środa, 28 stycznia 2015

Konkurs Walentynkowy na moim profilu fb :)

Kochani, zapraszam Was na moją stronę fb 30plus Beauty blog, gdzie do wygrania są śliczne zapachy od Alexandre Marc. Możecie wygrać coś dla siebie  lub dla swojej Walentynki  :) Wraz  ze sklepem Maurelii, który sponsoruje nagrody, mamy dla Was piękny damski oraz męski zapach. Mogliście już o nich poczytać na moim blogu. Jeśli nie, to zapraszam do zapoznania się z ich recenzjami: Damska woda perfumowana ALEXANDRE MARC I oraz II oraz Męska woda perfumowana Alexandre Marc II



Konkurs trwa tydzień, wszystko postaramy się tak zorganizować aby nagrody dotarły do Was jeszcze przed Walentynkami. 


Magdalena 

niedziela, 25 stycznia 2015

Balea - maska krem do rąk 2w1 z olejem makadamia.

Bardzo ciężko jest znaleźć dobry tusz do rzęs jak i odpowiadający mojej skórze twarzy krem. To samo tyczy się również kremu do rąk. Skóra moich rąk nie należy do bardzo wymagających i nie mam z nią większych problemów, jednak ze względu na moją pracę oraz prace wykonywane  w domu nie wyobrażam sobie dnia bez kremu do rąk. Przez lata sięgałam po różne kremy, te droższe jak i te z tanie, polskie oraz zagraniczne. Jak dotąd nie znalazłam swojego ulubieńca.  Na samym początku stycznia odwiedziłam po raz pierwszy drogerię DM, podczas zakupów do koszyka wpadła maska krem do rąk 2w1 z olejem makadamia z Balea. Nie czytałam o nim wcześniej żadnych recenzji także wybór był dość spontaniczny i oczywiście skusił mnie widok orzechów makadamia na opakowaniu. 


Od producenta: Bogaty w składniki pielęgnacyjne krem-maska do rąk. Formuła kremu z olejem z orzechów macadamia oraz masłem shea, pielęgnuję i wygładza spierzchnięte dłonie. Używać codziennie jak kremu, a raz w tygodniu aplikować dużą ilość i zostawić na ok 30 min aby składniki pielęgnacyjne zadziałały. Można również stosować na noc, w celu lepszych rezultatów zaleca się założenie bawełnianych rękawic. Rano dłonie są wypielęgnowane, odżywione i jedwabiście gładkie.


Krem znajduje się w miękkiej i  miłej dla oka tubce.  Jeśli chodzi o mnie, grafika na opakowaniu od razu na mnie zadziałała i kosmetyk szybko wylądował w koszyku. Wydobywanie kosmetyku z opakowania nie sprawia żadnych problemów. 
Krem posiada biały kolor a jego konsystencja jest delikatna a zarazem treściwa. Przyjemnie rozprowadza się po skórze rąk. Nie trzeba zbyt długo czekać na jego wchłonięcie, dobrze nawilża a przy okazji nie pozostawia po sobie żadnej denerwującej powłoczki na skórze. Jego zapach zaliczam do ładnych, jest delikatny oraz przyjemny. 


Po krem sięgam kilka razy dziennie. Zazwyczaj używam go jako typowy krem do rąk jednak od czasu do czasu, wieczorem, nakładam na ręce grubszą warstwę kosmetyku. Nie jest to jakiś nadzwyczajny krem do rąk, jednak w moim przypadku bardzo dobrze nawilża a skórę pozostawia przyjemną w dotyku. To mi zupełnie wystarcza. 



Pojemność: 100 ml
Cena: w Polsce ok 9 zł ( w DM zakupiłam go w cenie ok 5 zł ) 

Krem miło mnie zaskoczył i żałuję, że nie kupiłam wtedy kilku opakowań. Gdy nadarzy się okazja z pewnością zakupię go po raz kolejny. 

wtorek, 20 stycznia 2015

Naszyjnik od Lili in the Garden.

Chciałam Wam dziś pokazać drugi, wspaniały prezent, który czekał na mnie pod choinką. Jest to przepiękny naszyjnik ze sklepu Lili in the Garden. Właścicielką sklepu jest Adriana Sadkiewicz, którą możecie również kojarzyć z jej blogiem Lili Naturalna. Oczywiście zaglądam tam regularnie.  Jeśli zajrzycie na jej blog, znajdziecie tam wspaniałe przepisy na domowe kosmetyki, wiele inspiracji dla naszego mieszkania oraz niesamowite zdjęcia.
Naszyjnik oczywiście wybrałam sobie sama, w tym roku postawiliśmy na kupowanie prezentów z "podpowiedzią". W sklepie Lili in the Garden można znaleźć dużo niesamowitej biżuterii jak naszyjniki, kolczyki, pierścionki czy bransoletki. Wszystko wygląda przepięknie, z zamiarem zakupu czaiłam się już od dobrych kilku miesięcy.  Oto i jest mój mały skarb. 



Zdecydowałam się na naszyjnik "Fairy", który posiada piękny agat w kolorze zielonym. Zawieszony jest on na srebrnym łańcuszku z doczepionym srebrnym skrzydełkiem. Całość prezentuje się bardzo delikatnie. 



W zależności od tego jak pada na niego światło przybiera mniej lub bardziej intensywny kolor. Jestem nim zauroczona, a sklep kusi mnie innymi cudami. Sami popatrzcie co można tam znaleźć, poniższe zdjęcia oczywiście pochodzą ze sklepu i są autorstwem Adriany :)  











Trzeba przyznać, że Adriana robi przepiękną biżuterię. Co ważne, każdy naszyjnik czy pierścionek jest tylko jeden w swoim rodzaju i wykonany jest w pojedynczej sztuce. Ten poniżej jest mój i nikomu go nie oddam :)


I jak? Podobają Wam się te cuda? 

niedziela, 18 stycznia 2015

Suchy szampon Batiste - wersja mini.

Na mój pierwszy Suchy szampon od Batiste skusiłam się kilka miesięcy temu. Zakupiłam go w bardzo przyjemnej cenie w Biedronce. Nie sięgałam po niego zbyt często, także towarzyszył mi dobrych przez kilka miesięcy. Świetnie sprawdził się w wakacje podczas wyjazdu nad morze. Dziś pokaże Wam moją małą kolekcję, która trafiła do mnie jesienią zeszłego roku. 


Od producenta: Suchy szampon, który błyskawicznie zapewnia jedwabiście miękkie, pachnące włosy bez użycia wody. Do wszystkich typów włosów.
Batiste Blush: uwodzi zapachem hibiskusa, pomarańczy, frezji, tuberozy, peonii, lilii, piżma i wetiweru doprawionymi odrobiną świeżych, zielonych nut. 
Batiste Original: niezmienny od dziesiątek lat. Czysty, świeży, z lekko cytrusową nutą – Batiste Original uwielbiają kobiety i mężczyźni na całym świecie.
Batiste Cherry: to zapach radosny, soczyście owocowy. Apetyczna wisienka z nutką retro sprawia, że aż chce się ruszać na podbój świata. Zacznij od deseru – a Batiste Cherry niech będzie wisienką na torcie udanego dnia.
Batiste Tropical: przywodzi na myśl żar tropików, gorący piasek pod stopami i wakacyjny luz. Ten egzotyczny zapach łączący nuty kokosa, melona, banana i brzoskwini z ciepłą wanilią oraz drzewem sandałowym przenosi nas wprost na karaibskie plaże.
Batiste Fresh: jest jak świeża bryza – lekki i chłodny, z nutą gruszki i cytrusów doprawionych odrobina piżma i drzewa sandałowego. Uniseks – uwielbiany przez mężczyzn, kochany przez kobiety. Dzielcie się nim sprawiedliwie.


KROK 1 Potrząśnij intensywnie puszką i rozpyl Batiste u nasady włosów z odległości ok 30 cm.
KROK 2 Wmasuj szampon przez kilkanaście sekund.
KROK 3 Rozczesz włosy i ułóż jak zwykle.

Wersje mini o pojemności 50 ml są na tyle małe, że zmieszczą się do każdej torebki. Są wręcz idealne na kilkudniowy wyjazd oraz dłuższe podróże. Czasami sięgam po nie również w domu, stanowią ratunek w sytuacji gdy chcę szybko odświeżyć włosy a nie mam wystarczająco dużo czasu na ich umycie. Włosy myję co drugi dzień, nie ważne czy używam czy też nie używam suchego szamponu. Nie traktuję tych kosmetyków jako zastępstwo dla mycia włosów, tylko w celu ich odświeżenia, w szczególności grzywki. Suchy szampon świetnie  odświeża włosy w trakcie kilkudniowej podróży samochodem, kiedy zupełnie nie mam możliwości aby je umyć. 



Z tej kolekcji najbardziej polubiłam wersję Cherry oraz Blush. Nie tylko ze względu na ich zapachy ale przede wszystkim działanie. Odpowiednio stosowane nie pozostawiały we włosach białego proszku i nie bieliły ich. Nie obciążały oraz nie sklejały włosów, wręcz przeciwnie, ładnie je unosiły oraz stanowiły dobre zastępstwo dla kosmetyków stylizujących. Po zastosowaniu włosy są lekko matowe jednak nadal przyjemne w dotyku. Nie są splątane i ładnie się układają. Jeśli chodzi o włosy oraz skórę głowy, nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków suchych szamponów.



Pojemność: 50 ml
Cena: ok 8 zł

wtorek, 13 stycznia 2015

Moje Cotton Ball Lights ♥

Nawet nie wiecie jak bardzo marzyły mi się te piękne bawełniane kule. Cena jednak zawsze wydawała mi się trochę za wysoka. W głowie krążyły myśli o rachunkach i innych opłatach, dlatego zakup Cotton Ball Lights ciągle odkładam. Ale stało się. Boże Narodzenie było idealna wymówką dla mnie samej by otrzymać taki właśnie prezent. Dotarły do mnie już w połowie grudnia, jednak grzecznie czekały na mnie pod choinką i zmontowałam je dokładnie w Święta. Oczywiście wcześniej pokusiłam się również o zrobienie własnych kul, niestety nie wyszły ładne i w połowie prac poddałam się :/ 
Tak oto od trzech tygodni moje oczy, każdego dnia jak i wieczorami, cieszą moje pierwsze Cotton Ball Lights BY PRETTY PLEASURE.


Od producenta: BY PRETTY PLEASURE - połączenie ciepłych, świetlistych kolorów, z naturalną szarością i przyjemnym beżem, przywołującym na myśl wypłukane przez morze drewno. Skandynawska prostota w delikatnym wydaniu. Delikatne światło, zamknięte w bawełnianych kulach nada niezwykłą atmosferę każdemu wnętrzu i będzie jego niezwykłą ozdobą.
Kolory kul: cream, shell, stone, white

Zawartość zestawu: kule,żarówki, kabel o odpowiedniej długości, instrukcja montażu.
Ilość kul: 20 sztuk
Wymiary kul: Ø 6-7 cm. 
Materiał: przędza bawełniana
Źródło światła: Żarówki o mocy: 12V – 0,84W 
Napięcie: 230V – 50Hz
Zestaw składający się z kolorowych kulek i kabla przeznaczony jest do samodzielnego montażu. Do każdego zestawu dodawana jest instrukcja. Kule można układać wzdłuż przewodu w dowolnej kolejności, a następnie przekładać według swojego pomysłu, tworząc jedyną w swoim rodzaju kompozycję.


Kule trzeba samemu zamontować na kablu  z lampkami. Nie jest to trudne jednak trzeba uważać aby ich nie uszkodzić. Kabel posiada wyłącznik dzięki czemu nie trzeba ich za każdym razem wyłączać z kontaktu. 



Przez pierwszy tydzień kule szukały swojego miejsca, przestawiałam je tu i tam, aż w końcu umieściłam je na półce przy ścianie, zaczepiłam kilka z nich o mały świecznik a reszta zwisa wzdłuż ściany. 
Jestem zakochana w Cotton Ball Lights. Zapalone wyglądają niesamowicie, zarówno w nocy jak i w ciągu dnia. Tworzą niesamowity klimat, ciepły i przytulny. Warte były swojej ceny i bardzo cieszę się, że w końcu się na nie zdecydowałam. 





Cena: 99 zł

Zakupiłam je w sklepie Cocoshki. Mają tam tyle kolorów do wyboru, że sama miałam ochotę aż na kilka wersji. Swoje pokochałam od pierwszego zapalenia :) 


niedziela, 11 stycznia 2015

Olej z dzikiej róży Born to Bio.

Ponad rok temu oleje stały się stałym punktem w pielęgnacji mojej skóry. Uwielbiam zarówno te przeznaczone tylko do twarzy jak i te do ciała czy włosów. Kupując krem, często wybieram ten w którym podstawowe składniki to właśnie olej pochodzenia naturalnego. Ponieważ skończyły się moje ukochane kremy z Gaia Creams postanowiłam zakupić ponownie olej, oczywiście skusiłam się na taki, którego wczesnej nie miałam, a który jak najbardziej mnie kusił. Wybór padł na czysty Olej z dzikiej róży Born to Bio.  


Od producenta: Olejek z dzikiej róży Born to Bio skutecznie uspokoi i złagodzi napięcie nerwowe poprawiając Twój nastrój. Jest doskonały do wszelkiego rodzaju masaży i kąpieli, gdyż wspomagają leczenie stanów zapalnych skóry, a także rozgrzewają, poprawiają krążenie i działają przeciwbólowo. Olejek z dzikiej róży Born to Bio ma zbawienny wpływ na skórę idealnie ją nawilżając, wygładzając i łagodząc podrażnienia. Ponadto dodaje blasku zmęczonej cerze, uszczelnia naczynia krwionośne i zmniejsza zaczerwienienia. Jest naturalnym lekarzem przyspieszając gojenie niewielkich ran i oparzeń, a przez wielu uważany jest za afrodyzjak. Olejek z dzikiej róży jest w 100 % organiczny i pochodzi z pierwszego tłoczenia. Jego rodzinnymi stronami są chilijskie plenery. Przetwarzany jest we Francji. Bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe wspomaga odnowę tkankową skóry. Działa również skutecznie na gojenie ran zarówno tych świeżych, jak i tych starych. Działa kojąco na pęknięcia skóry i plamy starcze. Poprzez delikatny masaż olejkiem z dzikiej róży odnowisz swoją wysuszoną i pozbawioną witamin skórę. Istotnymi dla procesu starzenia się skóry są właściwości przeciwutleniające. Olejek z dzikiej róży Born to Bio zawiera między innymi geraniol, eugenol, nerol i flawonoidy. Wykazuje działanie uspokajające, przeciwbólowe, antyseptyczne, przeciwzapalne, a także wzmacnia naczynia krwionośne, łagodzi podrażnienia oraz regeneruje i nawilża skórę.



Twarz: stosować na zmarszczki oraz suchą i szorstką skórę delikatnie wmasowując, stosować na blizny i uszkodzenia skóry; można dodawać po kilka kropli oleju do kremu na dzień i na noc.
Skóra pod oczami: przed użyciem w okolicach oczu, użyć test płatkowy (naskórkowy).
Włosy: stosować olejek (lekko podgrzany jest najlepszy) na suche miejsca skóry głowy i suche, łamliwe włosy, pozostawić na 15 - 20 minut, a następnie zmyć szamponem.


Olejek znajduje się w małej, szczupłej, szklanej buteleczce z atomizerem. Fajnie, że są firmy które dbają o to by aplikacja olejku należała do przyjemnych. Kolor olejku jest ładny, bursztynowy, jak najbardziej miły dla oka. Coś co było ogromnym rozczarowaniem dla mnie to niestety jego zapach. Jest to mój pierwszy olej z dzikiej róży, na początku byłam przekonana, iż zapach ten jest wynikiem źle przechowywanego olejku w sklepie. Dokładnie taki zapach przybiera oliwa z oliwek, która jest przestarzała i stoi zbyt długo w naszej kuchni. Jednak poczytałam i okazuje się, że nierafinowany olej z dzikiej róży jak najbardziej może mieć taki właśnie pachnie. Tak czy siak ze względu na ten zapach rzadko stosuję go na całą twarz. Czasami wieczorem aplikuje go pod oczy, używam dosłownie jego mała kropelkę. Na co dzień, stał się on moim  kompanem podczas wieczornej kąpieli.


Po olejek sięgam kilka razy  w tygodniu podczas wieczornej kąpieli. Czasami dodaję go do kąpieli, zazwyczaj jednak wsmarowuje bezpośrednio w skórę. Używam go dość "skromnie", tak aby jego zapach nie był potem wyczuwalny. 
Wcześniej po kąpieli zazwyczaj stosowałam masełka do ciała, ale ostatnio jestem bardzo zabiegana, późnym wieczorem często nie mam już sił by wsmarowywać masło w skórę. Wybawieniem tutaj stają się właśnie olejki lub naturalne masła ( moje ulubione to masło kakaowe ) które dodaję lub używam podczas kąpieli. W taki sam sposób używam również ten olejek z dzikiej róży. Po zastosowaniu skóra jest przyjemnie nawilżona i niepotrzebne jest już stosowanie innych kosmetyków nawilżających skórę. Ta metoda aplikacji nie pozostawia po sobie męczącej tłustej warstewki. Nawet jeśli użyjemy zbyt dużo olejku, jego nadmiar możemy usunąć ręcznikiem. Oczywiście minusem tego jest częstsza wymiana ręcznika oraz czyszczenie wanny przynajmniej raz w tygodniu, ale dla mnie nie jest to nic uciążliwego. W zamian moja skóra jest przyjemnie nawilżona oraz bardzo przyjemna w dotyku. W połączeniu z domowym miodowym peelingiem, kąpiel staje się wspaniałym relaksującą chwilą po ciężkim dniu. Jeśli chodzi o inne jego właściwości oraz to co obiecuje nam producent nie jestem wstanie się wypowiedzieć.


Skład: olej z dzikiej róży 100% organiczny.

Pojemność: 50 ml
Cena: ok 60 zł 

Moja skóra go polubiła, jednak ze względy na jego zapach oraz cenę nie skuszę się na niego ponownie. 


wtorek, 6 stycznia 2015

Cedrowe mydło do włosów oraz ciała z serii Kąpiel Agafii.

Pamiętacie mój post na temat miodowego mydła do włosów oraz ciała z serii Kąpiel Agafii? Jeśli nie, to koniecznie zerknijcie. Mydła uwielbiam, najbardziej te w kostce ale odkąd poznałam czarne mydło nawet "mazie" nie są mi straszne. Wersje miodową używałam tylko do mycia skóry, nie wiem czemu ale nie odważyłam się go użyć do mycia włosów. Tego błędu nie popełniłam sięgając po Cedrowe mydło do włosów oraz ciała z serii Kąpiel Agafii


Od producenta: Mydło cedrowe, nasycone korzystnymi właściwościami ziół i olejków, kompleksowo troszczy się o zachowanie młodości włosów i ciała.
Olejek syberyjskiego cedru – źródło witamin i mikroelementów, aktywnie regeneruje uszkodzoną strukturę włosów, chroni je przed promieniami UV.
Bażyna syberyjska zawiera flawonoidy, przyczynia się do odżywiania skóry głowy i wzmocnienia cebulek włosowych.
Sosnowa żywica, dzięki wysokiej zawartości olejków eterycznych, wzmacnia właściwości ochronne skóry.
Jagody czerwonego jałowca bogate są w kwasy organiczne, odżywiają i nawilżają.
Organiczny olej arnikowy zawiera garbniki i witaminę C, zapobiega pojawieniu się łupieżu i wypadaniu włosów.
Korzeń mydlnicy lekarskiej – naturalny składnik myjący.


Mydło znajduje się w zakręcanym plastikowym pojemniku. Jak dotąd nie sprawiało żadnych problemów, jest ono skromne ale wygodne w użytkowaniu. 
Konsystencja mydełka to taka ciągnąca się maź. Z wyglądu nie jest zbyt zachęcająca, jednak Ci którzy mieli już czarne mydło z pewnością nie będą nim zrażeni. Kolor dla mnie jest bardzo przyjemny, jest brązowo bursztynowy. Porównanie do bursztynu jak najbardziej tu pasuje, bo dla mnie przypomina również nie tylko wyglądem ale przede wszystkim zapachem żywicę. Mydło pachnie dla mnie cudownie, jest to zapach żywicy oraz świeżo zerwanych igieł choinki. Za każdym razem przypomina mi wszystkie spacery w lesie oraz moment ubierania w grudniu w domu choinki. 


Po to mydło sięgam kilka razy w tygodniu. Używam go zarówno do mycia ciała oraz do mycia włosów. Cieszę się, że zdecydowałam się nim zacząć myć włosy, już po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie to przyjaźń na długo. Mydło nabieram na dłoń, delikatnie je rozsmarowuje a potem dopiero nakładam na włosy. Mydło bardzo dobrze się pieni i wystarczy jego mała ilość by dobrze umyć nim włosy. Po użyciu włosy są bardzo dobrze oczyszczone i przyjemne w dotyku. Piana bezproblemowo wypłukuje się  z włosów pozostawiając je otulone zapachem cedru. Nie podrażnia skóry głowy jak i nie plącze moich włosów. Po około dwóch tygodniach stosowania zauważyłam, że moje włosy nie są już tak "przyklapnięte", co przy ich długości stało się dla mnie lekkim wybawieniem. 
Za każdym razem myje nim również moje ciało. I w tej roli spisuje się bardzo dobrze. Przyjemnie oczyszcza moją skórą a jednocześnie nie podrażnia jej jak i nie wysusza. Dodatkowo relaksuje swoim pięknym zapachem. Jest bardzo wydajne.


Pojemność: 300 ml
Cena: ok 16 zł

Jak dla mnie jest to jeden z najlepszych kosmetyków do mycia włosów jaki wpadł w moje ręce. Dodatkowo polubiła go również moja skóra a zapach sprawia,  że kąpiel staje się bardzo relaksująca. Z pewnością skuszę się na kolejne opakowanie :)


sobota, 3 stycznia 2015

Wellness & Beauty, żele pod prysznic: Masło shea i olej migdałowy oraz Mango i papaja.

Kochani, witajcie w nowym roku :) Mam nadzieję, że Sylwestrową noc spędziliście miło. 31 grudnia postanowiłam wraz ze znajomymi wejść na Śnieżkę, była to wyczerpująca trasa pełna pięknych widoków ale również walki z własnymi siłami , mrozem oraz wiatrem. Wieczorem byłam tak wyczerpana, że praktycznie przespałam sylwestra. Mimo wszystko, warto było :)

Zapraszam Was na post o kosmetykach, które ostatnio umilały mi wieczorne kąpiele. Oba żele godnie zastąpiły mi te z  Balea i mam nadzieję, że pojawią się kolejne wersje zapachowe. Jeśli chodzi o Balea, wracając z Czech oczywiście wstąpiłam do DM i zrobiłam małe zapasy :) Dziś jednak poczytacie o dwóch przyjemniaczkach z Wellness & Beauty, żele pod prysznic: Masło shea i olej migdałowy oraz Mango i papaja.  


Od producenta: Żel pod prysznic z masłem shea i olejkiem migdałowym. Pozwól się cudownie rozpieścić – dzięki specjalnej mieszance bogatego w składniki masła shea i słodkiego oleju migdałowego. Orzechowo pachnący krem pod prysznic i do kąpieli szczególnie łagodnie oczyszcza skórę i powoduje poczucie miękkości i gładkości.


Od producenta: Żel do kąpieli i pod prysznic z owocowymi ekstraktami z mango i papai. Poczuj się niebiańsko szczęśliwy- dzięki specjalnej mieszance owocowych ekstraktów z mango i papai. Żel do kąpieli i pod prysznic o rajskim zapachu oczyszcza skórę szczególnie łagodnie i powoduje niepowtarzalne poczucie jej gładkości.



Żele znajdują się w małych plastikowych buteleczkach z zamykaniem typu klik. Ich kolory oraz etykiety na opakowaniu jak najbardziej przyciągają i kuszą. Zakupiłam je prawie dwa miesiące temu podczas trwającej wtedy promocji. Żele są  na tyle małe , że można je zabierać na dłuższe wyjazdy, dostępne są również ich mini wersje idealne na kilkudniowe wypady. 
Oba żele mają dość treściwe konsystencje, przyjemnie rozprowadzają się po skórze oraz bardzo dobrze pienią. Dobrze oczyszczają skórę, nie podrażniają jak i nie wysuszają jej mimo codziennego ich stosowania. Zaznaczam jednak, że prawie zawsze po kąpieli używam masełka do ciała lub olejku. 
To co w nich najprzyjemniejsze to oczywiście ich zapach. Z tych dwóch bardziej przypadł mi do gustu żel Masło shea, który zapachem bardzo przypominał mi olejek do ciała Wellness & Beauty Olejek do ciała: Olej jojoba oraz Masło shea. Pachnie po prostu cudownie. Jest słodki , dość mocny ale nie jest męczący jak i nie jest mdły. Wersja Mango i papaja pachnie również słodko jednak delikatnie. Z przyjemnością sięgałam po obie wersje zapachowe. Umilają wieczorne kąpiele, relaksują a do tego są wydajne. 


Pojemność: 250 ml
Cena: 6,99 

Przyznaję, że polubiłam Wellness & Beauty i z pewnością skuszę się na kolejne ich kosmetyki. Często można na nie trafić w cenach promocyjnych. A Wy co sądzicie o tej marce?