wtorek, 24 lutego 2015

Yves Rocher - Riche Creme krem intensywnie odbudowujący na dzień i na noc.

W zeszłym roku firma Yves Rocher bardzo zaciekawiła mnie ofertą swoich kosmetyków. Skuszona przyjemnymi promocjami zrobiłam w ich sklepie większe zakupy. Niestety  większość zakupionych przeze mnie kosmetyków okazała się dość sporym niewypałem. Kilka z nich było na tyle kiepskich, że dość szybko poszły w świat a ja nie miałam nawet ochoty na pisanie o nich recenzji. Dziś opiszę Wam jednak fajny krem, który towarzyszył mi przez ostatnie dwa miesiące. Zapraszam na recenzję kremu do twarzy z serii Riche Créme Omega d`Huile de Soja 3-6-9, krem intensywnie odbudowujący na dzień i na noc firmy Yves Rocher. Krem przeznaczony jest dla skóry dojrzałej, stwierdziłam jednak, że mając 33 lata jak najbardziej mogę po niego sięgnąć. 


Od producenta: Wypróbuj naprawdę delikatną pielęgnację dla skóry z oznakami starzenia - krem-balsam, który pielęgnuje cerę i zapobiega uczuciu napięcia oraz regeneruje i naprawia skórę. Jego tajemnica polega na zastosowaniu roślinnych kwasów omega 3, 6, 9 z oleju sojowego, które zostały wyselekcjonowane ze względu na swoje właściwości odżywcze i pielęgnacyjne. Kwasy Roślinne Omega 369, znane ze swego dobroczynnego działania na cały organizm oraz skórę, dzięki swym właściwościom odżywczym i kompensacyjnym. Nienasycone Kwasy Tłuszczowe z rodziny Omega 3 likwidują uczucie ściągania skóry, spowodowane uszkodzeniem bariery ochronnej skóry oraz pomagają przywrócić jej komfort. Nienasycone Kwasy Tłuszczowe z rodziny Omega 6 odbudowują spoiwo międzykomórkowe oraz odpowiadają za transport międzykomórkowy, a nienasycone Kwasy Tłuszczowe z rodziny Omega 9 zapewniają natychmiastowe odżywienie skóry oraz stymulują syntezę lipidów.


Krem znajduje się w szczupłej, miękkiej tubce a wydobywanie z niej kosmetyku nie przysparza żadnych problemów. Zakrętka pozwala na pozostawianie go na półce w pozycji pionowej. Konsystencja kremu należy do treściwych oraz gęstych, mimo to fajnie rozprowadza się po skórze. Wchłania się dość szybko, nie pozostawiając po sobie tłustawej warstewki. Pozostawia po sobie jednak delikatny aksamitny film. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż. Krem posiada delikatnie beżowy kolor. Zapach dla mnie kremu jest zbyt mocny, na szczęście jest dość przyjemny dla mojego nosa. Wcześniej czytałam, że jego największy minus to właśnie zapach, mi na szczęście on nie przeszkadza. 


Po krem sięgałam prawie każdego dnia rano. Krem bardzo przyjemnie nawilża moją skórę i pozostawia ją bardzo miłą  w dotyku. Po dwóch miesiącach stosowania nie zauważyłam aby zapychał moją skórę lub by nie współgrał z makijażem. Jak dla mnie jest to bardzo dobry kosmetyk do stosowania w okresie zimowym. Czuć jak chroni skórę przez mrozem oraz wiatrem. Sprawdził się bardzo dobrze w trakcie zimowego joggingu. Jest to krem po którym moja skóra wydziela mnie sebum, dzięki temu już się tak nie świecę. Krem przyjemnie odżywia skórę twarzy jednak nie zauważyłam by jakoś konkretnie zadziałał jeśli chodzi o zmarszczki. Ale od tego raczej są inne kremy z tej serii.



Pojemność: 50ml
Cena: ok 120 zł

Cena regularna tego kremu  jak dla mnie jest za wysoka. Na szczęście krem często był w promocji lub był dodawany jako gratis do większych zakupów w sklepie Yves Rocher. Przeglądałam dziś ofertę sklepu i nie jestem pewna czy krem jest jeszcze dostępny. 


piątek, 20 lutego 2015

Organic Therapy Pianka do mycia twarzy.

Jeśli chodzi o mycie twarzy to jestem fanką mydełek. Pewne pomyślicie, że to kiepska sprawa bo przecież mydła wysuszają. Tak, ale tylko te z mało przyjemnym składem. Jeśli mydło zawiera w sobie dużo olejku, w moim przypadku nie ma mowy o wysuszeniu skóry. W listopadzie skończyło mi się oliwkowe mydełko, starczyło mi ono na prawie rok używania. Podzieliłam je na kilka części by było wygodniejsze w używaniu. Później pomyślałam, że czas zrobić małą przerwę i po raz drugi skusiłam się na Piankę do delikatnego mycia twarzy, tym razem na piankę z ekstraktem z arcydzięgla od Organic Therapy. W kwietniu zeszłego roku pisałam Wam również o piance z Himalaya Herbals


Od producenta: Pianka do niewiarygodnie delikatnego mycia twarzy. Doskonale oczyszcza, zmiękcza i nawilża skórę twarzy. Idealnie chroni delikatną skórę. Posiada przyjemny zapach, który relaksuje.
Pianka zawiera w swoim składzie organiczny ekstrakt z arcydzięgla, który zawiera duże ilości witamin i minerałów, posiada właściwości regenerujące i odżywcze, pozostawiając skórę gładką, miękka i nadaje jej naturalnego blasku.
Organiczny olej z wiesiołka jest bogaty w kwas gamma-linolenowy i ma niezwykłe właściwości przeciwstarzeniowe i regenerujące.
Ekstrakt z magnolii łagodzi i odnawia skórę, a ekstrakt z lilii zapobiega powstawaniu zmarszczek i chroni przed foto starzeniem się skóryBez parabenów, glikoli, ftalanów, silikonów. Brak sztucznych barwników.


Jak widzicie opakowanie tego kosmetyku jest skromne ale bardzo przyjemne dla oka, głównie za sprawą ładnej naklejki. Wydobywanie  z niego pianki nie sprawia żadnych problemów, zazwyczaj starcza mi jedna lub dwie pompki by dokładnie umyć nią twarz. W przypadku tej buteleczki nie trzeba jej brać w rękę i nachylać aby pianka wylądowała na dłoni a nie spłynęła po opakowaniu. 


Konsystencja tego kosmetyku to oczywiście puszysta i bardzo przyjemna pianka. Po wyciśnięciu na dłoń nie spływa z niej lecz wygodnie aplikuje się na twarzy. Zabieg mycia twarzy tą pianką należy do delikatnych i miłych. Pianka posiada śnieżnobiały kolor a jej zapach sprawia, że jej używanie staje się jeszcze bardziej przyjemne. Zapach jest dość mocny jednak nie jest drażniący. Mi przypomina mieszankę zapachu świeżo pokrojonego rabarbaru oraz jakiegoś wiosennego kwiatu. 


Przed zakupem sprawdziłam oczywiście skład i wydał mi się on przyjemny. Po piankę sięgam kilka razy w tygodniu podczas wieczornego mycia twarzy. Czasami sięgam po nią również w ciągu dnia. Nie napisałam, ze używam ją co dziennie tylko dlatego, że przynajmniej raz  w tygodniu wieczorem twarz myję czarnym mydłem. Pianka dobrze oczyszcza moją skórę, jednak nie tak mocno jak było to w przypadku pianki z Himalaya Herbals. Mam wrażenie, że ta pianka traktuje moją twarz bardziej delikatnie. Pianka bez problemu spłukuje się z twarzy, nie podrażnia oraz co bardzo ważne, nie wysusza. 


Pojemność: 150 ml
Cena: różnie, od 16 do 22 zł

Tak na prawdę od kosmetyku tego typu oczekuje tylko, by dobrze oczyszczał oraz nie wysuszał a ta pianka mi to gwarantuje. Dodatkowo ma bardzo przyjemną konsystencję oraz zapach. Jak dla mnie warta była zakupu. 

niedziela, 15 lutego 2015

LillaMai - nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym.

LillaMai to polska firma oferująca nam kosmetyki produkowane głównie z ekologicznych surowców. W kosmetykach firma wykorzystuje tylko oleje oraz masła nierafinowane oraz dodaje hydrolaty nie zawierające konserwantów. Wszystkie kosmetyki produkowane są ręcznie oraz posiadają swoją datę świeżości. W dniu darmowej wysyłki, skusiłam się na Nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym. Po kremie zostało mi już tylko puste opakowanie, także najwyższa pora aby napisać o nim recenzję. 


Od producenta: Lekki krem na bazie oleju arganowego z pierwszego tłoczenia, nawilża i odżywia skórę. Doskonały pod makijaż i na lato. Nie zatyka porów, zawarte w kremie hydrolaty z kwiatu rumianku i liści melisy łagodzą podrażnienia i odżywiają skórę. Olej arganowy jest bogaty w witaminę E. Poprawia nawilżenie, gładkość i elastyczność naskórka, spłyca zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych, działa kojąco na podrażnienia skóry. Olejek lawendowy nadaje wrażenie świeżości, łagodzi podrażnienia, wygładza cerę, likwiduje infekcje skórne, stymuluje wzrost nowych komórek i tworzenie się tkanki. Działa również odprężająco i przeciwbólowo. Witamina E zwana eliksirem młodości wbudowuje się w lipidowe warstwy ochronne naskórka, zapobiegając jego wysuszeniu. Działa antyoksydacyjnie, ochronnie, szczególnie przeciw promieniom UV, a także sprzyja formowaniu się kolagenu. Olej z pestek moreli działa nawilżająco i jest bogaty w witaminy A i E. Idealny do każdej cery.


Krem polecany jest przede wszystkim na sezon letni, mi jednak na tyle spodobał się jego skład, iż stwierdziłam, że jako krem na noc będzie spisywał się dobrze nawet zimą . 
Krem znajduje się w małym szklanym słoiczku zamykanym na sztywną plastikowa zakrętkę. Na słoiczku naklejona jest bardzo ładna naklejka przenosząca nas w świat lawendy. Również jego zapach przenosi nas w ten świat. Bardzo lubię takie zapachy jednak tu uważam, że jest on zbyt mocny i jego siłę zmniejszyłabym przynajmniej o połowę. Konsystencja kremu jest lekka, puszysta jednak lekko wodnista w kontakcie ze skórą. Momentami wyczuwalne są lekkie grudki, które jednak szybko rozpuszczają się. Bezproblemowo rozprowadza się po skórze pozostawiając delikatną tłustawą warstewkę. Ze względu na skład kremu nie mogłoby być inaczej i to nie jest da mnie żaden minus. Krem nie zapycha i bardzo dobrze współpracuje z makijażem. 


Na początku bardzo przeszkadzało mi, że w trakcie rozprowadzania go na skórze mojej buzi, miałam wrażenie jakby krem miał w sobie zbyt dużo wody. Znacie to uczucie? To jakby próbować wsmarować krem lub balsam na mokrą skórę. Stwierdziłam, że chyba jednak nie polubię się  z tym kremem. Jednak, po dwóch tygodniach wydarzyło się szczęście w nieszczęściu. Mój kot zrzucił krem na ziemię i odłamał się dość spory rąbek zakrętki. Zrezygnowana nie przełożyłam kremu do innego opakowania i po prostu za każdym razem jakoś go zakrywałam dodatkowo wacikiem. Po kilku dniach zauważyłam, iż krem, a dokładnie woda, skropliła się. Krem zmienił swoją konsystencję na bardziej treściwą, a po aplikacji na skórę bardziej przypominał olejek.  W tym momencie stał się po prostu idealny i używałam go z wielką przyjemnością. 
Po krem sięgałam każdego dnia po wieczornej kąpieli. Kilka razy użyłam go również rano. Od kremu chciałam aby dobrze nawilżał moją skórę i to właśnie otrzymałam. Pozostawiał moją skóra ukojoną i miłą w dotyku. 
Kosmetyki LillaMai nie są testowane na zwierzętach :)



Pojemność: 50ml
Cena: 32 zł

Pomimo  jego drobnych wad oraz na skutek pewnego  nieszczęścia, stał się on bardzo fajnym kremem. Polubiłam go na tyle, iż skuszę się na kolejne kosmetyki od LillaMai. 

środa, 11 lutego 2015

Wyniki konkursu z Vita Liberata.


Dziś krótko i na temat :)



W poniedziałek zakończył się konkurs w którym do wygrania była świetna pianka samoopalająca od Vita Liberata. Zestaw, w skład którego wchodzi pianka oraz rękawica wędruje do:



Gratulacje :)
Proszę odezwij się na mojego maila 30plusblog@gmail.com i podeślij swoje dane do wysyłki. 

Miłego dnia
Magdalena 

niedziela, 8 lutego 2015

1. In love with - pillows.

Od jakiegoś czasu mam lekkiego bzika na punkcie poduszek, uwielbiam te, które mam w swoim domu jak i jestem pod urokiem tych, które znaleźć można w internecie lub w sklepach. Ta miłość dopadła mnie z wiekiem, a swój szczyt osiągnęła w momencie, w którym zaczęłam remontować swoje cztery kąty. Z ilością poduszek nie należy przesadzać, jednak zawsze możemy mieć sporą kolekcję poszewek. Pokażę Wam dziś, które podusie ostatnio sprawiły, że moje serducho bardziej zabiło. Przy okazji poznacie kilka interesujących sklepów. 


1.Poszewka na poduszkę WOLF. W sklepie Lawendowy bazar możemy znaleźć również urocze kubki. 
2.CoversmartBalloon Up Throw Pillow Cover. Z chęcią przygarnęłabym wszystkie ich poszewki. 
3.Little Dreams.  Poszewka dekoracyjna, tu akurat coś dla kociarzy.
4. Pakamera,  prawdziwy poduszkowy raj.  Niezbędnik poducha.





1.Art Madam, Poduszka Łan Zboża, idealna na zimę. Takiej podusi brakuje w mojej kolekcji. 
2.Sklep Folkstar,  Folk poduszka. Ostatnio bardzo spodobały mi się motywy nawiązujące do folku.
3.MyBaze, Poduszka z marynarzem, znalazłby miejsce na moim tarasie.
4. Houzz Bicycle Pillow , poszewka bliska mojemu sercu, kocham wszystko co rowerowe. 





1.Etsy, Butterfly Pillow. Motyle to zawsze piękny motyw.
2.Artmini, coś na zbliżające się walentynki. Poduszka love wreath 
3.Zazzle, ostatnio uwielbiam wszystko co oparte jest na motywie brzozy Birds in birch trees
4. Society6 Zebra, jest tak urocza, że ciężko jest się jej oprzeć. 



Kto z Was lubi takie  cuda?

piątek, 6 lutego 2015

Make Me Bio - Cocoa Body Butter.

Kiedy na naszym rynku pojawiły się kosmetyki Make Me Bio, wiedziałam, że jest to marka którą chcę poznać. Kusiły mnie nie tylko obietnice producenta co do pielęgnacji  ale przede wszystkim przyjemne składy kosmetyków. Na początku stycznia dotarła do mnie mała ale za to ciesząca me serducho przesyłka. Była to wygrana w świątecznym konkursie, organizowany co roku na blogu Lili Naturalna. W paczuszce znajdowało się oczywiście Masło kakaowe do ciała od Make Me Bio


Od producenta: Doskonałe właściwości nawilżające i przyjemny zapach sprawiają, że masło kakaowe jest idealnym produktem pielęgnacyjnym. Dzięki zdolności neutralizowania wolnych rodników spowalnia procesy starzenia się skóry. Zawarte w nim polifenole posiadają właściwości antyoksydacyjne, przyspieszają regenerację naskórka i hamują stany zapalne. Masło kakaowe może być stosowane u dzieci i alergików.


Masełko znajduje się w dość małym, plastikowym, zakręcanym słoiczku. Jak dotąd jego otwieranie, zamykanie nie sprawiało mi żadnych problemów. Przy pierwszym spotkaniu całość jak najbardziej mi się spodobała. 
Masełko posiada treściwą a jednocześnie delikatną, lekką puszystą konsystencję.  Bardzo dobrze rozprowadza się po skórze nie pozostawiając po sobie lepkiej warstewki. To było dla mnie dość dużym zaskoczeniem, czyste masło kakaowe uwielbiam ale na skórze zachowuje się jak olej. Byłam pewna, że w przypadku tego masełka będę musiała dłużej czekać aż kosmetyk ładnie się wchłonie.  Porównując je do czystego masła kakaowego spodziewałam się również trochę innego zapachu, bardziej czekoladowego. Coś tam czuć, jednak zapach jest ten raczej delikatny. Oceniając ogólny zapach masełka mi odpowiada, jednak na pewno nie spodziewajcie się pięknego zapachu czekolady. Masło posiada ładny śnieżnobiały kolor



Po masełko sięgałam trzy razy w tygodniu po wieczornej kąpieli. Jeśli chodzi o moją skórę to bardzo dobrze radzi sobie  z jej nawilżeniem. Przez ostatnich kilka miesięcy stosowałam do jej nawilżenia różne oleje, dodawał je często do kapeli. Jej stan jest teraz na tyle przyjemny, że mogę sobie pozwolić na używanie tego masełka co drugi dzień. 
Jedyny minus tego kosmetyku to jego pojemność. Niestety dość szybko znikało z opakowania. 




Pojemność: 100 ml
Cena: 39 zł

Był to mój pierwszy kosmetyk Make Me Bio. Zużyłam go z przyjemnością i na pewno skuszę się na inne produkty tej firmy. Jest to polska firma, robiąca kosmetyki z miłość do natury oraz świadomością co do roli jaką odgrywa zdrowy i ekologiczny tryb życia. Kosmetyki Make Me Bio nie są testowane na zwierzętach. 


poniedziałek, 2 lutego 2015

Konkurs - wygraj wspaniały zestaw samoopalający od Vita Liberata.

Wczoraj mogliście poczytać o moich zachwytach na temat musu samoopalającego z serii pHenomenal Long Lasting Tan Mousse firmy Vita Liberata. Dziś macie szansę osobiście poznać to cudo. Możecie wygrać luksusowy zestaw od Vita Liberata w skład którego wchodzi mus oraz rękawica :)


Co zrobić aby wygrać ten zestaw?

Obowiązkowo:
- być publicznym obserwatorem mojego bloga 30plus Beauty blog
- polubić profil fb Vita Liberata KLIK

Wartość zestawu to ok 200 zł.



Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest 30plus Beauty blog
2. Sponsorem nagrody firma Vita Liberata. Nagrody są nowe, nieużywane.
3. Każda osoba zgłaszająca się zobowiązana jest do spełnienia warunków obowiązkowych tj. publiczna obserwacja niniejszego bloga oraz polubienie Vita Liberata na FB. 
4. Konkurs trwa od 2 do 9 lutego 2015. 
5. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu w ciągu 3 dni.
6. Na dane adresowe zwycięzcy czekam 3 dni od ogłoszenia wyników. W przeciwnym wypadku losuję kolejną osobę. 
7. Nagroda zostanie wysłana bezpośrednio przez firmę Vita Liberata. 
8. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych(Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

niedziela, 1 lutego 2015

Vita Liberata - pHenomenal mus samoopalający.

Myślę, że prawie  każda z nas marzy o skórze delikatnie muśniętej słońcem. Zawsze uważałam, że skóra lekko opalona nie tylko wygląda ładniej ale nawet cellulit i inne drobne defekty są wtedy u mnie mniej widoczne. O taką opaleniznę dbałam głównie latem. Niestety moja skóra z natury jest dość blada, także pierwsze wyjścia w szortach po zimie nie wyglądało za dobrze. Zawsze usłyszałam jakiś mniej lub bardziej nieprzyjemny komentarz.  Jako osoba pracująca i zabiegana nie zawsze mam czas by choć troszkę się opalić a solarium nie wchodzi tutaj w grę. W takich momentach ratowałam się balsamami samoopalającymi do momentu aż moje nogi nabrały przyjemniejszego koloru. 
Na początku stycznia napisała do mnie Pani Klaudia  z propozycją przetestowania musu samoopalającego z serii pHenomenal Long Lasting Tan Mousse firmy Vita Liberata. Przyznaję, że najbardziej zachęciły mnie słowa o przyjemnym składzie kosmetyku


Od producenta: Vita Liberata  to  marka produkująca organiczne ekskluzywne kosmetyki samoopalające. W tym momencie dzięki wysokiej jakości produktów oraz łatwości w użycia firma działa już w 22 krajach oraz ma wielu fanów wśród zagranicznych gwiazd. Vita Liberata jest również liderem wśród produktów samoopalających w najlepszych SPA na całym świecie.
Kosmetyki Vita Liberata pozbawione są zapachu, parabenów, alkoholu i są  szybkie oraz łatwe w użyciu. 80 % składników jest pochodzenia organicznego. Idealnie zanikające bez smug i zacieków, z technologią Moisture Lock - 72 godzinne nawilżania oraz bezzapachowe, co w produktach samoopalających jest ogromnym atutem. 


Vita Liberata dysponuje szeroką gamą produktów - od preparatów jednodniowych/zmywalnych, poprzez produkty utrzymujące się od 4-7 dni aż po piankę Phenomenal która jest najtrwalszym preparatem samoopalającym na świecie. Pianka po trzykrotnej aplikacji w ciągu doby (np/ rano/wieczorem/rano) utrzymuję się nawet do ok 2-3 tygodni. Produkt wysycha w momencie kontaktu ze skórą, więc można od razu się ubrać. Po aplikacji ok 8 h nie kąpiemy się. Preparat nadaje natychmiastowy efekt dlatego ułatwia to aplikację. Produkty nakładamy za pomocą specjalnej rękawicy na suche ciało. Dobrze jest wykonać wcześniej peeling. Piankę można aplikować raz i wtedy efekt utrzymuję się ok 4-7 dni. Phenomenal Mousse nie ma zapachu, jest niezwykle prosty w aplikacji i nadaje wspaniały naturalny efekt.
Kosmetyk znajduje się w wygodnym opakowaniu z pompką, która działa bezproblemowo. Dodatkowo zapakowany był w kartonik a do zestawu dołączona była rękawica.


Ponieważ zależało mi na bardziej delikatnej opaleniźnie, wybrałam drugą proponowaną formę aplikacji. Mus (piankę) wsmarowałam w skórę tylko raz przy użyciu bardzo przyjemnej  w dotyku rękawicy. Wcześniej wykonałam peeling skóry i nie użyłam żadnych olejków lub masełek do ciała. Byłam pod wrażeniem jak dobrze i łatwo pianka rozprowadza się po skórze. Najpierw wsmarowałam ją w nogi ale widząc jaki piękny kolor nadaje im pianka i jak jest to łatwe oraz szybkie zdecydowałam się by użyć ją na całe ciało. Nałożyłam tylko jedną warstwę, odczekałam około 3 minuty i ubrałam się. Pianka bardzo szybko wchłaniała się, nie zauważyłam by w jakikolwiek sposób brudziła później bieliznę czy ubrania. 



Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko tego jak przyjemny kolor pianka nadała mojej skórze ale również tego jak idealnie rozprowadzała się po mojej skórze, nie pozostawiając po sobie żadnych smug. Jest to pierwszy produkt samoopalający który tak ładnie i perfekcyjnie poddał się aplikacji i w żaden sposób mnie nie zawiódł.
Tak jak obiecuje producent po około 4-5 dniach zauważyłam, że moja skóra blednie. To i tak długo jak na mnie, wielką wielbicielkę peelingów. Kosmetyk w żaden sposób mnie nie uczulił i nie zauważyłam aby w nawet w małym stopniu wysuszał moją skórę. 



Jeśli nałożycie 2 lub 3 warstwy pianki, kolor nie tylko wytrzymuje dłużej ale również jest o wiele intensywniejszy. Mi osobiście zależało na delikatnym zbrązowieniu mojej skóry, tak by wyglądało to naturalnie. To właśnie otrzymałam a z efektów jestem bardzo zadowolona. Sięgam po nią raz w tygodniu a dokładnie w niedzielę rano. Fakt, jest zima i nie pokazuję innym moich nóg ale jak ważne jest by podobały się one również mi samej. Nie wspomnę już o wizycie na basenie, tam również czuję się teraz pewniej. Taka drobna zmiana a jak bardzo potrafi poprawić mi humor.



Dodatkowe zalety pianki to oczywiście jej skład. Jak wspomniałam wyżej 80 % składników jest pochodzenia organicznego. Dodatkowo pianka nie posiada przykrego zapachu co jeszcze bardziej umila nam jej aplikacje. Dzięki rękawicy nie brudzimy rąk a samą rękawicę po każdym użyciu po prostu myję. 

Pojemność:125 ml
Cena: ok. 164 zł (54 $)

Dostępna jest w Sephora, zapraszam również na stronę producenta  http://vitaliberata.com/



Wiem, że ten mus samoopalający nie należy do tanich. Jednak z pewnością nie wyjdzie drożej niż wizyty na solarium. Do tego nie szkodzi naszej skórze. Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku i cieszę się, że zdecydowałam się na jego przetestowanie. Jak najbardziej zainteresowały mnie również kosmetyki do twarzy. 

Miłej niedzieli,
Magdalena