodą kilka suszonych listków malin. Nakrywam go małym talerzykiem i daję im kilka minut na to by się zaparzyły. Smakiem przypominają mi suszoną pokrzywę, jest on delikatny i ziołowy. Jeśli lubienie pić zieloną herbatę , ten smak również Wam się spodoba. Herbata ma lekki zielonkawy kolor, ja zazwyczaj nie pozbywam się listków, i tak  popijam herbatę. 


Po moje zbiory sięgnęłam w ten weekend ponieważ dopadło mnie przeziębienie. Liście malin   są nośnikiem dużych ilości witaminy C oraz kwasów organicznych, związków żywicowych i soli mineralnych. Działają napotnie, przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie. Wpływają na ogólne wzmocnienie odporności organizmu oraz lepszą przemianę materii. Głównie w tym celu sięgam właśnie po herbatę tego typu. Po jej wypiciu warto położyć się do łóżka i wypocić. 

Dodatkowo, liście malin: 
- zawierają garbniki, flawonoidy, sole mineralne: wapnia, miedzi, żelaza. Napar z liści malin stanowi pomoc w  nieżytach żołądka i jelit.
- herbatka ta jest znana starym akuszerkom jako domowy sposób na usprawnienie porodu, działa rozkurczowo i odprężająco.
Jeśli kobieta ciężarna chce zwiększyć szanse, by poród był sprawny, może pić napar z liści malin. Taka herbatka pomoże jednak tylko wtedy, jeśli będzie stosowana przez kilka tygodni. Aby herbata z liści malin rzeczywiście pomogła podczas porodu, trzeba zacząć ją pić kilka tygodni przed planowanym porodem.

Uwaga: 
To, że herbatka z liści malin brzmi niewinnie, nie znaczy, że można ją pić bez umiarkowania. Jak wszystkie zioła, liście malin działają dość silnie na cały organizm. Działanie jest zbliżone do leków. Nie jest tak, że działanie ziół jest słabsze niż leków, a w związku z tym całkowicie bezpieczne. Aby uniknąć zagrożeń, trzeba pić maksymalnie filiżankę naparu z liści malin dziennie.


W przyszłym roku z pewnością nasuszę do takiej herbatki również owoce malin :) Suszone owoce malin łagodzą zbyt obfite miesiączki. Ja akurat dodam je  dla walorów smakowych oraz wizualnych. Tego lata  wszystko  co pojawiło się na krzaczkach zjadłam,  a te mniej ładne maliny ususzyłam i użyłam do peelingu: Miodowy peeling z malinami.
Oczywiście nie musicie sami suszyć liści, możecie je kupić je w aptekach zielarskich. 


niedziela, 26 października 2014

Alan Jay - seria kosmetyków Placent Alan dla włosów wypadających.

Dziś kolejna długa recenzja,  zawierać ona będzie opis kilku kosmetyków,w tym będzie też dość dużo zdjęć. Przez ostatnie pięć tygodni testowałam zestaw kosmetyków dla włosów osłabionych oraz wypadających. Jak wiecie jest to mój główny problem jeśli chodzi o włosy. Seria ta nazywa się Placent Alan , w skład której wchodzą ampułki, szampon oraz krem do włosów, włoskiej firmy Alan Jay



Od producenta: Lotion Placent' Alan. Formuła  ekstraktu białka, zapobiegająca wypadaniu włosów. Oparta jest na wyciągu z łożyska zwierzęcego (łac. placenta), bardzo bogatego między innymi  w białko zwane keratyną, czyli głównego budulca włosów i skóry głowy. Wyciąg dla Placent' Alan pozyskuje się z łożyska zwierzęcego w odpowiednim czasie, gdy łożysko jest najbardziej zasobne w keratynę i jej pochodne. Wyciąg jest nieporównywalnie bogatszy w keratynę , niż jego  pseudo odpowiedniki pozyskiwane w inny sposób. Dlatego wyciąg ten jest bardzo cenny i trudno dostępny. Działanie białek z placenty jest bardzo szerokie i nie ocenione. Białka te wpływają wysoce  regenerująco na wnętrze cebulek włosów, stymulując je i pobudzając do wzrostu. Efekty widoczne są  po kilku zabiegach. Dzięki bliźniaczym białkom występującym w placencie jak  i w ludzkiej skórze, są one   najdoskonalszą formą regeneracji nie tylko włosów, ale i samej skóry. Sposób użycia: zawartość ampułki wcierać we włosy i skórę głowy po uprzednim umyciu ich szamponem amfoterycznym Placent'Alan. Nie spłukiwać.


Powiem szczerze, że opis zarówno mnie zaciekawił jak i lekko zszokował. Spowodował, że poszperałam w internecie i zaczęłam czytać o tych wszystkich dodatkach pochodzenia zwierzęcego w kosmetykach. W tym przypadku skupiłam się na słowie "placent" oraz keratyna. Trzeba przyznać, że jeśli ktoś nie zna się na kładach i nie zwraca na to uwagi, byłby w szoku jak wiele kosmetyków, w tym właśnie fryzjerskich opartych jest na np. wyciągach z łożyska zwierzęcego. Ogólnie jest to szeroki temat i raczej na oddzielny post. Wiem, że są osoby które zwracają uwagę na skład , w tym na składniki pochodzenia zwierzęcego w kosmetykach jak i takie, którym jest to zupełnie obojętne. Ja osobiście coraz chętniej idę w kierunku kupowania kosmetyków naturalnych oraz tych ze znaczkiem Vegan. No ale wracając do kosmetyków z tej serii.



Ze względu na zawartość alkoholu w składzie po ampułki zdecydowałam się sięgać dwa razy w tygodniu. Bałam się, że mogą podrażnić, wysuszyć skórę mojej głowy jednak nic takiego nie miało miejsca, co zaliczam na duży plus. Większość wcierek na bazie alkoholu niestety lekko wysuszało moją skórę głowy. Jak wiecie moje włosy są tera krótkie, dlatego taka ampułka starczała mi na dwa zastosowania. Resztę zlewałam do małego szklanego pojemnika po kremie i sięgałam po nią następnym razem. W moim przypadku okazały się być bardzo wydajne. Nawet pomyślałam, że obok tych, śmiało mogli by produkować mniejsze ampułki. Konsystencja typowo wodnista o zapachu dla mnie średnio ładnym. Tak jak w przypadku kilku wcierek, które u mnie się pojawiły, było by ok gdyby nie tak bardzo wyczuwalny alkohol. Zawartość ampułki wcierałam delikatnie w skórę głowy jak i we włosy , zawsze po wcześniejszym umyciu włosów w szamponie  z tej samej serii. Potem nakładałam na 10 minut foliowy czepek oraz wełnianą czapkę. Przy pierwszym użyciu czuć było lekkie szczypanie oraz ciepło. Potem pozwalałam włosom wyschnąć, rzadko kiedy sięgam po suszarkę. Nie zauważyłam aby ampułki miały wpływ na obciążanie lub szybsze przetłuszczanie się moich włosów. 


Pojemność: 10 x 10ml
Cena: ok 60 zł

Z tej samej serii sięgałam również po szampon przeciw wypadaniu włosów


Od producenta: Szampon przeciw wypadaniu włosów Placent'Alan Cream, dzięki niezwykłym właściwościom Placenty skutecznie hamuje i eliminuje wypadanie włosów. Formuła Placent'Alan posiada nie tylko działanie zwiększające elastyczność, ale i  głęboko regeneruje włosy i skórę głowy. Szampon jest także skuteczny przy szybkiej odbudowie włosów o wolnym wzroście, wysuszonych i osłabionych. Może być stosowany do każdego rodzaju włosów.



Po szampon sięgałam codziennie lub co drugi dzień. Kiedyś włosy myłam co dwa dni, teraz jednak dużo biegam, jeżdżę na rowerze lub chodzę na basen, a to wiąże się  z tym , że po dużym wysiłku fizycznym nie ma mowy by nie umyć włosów. Szampon znajduje się w wysokiej szczupłej plastikowej butelce. Jak dotąd nie sprawiała żadnych problemów. Jednak fajnie by było, gdyby firma zmieniła szatę graficzną kosmetyków na bardziej przyjemne dla oka.  Konsystencja szamponu należy do bardziej lejących się, jednak bez problemu rozprowadza się we włosach i z nich nie ucieka. Zapach jest taki typowo fryzjerski, z salonów fryzjerskich, Przynajmniej mi tak się kojarzy. Jest mocny i czasami drażni, dlatego ja przed nałożeniem na włosy lekko rozcieńczam go wodą. Szampon bardzo mocno się pieni, wystarczy jego mała ilość by umyć włosy i uzyskać dużą pianę. Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, lekko je plączę, ale tu pomaga mi krem do włosów z tej samej serii. W żaden sposób nie podrażnił jak i nie uczulił. 



Pojemność: 250 ml
Cena: ok 22 zł




Krem znajduje się w wysokiej plastikowej tubce, z której bez problemu wydobywamy kosmetyk. Konsystencją jak i zapachem przypomina mi szampon koloryzujący do włosów jaki używam od kilku miesięcy. Konsystencja jest nie za gęsta, dobrze rozprowadza się we włosach i z nich nie ucieka. Zapach niestety nie przypadł mi do gustu, jednak po spłukaniu kremu nie jest on długo wyczuwalny na włosach.  Po ten krem do włosów sięgałam co drugie mycie włosów. Zostawiałam go na 5 minut we włosach po czym dokładnie spłukiwałam. Sprawiał, iż włosy stawały się bardzo gładkie i nie było problemu z ich rozczesaniem. 


Pojemność: 150 ml
Cena: ok 20 zł

Podsumowując całą serię: Wszystkie trzy kosmetyki dobrze spełniają swoją funkcję. Szampon bardzo dobrze oczyszcza , maska nadaje włosom miękkości oraz gładkości. W połączeniu z ampułkami w żaden negatywny sposób nie wpłynęły na stan moich włosów.  Zestaw stosowałam ponieważ od ponad roku borykam się z problemem nadmiernie wypadających włosów. Jak wiecie  z tego powodu musiałam  obciąć się na krótko. Stan ten utrzymuje się z powodu wielu stresów jakie niestety towarzyszą mi od wielu miesięcy. Seria tych kosmetyków, tak jak w przypadku wielu innych, które wcześniej stosowałam, nie spowodowała , że włosy przestały lecieć z głowy ale w pewnym stopniu ograniczyła ich wypadanie. Najłatwiej jest mi to sprawdzić gdy stosuje suchy szampon. Potem nad umywalką muszę włosy wytrzepać z tego pyłku i wtedy dokładnie widzę ile włosów leci z mojej głowy. Niestety za każdym razem efekt ten u mnie bywa krótkotrwały. Myślę, że problem wypadania włosów na tle stresu jak i hormonów to całkiem inna bajka, dlatego tak na prawdę żaden kosmetyk mi nie pomoże. I tak sobie myślę, że powinnam ponownie zacząć walczyć o moje włosy od wewnątrz, jakieś odpowiednie ziółka i herbatki. Kupiłam nowe książki , sporo czytania przede mną ale mam nadzieję, że trafię na coś co pomoże mi w walce o każdy włos. To co nie do końca spodobało mi się w tej serii to skład. Dlatego od jutra sięgam po inną serię kosmetyków o bardziej naturalnym składzie, opartych na soku z brzozy. Pokażę je Wam w poście z nowościami. 
Kosmetyki Alan Jay przetestowałam dzięki dystrybutorowi tych kosmetyków w Polsce, firmie Leader, Profesjonalne artykuły fryzjerskie. Jeśli macie ochotę poznać ich asortyment zapraszam na ich stronę http://www.alanjey.pl.






czwartek, 23 października 2014

Perfecta - Odmładzające masło do ciała Jagodowa muffinka.

Tym masełkiem kusiłyście mnie na swoich blogach od kilku miesięcy. Niestety w moim mieście nie było ono dostępne, ale w końcu i u mnie otwarli drogerię Rossmann. Pamiętam, że tego dnia bardzo się spieszyłam, wparowałam do drogerii jak błyskawica, sięgnęłam po masełko i szybcikiem udałam się do kasy. Dopiero w domu spojrzałam na skład, otwarłam je i powąchała Niestety nastąpiło lekkie rozczarowanie. Zapraszam Was na recenzję masła do ciała Jagodowa muffinka firmy Perfecta ;) 


Od producenta: Puszyste masło do ciała o zapachu JAGODOWEJ MUFFINKI ma właściwości odmładzające. Zawiera olejek orzechowy, który zapobiega wiotczeniu, uelastycznia i zwiększa sprężystość oraz gładkość skóry. Ponadto zawarty w nim olejek arganowy regeneruje komórki, ujędrnia i działa przeciwstarzeniowo. Kwas hialuronowy obecny w tych produktach jest substancją niezwykle cenną dla organizmu. Łączy ze sobą włókna kolagenowe i elastylowe w skórze właściwej i wiąże cząsteczki wody, zapewniając gładkość skóry. Przepyszny zapach świeżo upieczonych MUFFINEK Z JAGODAMI otula płaszczem radości i spokoju oraz przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.


Masełko znajduje się w plastikowym zakręcanym słoiczku. Niestety czasem są problemy w jego zakręcaniu. Opakowanie na pewno wykorzystam w produkcji domowych peelingów. Etykieta jak najbardziej należy do kuszących, o ile oczywiście lubicie produkty do ciała o zapachu słodkości. Ja jak najbardziej takie lubię, do tego zbliżają się święta więc niedługo pewnie zacznie królować u mnie cynamon ;)
Konsystencja masełka jest przyjemna , mimo iż nie nazwałabym jej puszystą, raczej maślaną. Jest średnio treściwa, jednak przyjemnie i łatwo rozprowadza się po skórze. Przez jakiś czas wyczuwalna jest tłustawa warstewka na skórze, jednak masełko wchłania się dość szybko. Kolor masełka jest przyjemny dla oka, jest wrzosowo różowy, jak najbardziej przypominający nam np. jagodowy jogurt. Zapach niestety był dla mnie rozczarowaniem. Jest słodkawy, niestety jednocześnie mdły i nie do końca przypomina muffinki z jagodami. 



Masło stosuję mniej więcej dwa razy w tygodniu. Na początku stosowałam je na całe ciało, zawsze wieczorem po kąpieli. Teraz używam je tylko na nogi oraz ręce. Niestety tym co mnie rozczarowało (przez moją nieuwagę podczas zakupów) to skład , a dokładnie parafina. Nie należę do osób które jej unikają, jednak nie kupuję kosmetyków które mają parafinę na początku w składzie. Na plus zaliczam pozostałe olejki w składzie. Masełko niestety słabo nawilża, dlatego nie będzie spisywać się dobrze u osób z suchą skórą. Nie ma też mowy o jakichkolwiek efektach odmładzających dla naszej skóry. Nie brałam nawet tego pod uwagę ale wspominam o tym, ponieważ są dziewczyny które nadal wierzą w to,  o czym napisze producent. A dokładnie to nam obiecuje jeśli będziemy stosować masełko. 


Dla mnie to masełko to średniak i na pewno nie skuszę się na kolejne opakowanie. Nie zadowoliło mojej skóry jak i nie zauroczyło mnie swoim zapachem. 

Pojemność: 225 ml
Cena: 15 zł



niedziela, 19 października 2014

Laboratorium Kosmetyczne Joanna - kosmetyki do włosów: Keratyna.

Jakiś czas temu dotarła do mnie paczuszka od firmy Laboratorium Kosmetyczne Joanna . W środku znajdowały się kosmetyki do włosów z serii Keratyna, w tym szampon oraz dwie odżywki. Za testy zabrała się moja mama, ponieważ to jej włosy, mimo wielu już zabiegów i starań, nadal wołały o pomoc. Były cienkie, suche i łamliwe. Zniszczone farbowaniem oraz używaniem każdego dnia suszarki . 

Od producenta:  Nowa, rewolucyjna seria. Stworzona z myślą o włosach szorstkich, matowych, łamliwych i zniszczonych. Postaw na intensywną regenerację i odbudowę.
Twoje włosy łamią się i kruszą? Są szorstkie, źle się rozczesują, brak im witalności i zdrowego wyglądu? Zregeneruj je z produktami z keratyną stanowiącą podstawowy budulec włosa.
Odżywka Keratyna zawiera innowacyjny kompleks keratynowy, który rozpoznaje najbardziej uszkodzone miejsca na powierzchni włosa aby je wzmocnić i uzupełnić ubytki keratyny. Dzięki niej Twoje włosy są chronione i odbudowane dzień po dniu, mocniejsze i pełne sprężystości.
Efekt: Włosy zregenerowane i odbudowane, błyszczące i zdrowo wyglądające.


Szampon znajduje się w plastikowej, ładnej i wygodnej w użyciu butelce. Zamykanie nie sprawia problemów a kosmetyk z łatwością idzie wydobyć z opakowania. Pod koniec warto kosmetyk stawiać do góry nogami.  



Konsystencja szamponu jest dość lejąca, trzeba uważać bo ucieka z ręki. Mimo to, rozprowadza się we włosach i bardzo dobrze się pieni. Kolor jest przezroczysty, lekko perłowy. Zapach jest w miarę delikatny, słodkawy oraz przyjemny.


Jak wspomniałam wyżej szampon przyjemnie rozprowadza się we włosach oraz dobrze pieni. Bez problemu wypłukuje się z włosów. W żaden sposób nie podrażnia jak i nie uczula. Jak na taką pojemność, jest wydajny. Buteleczki są tak przyjemnie szczupłe , że bez problemu idzie jest spakować do bagażu i zabrać ze sobą na dłuższy wyjazd. 


Powyżej na zdjęciu możecie zerknąć na skład szamponu. 

Pojemność: 200 g
Cena: ok 6 zł

Jeśli chodzi o odżywkę do spłukiwania, butelka jest taka sama jak w przypadku szamponu , różnicą jest oczywiście kolor. Dzięki temu nie pomyślimy się sięgając po konkretny kosmetyk. 


Konsystencja odżywki jest bardziej gęsta, nie ucieka z ręki. Bezproblemowo rozprowadza się we włosach, nie spływa  z nich. Kolor jest biały, również lekko perłowy. Zapach należy do  bardzo delikatnych oraz przyjemnych. 


Odżywka nie podrażnia oraz nie wpłynęła negatywnie na stan skóry głowy jak i włosów. Tak jak i szampon należy do wydajnych. Wystarczy mała ilość odżywki by dobrze pokryć nią włosy. 


Pojemność: 200 g
Cena: ok 6 zł


Odżywka w spray'u znajduje się  mniejszej, przezroczystej, plastikowej butelce z atomizerem. Jak dotąd nie sprawiała problemów. 


Konsystencja tej odżywki jest płynna i lekko pieni się w butelce np. po tym jak upadnie na podłogę. Kolor ma bursztynowy , jest ona bardzo przyjemny dla naszego oka. Zapach jest tutaj o wiele mocniejszy i przez pewien czas utrzymuje się we włosach. Jak dla nas, mógłby być bardziej delikatny.


Moja mama ma krótkie włosy, dlatego jej wytaczają dwa  psiknięcia by pokryć włosy delikatną mgiełką. Ta ilość sprawia również, że ich nie obciąża oraz nie skleja. Oczywiście spryskuje je z odpowiedniej odległości. Nie zauważyła również, aby przyspieszała przetłuszczanie się włosów. 



Pojemność: 150 ml
Cena: ok 6 zł

Ocena: Kosmetyki Joanna goszczą w naszym domu od dawna, jednak muszę przyznać , że jest to jedna z lepszych serii kosmetyków jaka wpadła w łapki mojej mamy. Wszystkie trzy kosmetyki spisują się dobrze. Szampon  dobrze oczyszcza włosy nie wysuszając skóry głowy.  Stosowany sam niestety plącze włosy.  Tu na szczęście na ratunek wkracza odżywka do spłukiwania.  Sprawia, że włosy stają się gładkie i bardzo przyjemne w dotyku. Nie czuć już tej szorstkości włosów i bez problemu można je rozczesać. Po szampon oraz odżywkę sięga każdego dnia natomiast po odżywkę w sprayu dwa razy w tygodniu. Ta druga odżywka spisuje się równie dobrze , nadaje włosom gładkości. Cała seria sprawia , że włosy ładniej się układają a w słońcu widać jak przyjemnie błyszczą. Stan włosów jak najbardziej uległ polepszeniu.  
Gdyby miała wybrać najlepszy kosmetyk z całej tej trójki z pewnością będzie to odżywka do spłukiwania. I to właśnie ten kosmetyk jak najbardziej możemy Wam polecić.