czwartek, 30 kwietnia 2015

Organique - Eternal Gold przeciwzmarszczkowy krem do twarzy.

Na początku marca pisałam Wam o przeciwzmarszczkowym kremie pod oczy firmy Organique. Było to moje pierwsze spotkanie z kosmetykiem tej firmy i niestety nie należało ono do idealnych. Kosmetyk ten zakupiłam w duecie wraz z innym kremem z tej samej serii, które dostępne były w zeszłym roku w pudełku Shiny Box w bardzo przyjemnej cenie. Zapraszam dziś na recenzję przeciwzmarszczkowego kremu do twarzy na dzień Golden Anti- Aging z serii Eternal Gold.


Od producenta: Ultranawilżający, profesjonalny krem przeciwzmarszczkowy. Dzięki zawartości wyciągu z szałwii muszkatołowej-Xeradinu i koktajlu z soczystych owoców zapewnia skórze ukojenie, długotrwały komfort i głębokie, 24 - godzinne nawilżenie. Spowalnia transepidermalną utratę wody (TEWL), zatrzymując ją w naskórku i w głębszych warstwach skóry. Kompleks koloidalnego złota i Stoechiolu - oleju z hiszpańskiej lawendy - hamuje proces powstawania zmarszczek, spłyca już istniejące i zapewnia skórze odpowiednie napięcie. Wzbogacony olejem sojowym i eko-certyfikowanym filtrem przeciwsłonecznym krem, doskonale chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi oraz promieniowaniem UuVA i UuVBb. Szybko się wchłania, delikatnie rozjaśnia i rozświetla skórę, nadając jej promienny wygląd. Doskonały jako baza pod makijaż.


Składniki aktywne: masło shea, olej sojowy, ekstrakt z szałwii muszkatołowej (Xeradin), olej z hiszpańskiej lawendy (Stoechiol) - Ecocert, złoto koloidalne, mix wyciągów owocowych, filtr przeciwsłoneczny UuVA i UuVBb - Ecocert, pantenol. 


Krem znajduje się w bardzo wygodnej oraz higienicznej w używaniu szklanej buteleczce z dozownikiem. Osobiście uwielbiam takie opakowania. Do tego mamy tutaj skromną, aczkolwiek ładną naklejkę z motywem lawendy. Krem posiada dość treściwą a zarazem delikatną i lekką konsystencję. Przyjemnie i bezproblemowo rozprowadza się po skórze twarzy nie pozostawiając po sobie lepkiej, tłustawej warstewki. Jak dla mnie krem wchłania się szybko dlatego rozprowadzam go na skórze dość sprawnie. Pozostawia skórę aksamitną w dotyku. Krem posiada delikatny beżowy kolor z mnóstwem złotych drobinek w środku. Zapach jest dość mocno wyczuwalny, jest słodkawy oraz przyjemny. 


Po krem sięgam każdego dnia rano od poniedziałku do piątku. W weekendy sięgam po inne cudo od Gaia Creams, o którym pisałam Wam kilka dni temu. Wracając do kremu Organique, wyciskam zawsze 2 lub 3 pompki i to starcza mi na posmarowanie skóry twarzy oraz szyi. W przeciwieństwie do kremu pod oczy z tej samej serii, z kemu do twarzy jestem bardzo zadowolona. Krem dobrze radzi sobie  z nawilżeniem mojej skóry, w ciągu dnia nie odczuwam nieprzyjemnego jej ściągania. Krem delikatnie odżywia skórę i sprawia, że jest przyjemna w dotyku i delikatnie wygładzona. Drobinki znajdujące się w kremie przyjemnie ją rozświetlają a  to sprawia, że skóra twarzy wygląda na zdrowszą oraz wypoczętą. Krem świetnie spisuje się pod makijaż. 


Krem należy do bardzo wydajnych, używam go od prawie dwóch miesięcy a zużyłam dopiero połowę opakowania. 

Pojemność: 50 ml
Cena: 90 zł ( ja zapłaciłam za niego niecałe 30 zł )

Mimo, iż pierwsze spotkanie z firmą Organique mnie nie zachwyciło, ten krem okazał się strzałem w dziesiątkę. Polecany jest dla skóry dojrzałej, jednak śmiało polecam go wszystkim kobietom w wieku 30+. Ja z chęcią skuszę się na kolejne opakowanie, oczywiście w równie przyjemnej cenie jak ostatnio. Niestety ceny kosmetyków Oranique nie należą do niskich.




niedziela, 26 kwietnia 2015

In love with - dywany.

Od ostatniego wpisu z serii In love with minęły ponad dwa miesiące, to troszkę za długo, dlatego dziś kolejny post o podobnej tematyce. Ostatnio było o poduszkach, dziś temat dla również mnie jak najbardziej aktualny, czyli dywany. Wybór dywanu to bardzo ważna sprawa, bo zazwyczaj jest to zakup na kilka lat. Ich wybór w sklepach jest ogromny, to co mnie akurat ogranicza to ich ceny. Te które spodobały mi się najbardziej są dość drogie i niestety musiałam powiedzieć sobie nie. Pokażę Wam dziś kilka pięknych dywanów, oraz ten na który się skusiłam kilka dni temu. Pierwszy zakup dywanu do salonu za mną, ale pozostaje jeszcze kupno dywanu do sypialnia oraz na korytarz. Wszystko w swoim czasie i w miarę moich finansowych możliwości :) 


1. Dywan Arifa turquise - Linie Design - turkusowy - marokańska koniczynka - sklep VellaHome
2. Dywan słoneczny - sklep artMadam
3. Guatemala rug - sklep Fine Little Day
4. Lappljung Ruta - sklep Ikea 

W moim salonie wylądował czarno biały dywan z Ikea ;) Osobiście uwielbiam skandynawskie klimaty, jednak wzory folkowe również skradły moje serce. 


1. Dywan Folk Parzenica len - sklep Chodniki
2. Dywan do pokoju dziecięcego - sklep Aga Martin
3. Hand made rugs dywan FOLK green - sklep Another Design
4. Agnella Dywan Folk Regiel Czarny - sklep Fortero



1. Dywanik Graphic Star dwustronny - sklep White House Design
2. Dywan Jindai Graphite - sklep Decodore
3. Dywan Blobbi - sklep Blobbi
4. Dywan Jaipur Scandinavia Nordic Croix - sklep Houzz



1. Dywan Hacienda stripes - sklep Kids Town
2. Dywan z kolekcji Popart - sklep Oriental Polska 
3. Dywan Arte Espina Joy - sklep Arte
4. Dywan Thomas Paul Rugs Seed in Chocolate and Cream - sklep Design Public


To jak? Spodobał Wam się chociaż jeden z tych dywanów? Ja wszystkie z chęcią  ugościłabym w moim domu :) 

Miłego dnia
Magdalena

czwartek, 23 kwietnia 2015

Gaia Creams - Pomegranate & Ylang - Ylang Raw Face & Body Cream ♥

O kosmetykach Gaia Creams pisałam Wam już kilkukrotnie. Każdy  z tych kosmetyków bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i spowodował, że moje serce mocniej zabiło. Jak dla mnie, są to najlepsze ekologiczne kosmetyki jakie zagościły w moim domu i które wspaniale zadbały o moją skórę jak i moje samopoczucie. W tym roku miałam ogromną przyjemność poznać Serum do twarzy Chia&Peach Kernal Superpower Blend, na końcu posta znajdziecie kupon zniżkowy na to serum. Dziś opiszę Wam pyszny krem Pomegranate & Ylang - Ylang Raw Face & Body Cream.


Pomegranate & Ylang - Ylang Raw Face & Body Cream, to żywy krem o niezwykłej zdolności głębokiego odżywiania, nawilżania i naprawy skóry z najwyższej jakości olejem z pestek owocu granatu, o bardzo silnych właściwościach antyoksydacyjnych i leczniczych. Polecany dla każdego typu skóry, w tym także dla cery wrażliwej, atopowej, z egzemą, dotkniętej trądzikiem i łuszczycą.


Działanie kremu:
- niezwykle silne naturalne właściwości antyoksydacyjne, przeciwzapalne, przeciwbakteryjne,
- odmładzające, przeciwzmarszczkowe i wygładzające skórę,
- wyrównanie napięcia, elastyczności i kolorytu skóry,
- wspomaganie syntezy kolagenu i wzmocnienie naskórka,
- naturalne wzmacnianie ochrony przeciwsłonecznej  i regeneracja skóry po opalaniu,
- pielęgnacja skóry suchej, łuszczycowej,
- ochrona i wzmacnianie skóry wrażliwej,
- wspomaganie odbudowy skóry w trądziku zwyczajnym i różowatym,  
- regulacja produkcji sebum,
- kojenie podrażnień,
- zapobieganie zmianom kancerogennym skóry.


Kremik znajduje się w małym, szklanym przyciemnianym słoiczku, dzięki czemu chroniony jest przed promieniami słońca. Jak wszystkie kosmetyki Gaia Creams posiada papierową etykietę, zawierającą wszystkie podstawowe informacje. Do tego krem podpisany jest moim imieniem :) Muszę tu wspomnieć również o świetnej akcji. Jeśli odeślecie 5 pustych opakowań po kosmetykach Gaia Creams, otrzymacie w prezencie 30ml wybranego kremu lub serum. 
Krem posiada zbitą oraz bardzo treściwą konsystencję. Po zetknięciu ze skórą przemienia się w olej, który przyjemnie rozprowadza się po skórze. Są to kosmetyki, którym trzeba dać troszkę czasu na to, aby się wchłonęły. Jak dla mnie jest to minimalne poświecenie z mojej strony w zamian za wspaniałe działanie kosmetyku. Jak widzicie kolor jest uroczy, słoneczno miodowy. Zapach jest dość specyficzny. Jest słodkawy, lekko ziołowy, delikatny i przez jakiś czas wyczuwalny na skórze. Mi jak najbardziej odpowiada. 



Po kremik sięgam każdego dnia rano oraz wieczorem. Na początku używałam go jako zastępstwo kremu, na całą buzię. Teraz w ten sposób używam go raz w tygodniu a każdego dnia używam go tylko pod oczy, w okolicach gdzie mam najwięcej zmarszczek oraz nad górną wargą. Jeszcze żaden kosmetyk tak wspaniale nie wpłynął na moje zmarszczki. Oczywiście nie usunął ich, jednak te najmniejsze przestały być widoczne a te duże widoczne są tylko w momencie uśmiechu, grymasu. Krem delikatnie wygładza skórę i sprawia, że staje się bardziej promienna. W kremie jestem po prostu zakochana. Poprzedni rok w moim życiu był okropny. Były to miesiące pełne stresu oraz płaczu, wszystko to sprawiło, że dosłownie postarzałam się o kilka lat. Nie mogłam na siebie patrzeć w lustrze. Ten kremik dał życiowego kopa nie tylko mojej skórze ale również mi samej. Już się tak nie krzywię patrząc na siebie w lustrze. Krem w żaden sposób nie zapycha mojej skóry jak i nie podrażnia. W miejscach zaognionych traktuje ją delikatnie i łagodzi. 


Gaia Creams to 100% certyfikowane organiczne, wegańskie i etyczne składnikiBUTYROSPERMUM PARKII, COCOS NUCIFERA, SIMMONDSIA CHINENSIS, OENOTHERA BIENNIS, PUNICA GRANATUM, LINUM USITATISSIMUM, ROSA CANINA, CANANGA ODORATA, BOSWELLIA CARTERII, ROSMARINUS OFFICINALIS, LINALOOL*, LIMONENE*, BENZYL BENZOATE*, BENZYL SALICYULATE*, FARNESOL*, GERANIOL*, BENZYL ALCOHOL*, EUGENOL, ISOEUGENOL*(*naturally occurring in essential oils). 


Pojemność: 30ml
Cena: 100 zł

Te kosmetyki wyglądają na maleństwa, ale jeśli chodzi o te do twarzy to są one bardzo wydajne i starczą Wam na kilka miesięcy użytkowania. 

Serdecznie polecam Wam kosmetyki Gaia Creams i zapraszam do zapoznania się z firmą, ich zamiłowaniem do natury oraz z asortymentem. Przypominam również o kodzie zniżkowym na serum :)


niedziela, 19 kwietnia 2015

Himalaya Herbals- Ajurwedyjska pasta do zębów.

Firmą Himalaya Herbals zainteresowałam się przy okazji szukania kosmetyków w skład których nie wchodzą żadne składniki pochodzenia zwierzęcego. Szczęśliwym trafem, mimo iż moje miasto jest malutkie, jest kilka miejsc gdzie można zakupić kosmetyki Himalaya Herbals. Nie wszystkie mnie zachwyciły, znalazł się nawet jeden bubel. Natomiast wegetariańskie pasty do zębów to jak dotąd najlepszy kosmetyk na jaki trafiłam. Wypróbowałam kilka dostępnych wersji, w działaniu oraz smakowo najbardziej polubiłam Ajurwedyjską pastę do zębów.


Od producenta: Pasta skutecznie oczyszcza i chroni zęby przed paradontozą i próchnicą. Polecana jest szczególnie osobom uskarżającym się na obrzęk lub krwawienie dziąseł, nadwrażliwość zębów, nieświeży oddech. Zawiera miodlę indyjską i owoc granatu. Oryginalna receptura pasty, chroni szkliwo zębów przed mikrourazami podczas szczotkowania, a unikalna kompozycja naturalnych składników zapewnia ich kompletną i długotrwałą ochronę. Neem (miodla indyjska) i owoc granatu wpływają korzystnie na funkcjonowanie dziąseł eliminując  bakterie i stany zapalne.


Pasta znajduje się w wysokiej i miękkiej tubce, która jest wygodna w użytkowaniu. Dodatkowo zapakowana była w kartonik, który zawierał podstawowe informacje. Pasta bezproblemowo, do końca,  wydobywamy z opakowania. Konsystencja pasty jest treściwa a jednocześnie jest delikatna. Nie spływa po nałożeniu na szczoteczkę a potem przyjemnie rozprowadza się oraz pieni na ząbkach.  Kolor pasty jest ziemisto zielony, przypomina troszkę glinki w proszku,  natomiast zapach jest dość delikatny, ziołowy. Zapach jak i smak tej pasty jest dla mnie przyjemny, jest ziołowo miętowy.


Nie jestem pewna, które z kolei jest to już opakowanie tej pasty, po 10 sztukach przestałam liczyć. Po  jej użyciu moje ząbki są bardzo dobrze oczyszczone, a oddech przyjemnie odświeżony. Posmak jak najbardziej jest miętowy. Po pastę sięgam dwa, czasami trzy razy dziennie. Pasta skutecznie chroni przed próchnicą, kamieniem oraz przebarwieniami zębów. Jednak to z czego  najbardziej jestem zadowolona, to fakt, że moje dziąsła wreszcie przestały krwawic podczas mycia zębów. Wierzcie mi, kupiłam i zużyłam wiele past, nawet tych drogich, polecanych na problemy z dziąsłami i żadna  z nich nie pomogła. Dopiero pasta Ayurwedyjska wzmocniła moje dziąsła i sprawiła, że przestałam się o nie martwić. 


Na pastę skusiłam się z ciekawości, i głównie dlatego, że chciałam zacząć używać pasty wegetariańskiej tudzież wegańskiej. Skład jej należy do prawie idealnych,  posiada oczywiście zielone oznakowanie. Mała ściąga dla tych, którzy nie widzą co oznacza dany pasek na opakowaniu pasty:
czarny: tylko chemiczne składniki,
czerwony: chemiczne dodatki, soda i podobne,
niebieski: połowa chemii, połowa natura,
zielony: tylko naturalne składniki bez chemii, fluoru, aspartanu.

Aktualizacja : Powyższe paseczki to żadne oznaczenia odnośnie składu pasty, lecz zwykłe oznaczenie drukarskie.  Czyli od lat wciskane nam są głupoty. 

Skład: Aqua, Glycerin, Hydrated Silica, Sodium Lauryl Sulfate, Titanum Dioxide, Flavour, Xanthan Gum, Sodium Saccharin, Menthol, Punica Granatum Extract, Calcium Fluoride, Sodium Benzoate, Sodium Sulfate, Zanthoxylum Alatum Extract, Acacia Arabica Bark Extract, Embelia Ribes Fruit Extract, Melia Azadirachta  Leaf Extract, Vitex Negundo Leaf Extract, Thymol, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Terminalia Chebula Fruit Extract, Terminalia Bellerica Fruit Extract, Embelica Officinalis Fruit Extract.

Na plus na pewno zaliczymy tutaj użycie naturalnego fluoru oraz takich skłądników jak: adżwan (Carum Copticum), akacja arabska (Acacia Arabica), amalaki (Terminalia Bellerica, terminalia Chebula, Emblica Officinalis), fluorek wapnia (Calcium Fluoridum), granatowiec właściwy (Punica Granatum), miodla indyjska (Azadirachta Indica), niepokalanek (Vitex Negundo), żółtodrzew oskrzydlony (Zanthoxylum Alatum).



Pojemność: 100g

Cena: 12 zł

Pastę kupuję w Rossmannie, a kiedy jest w promocji to łapię od razu kilka sztuk. Dla mnie ta pasta jest świetna w działaniu, do tego jest prawie idealna jeśli chodzi o skład. Moje ząbki oraz dziąsła bardzo ją polubiły i z  pewnością pozostanie ze mną na długo. Polecam :) 

czwartek, 16 kwietnia 2015

Sylveco - Oczyszczający peeling do twarzy.

Kosmetyki firmy Sylveco przeznaczone są dla skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Wyróżniającym składnikiem ich produktów jest ekstrakt z kory brzozy, zawierający betulinę i kwas betulinowy, substancje aktywne o wysokiej skuteczności działania i jednocześnie całkowicie bezpieczne. Ja na co dzień nie borykam się z problemem wrażliwej skóry jednak i tak z chęcią skusiłam się na ich kosmetyki. Przekonały mnie nie tylko pozytywne recenzje ale również ich skład. Na pierwszy ogień poszedł hibiskusowy tonik, przyjemny jednak nie sprawił aby mojej serce bardziej zabiło. 
W zeszłym roku dopisało mi szczęście i wygrałam dwa kosmetyki Sylveco w konkursie organizowanym przez sklep Grota Bryza. Jednym z kosmetyków był Oczyszczający peeling do twarzy z korundem.


Od producenta: Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum.


Peeling znajduje się w dość małym plastikowym zakręcanym słoiczku. Opakowanie niestety jest dość denerwujące, drobinki peelingu osiadają na brzegach i za każdym razem mam problem z jego zamknięciem. Słoiczek dodatkowo znajdował się w papierowym kartoniku, na którym znajdziemy główne informacje dotyczące tego kosmetyku. Konsystencja peelingi jest delikatna, kremowa, gęsta jednak nie jest zbita. Drobinki są tak malutkie, iż peeling na zdjęciu wygląda prawie jak krem. Nie dajcie jednak się zmylić, mimo iż są one drobniutkie, są ostre i potrafią zadziałać jak peeling gruboziarnisty. Peeling posiada szary kolor i mało przyjemny dla mnie zapach. Nie jest na tyle mocny by mnie odrzucał jednak z pewnością nie jest on ładny. Na co dzień lubię ziołowe zapachy, tu niestety to nie moja bajka. 


Po peeling sięgam raz w tygodniu, tuż przed nałożeniem domowej maseczki, której głównym składnikiem jest jogurt naturalny lub miód. Przy pierwszym użyciu, byłam bardzo zaskoczona jak ostre potrafią być drobinki korundu. Korund mikrokrystaliczny to kryształ, organiczny związek chemiczny, dokładnie tlenek glinu, jest jednym z najmocniejszych materiałów ściernych. Używany w kosmetologii w jednym z rodzajów mikrodermabrazji, pozwala na precyzyjne ścieranie wierzchnich warstw naskórka. Delikatnie masuję nim przez około dwie minuty, po czym spłukuje ją letnią wodą. Ze względu na jego ostrość nie sięgam po niego w dni, kiedy na mojej twarzy pojawiają się "niespodzianki". Peeling świetnie radzi sobie  z usuwaniem martwego naskórka. Skóra po zastosowaniu jest dobrze oczyszczona oraz gładziutka w dotyku. Skóra jest gotowa na przyjęcie  wszystkiego co dobre jeśli chodzi o domowe maseczki oraz serum z Gaia Creams. Peeling z Sylveco nie jest duży jednak jest bardzo wydajny. Odpowiednio stosowany nie podrażnia oraz nie wysusza mojej skóry. Zauważyłam , iż wpływa na zmniejszenie zaskórników, niestety nie miał wpływu na wyrównanie kolorytu skóry. 



Skład: Woda, Korund, Olej sojowy, Masło karite (Shea), Gliceryna, Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego, Stearynian glicerolu, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Olej z pestek winogron, Ekstrakt ze skrzypu polnego, Wosk pszczeli, Alkohol cetylowy, Alkohol benzylowy, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy, Olejek z drzewa herbacianego.

Pojemność: 75 ml
Cena: 18,50



Z peelingu jestem bardzo zadowolona i to on przekonał mnie aby sięgnąć po kolejne kosmetyki Sylveco. Możecie zakupić go w sklepie Grota Bryza klik, tam znajdziecie również miłe promocje oraz zestawy. 
Jakie kosmetyki Sylveco polecanie? 

niedziela, 12 kwietnia 2015

GoCranberry - Solny peeling do ciała z masłem shea i solą z Bochni.

Sekretem kosmetyków z serii GoCranberry są naturalne roślinne olejki i masła. Każdy z nich został pozyskany w procesie wykonywanym na zimno, dzięki czemu komponenty te zachowały jak najwięcej naturalnych dobroczynnych składników. W zeszłym roku miałam przyjemność poznać krem do twarzy, krem pod oczy oraz krem do stóp. Wszystko to dzięki Dorocie, która przesłała mi te wspaniałości. W tym roku również o mnie pamiętała i do gwiazdkowego prezentu, wrzuciła Solny peeling do ciała z masłem shea i solą z Bochni


Od producenta: przeznaczony jest do pielęgnacji każdego typu skóry. Wspomaga mikrokrążenie, doskonale wygładza oraz oczyszcza dostarczając skórze cennych mikroelementów. Skutecznie zmiękcza skórę pozostawiając ją gładką i jedwabistą. Doskonale przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji, zwiększając wnikanie substancji aktywnych zawartych w kosmetykach.

Masło Shea (Karite) jest pełne nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witam A, F i E. Nawilża i natłuszcza skórę czyniąc ją gładką i miękką. Działa jak naturalny filtr UV. Wspomaga niwelowanie poparzeń słonecznych i podrażnień. Zapobiega utracie wody przez skórę i przeciwdziała starzeniu. Na powierzchni skory tworzy film chroniący przed wpływem czynników atmosferycznych.

Olej winogronowy działa korzystnie na skórę dzięki zawartości kwasu linolowego, a także witamin: E, C i D. Wykazuje właściwości antyoksydacyjne. Spowalnia procesy starzenia, regeneruje, wygładza i zmiękcza skórę. Przywraca jej sprężystość.

Witamina E wykazuje silne właściwości neutralizujące wolne rodniki, co wpływa na zahamowanie procesów starzenia się skóry, dlatego jest nazywana witaminą młodości. Wygładza i zmiękcza naskórek. Chroni przed szkodliwym oddziaływaniem środowiska.

Olej żurawinowy stanowi kopalnię kwasów omega-3, omega-6 i omega-9. Obfituje w witaminę oraz tokoferole i tokotrienole, które mają jeszcze silniejsze działanie niż witamina E. Szybko i intensywnie nawilża skórę. Łagodzi podrażnienia, swędzenie i łuszczenie.

Sól z Bochni jest solą mioceńską pozyskaną ze złóż solankowych w okolicach Bochni. Produkcja soli odbywa się w sposób tradycyjny zapewniający zachowanie cennych składników mineralnych: wapnia, magnezu, jodu i bromu. Skutecznie oczyszcza i ujędrnia skórę. Posiada wysokie właściwości regeneracyjne.

Solny Peeling do ciała z Masłem Shea i solą z Bochni nie zawiera konserwantów i został przebadany dermatologicznie. Substancje zapachowe nie wywołują uczuleń. Produkt jest hypoalergiczny. Nie testowano go na zwierzętach


Peeling znajduje się w dość małym, plastikowym słoiczku. Jeśli chodzi o jego otwieranie oraz wydobywanie ze środka kosmetyku nie sprawia żadnych problemów. Dodatkowo kupujemy go w kartoniku, na którym przeczytamy wszystkie najważniejsze o nim informacje. Peeling posiada gęstą, lekko zbitą konsystencję, jednak jest na tyle miękka, że łatwo jest ją nabrać na palce. Peeling posiada bardzo małe drobinki, które pokochają również wrażliwcy. W środku znajdziemy dużo dobrych olejków, które pozostawiają na skórze tłustawy film. Jeśli chodzi o olejki naturalne ten efekt jest jak dla mnie mile widziany. Zapach peelingu przypomina inne kosmetyki z tej serii. Dość mocno wyczuwalny, lekko cytrusowy. Nie do końca moja bajka zapachowa jednak z pewnością mi on nie przeszkadza. 


Po peeling sięgam raz, czasami dwa razy w tygodniu. Na co dzień uwielbiam mocne zdzieraki, jednak ten delikatny peeling również polubiłam. Najlepiej stosować go na lekko wilgotną skórę, wtedy dobrze "szoruje" moją skórę a jednocześnie natłuszczają ją olejki. Za pierwszy razem użyłam go w trakcie kąpieli i niestety był dla mnie ledwo wyczuwalny, sól zbyt szybko się rozpuszczała. Mimo, iż jest on na prawdę drobnoziarnisty i delikatny, odpowiednio zastosowany dobrze usuwa martwy naskórek. Nadaje się również do użycia na szyję oraz dekolt. Dzięki zawartości olejków, po jego zastosowaniu skóra jest idealnie nawilżona. Nie ma potrzeby sięgania po masełka czy balsam do ciała.


Dorotka, jeszcze raz dziękuję Ci za podesłanie tego peelingowego cuda :) Używam go z wielką przyjemnością. Pozostawia moją skórę  nawilżoną, przyjemnie wygładzoną i miłą  w dotyku. Peeling posiada tylko jeden minus, jak dla mnie zbyt szybko się kończy. 

Pojemność: 200 ml
Cena: ok 25 zł


czwartek, 9 kwietnia 2015

Wzmacniający szampon oraz balsam do włosów z sokiem brzozy.

Pod koniec marca wspomniałam Wam o mojej małej miłości do drzewa jakim jest brzoza. Ostatnie dni były zimne, jednak powraca słońce i znów będzie można upuszczać sok z brzozy. Uwielbiam również brzozowe motywy na ścianie, plakaty oraz nadruki na kubkach z gałązkami brzozy.
W zeszłym roku jesienią, kiedy moje włosy były bardzo osłabione, skusiłam się na zestaw wzmacniający do włosów. Kupiłam serię z sokiem brzozy, w skład której wchodził szampon oraz balsam.



Od producenta:
Szampon z sokiem z brzozy przeznaczonych do wszystkich rodzajów włosów, nawilża skórę głowy i włosy, wzmacnia oraz zapobiega łamaniu i wypadaniu. 

Sok z Brzozy ( Betula Alba Juice) zawiera witaminę C, oraz witaminy z grupy B, miedź, wapń, fosfor, żelazo, magnez, sole mineralne, kwas cytrynowy i jabłkowy, aminokwasy, garbniki. Przyspiesza porost włosów, zapobiega ich wypadaniu, wzmacnia, sprawia, że włosy są bardziej błyszczące, puszyste i bardzo miękkie.

Balsam do włosów z brzozowym sokiem posiada unikalne właściwości, ma wpływ leczniczy na skórę głowy, przyspiesza wzrost włosów i zapobiega ich wypadaniu. Nadaje włosom połysk i elastyczność. Zapobiega przetłuszczaniu się włosów. Twoje włosy łatwo się rozczesują, są lśniące piękne i zdrowe. Nie zawiera parabenów i sztucznych barwników.


Kosmetyki znajdują się w dość dużych plastikowych butelkach z zamknięciem typu press. Pomimo swojej wielkości są dość poręczne, jednak czasami mam problem z wydobyciem odżywki z opakowania. Bardzo podoba mi się ich grafika, jest skromna a jednocześnie przyjemna dla oka, no i ta brzoza w tle:) 
Szampon jak i balsam posiadają bardzo przyjemny, słodkawy zapach. Sprawia on, że za każdym razem sięgam po ten zestaw z przyjemnością. Konsystencja szamponu jest dość rzadka, jednak nie na tyle by uciekać z ręki czy z włosów. Posiada jasny kolor, jak najbardziej przypominający kolor soku z brzozy. Konsystencja balsamu jest gęstsza a  jego kolor jest perłowo biały. 


Szampon dobrze się pieni i rozprowadza we włosach. Zawsze zostawiałam go na głowie na kilka minut, mając nadzieję że jego składniki zadziałają. Bezproblemowo wypłukuje się z włosów pozostawiając je przyjemnie pachnące i dobrze oczyszczone. Również balsam na kilka minut staram się pozostawiać we włosach. Balsam dobrze się z nich wypłukuje w żaden sposób ich nie obciążając. Sprawia, że rozczesywanie włosów należy do łatwych oraz przyjemnych. 
Po tą serię sięgam od prawie dwóch miesięcy, mniej więcej trzy, cztery razy w tygodniu. Po zastosowaniu włosy są bardzo delikatne i miękkie w dotyku. Nie zauważyłam jednak aby włosy mniej wypadały, cóż, w moim przypadku mało co działa i faktycznie wzmacnia moje włosy. Mimo braku jakiegoś wielkiego wow, z tego zestawu jestem zadowolona i z pewnością zużyję go do końca. Bez zachwytu jednak zadowalająco dba o moje włosy oraz ich wygląd. 


Jak widzicie skład nie powala na kolana, na szczęście nic nie podrażnia jak i nie uczula. 


Pojemność: 400 ml
Cena: ok 14 zł

Widziałam, że w skład tej serii wchodzą również inne kosmetyki jak mydło do ciała czy krem do rąk. Mydełko oczywiście mnie kusi ale ten zakup muszę jeszcze przemyśleć. 



niedziela, 5 kwietnia 2015

Pat&Rub - rewitalizujący balsam do rąk- żurawina i cytryna.

Ponad rok temu, krem do rąk stał się równie ważnym kosmetykiem w wyborze i zakupie co krem do twarzy. Praca jaką wykonuję oraz niekończące się remonty w moim mieszkaniu sprawiły, że moje dłonie potrzebowały większej uwagi oraz zabiegów pielęgnacyjnych. Pierwszy lepszy krem z półki sklepowej nie wchodził już w grę. Nie grała tu również roli cena jednak jego dobry skład. W lutym, w ramach kontynuacji współpracy ze drogerią BodyLand, wybrałam do testów Rewitalizujący balsam do rąk z Pat&Rub, o zapachu żurawiny oraz cytryny. 


Od producenta: Rewitalizujący Balsam do Rąk to bomba dobroczynnych substancji pielęgnujących zamknięta w kosmetyku naturalnym. Znakomity  dla bardzo zmęczonej i suchej skóry dłoni. Odnawia, nawilża, zmiękcza, rozjaśnia, koi, uelastycznia skórę rąk. Zawarte w recepturze surowce minimalizują negatywny wpływ detergentów i innych czynników podrażniających lub wysuszających skórę. Żurawina działa przeciwstarzeniowo. Olejek cytrynowy poprawia wygląd skóry: wygładza ją i rozjaśnia. Świetnie się wchłania i pachnie orzeźwiająco cytryną.
Kompozycja:

  • ekstrakt z żurawiny - nawilża, zwalcza wolne rodniki, regeneruje
  • olej jojoba - wzmacnia skórę, dodaje jej sprężystości
  • masło awokado - natłuszcza i regeneruje, chroni
  • masło z oliwek - wygładza i koi
  • woda cytrynowa - rozjaśnia i odkaża skórę
  • olejek cytrynowy - odświeża umysł, poprawia wygląd skóry
  • kwas hialuronowy - nawilża i chroni
  • alantoina - koi, łagodzi i zmiękcza
  • prowitamina B5 - zmniejsza pigmentację, uelastycznia
  • naturalna witamina E - wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
  • panthenol - łagodzi podrażnienia
  • inne roślinne substancje natłuszczające i nawilżające.



  • Balsam znajduje się w plastikowym opakowaniu z pompką. Wydobywanie z niego kosmetyku należy do łatwych oraz przyjemnych. Z boku,w miejscu gdzie naklejka nie styka się do końca ze sobą, dokładnie widać ile kosmetyku zostało jeszcze w opakowaniu. Balsam posiada delikatną, lekko wodnistą konsystencję. Osobiście wolę bardziej treściwe konsystencje, jednak ta również dała się polubić. Przyjemnie rozprowadza się po skórze dłoni i jak na kosmetyk do rąk zaskoczona jestem tym jak szybko się wchłania. No chyba, że wycisnę go więcej, to muszę troszkę odczekać aż dobrze się wchłonie. Jest przyjemny w użyciu również w biurze ponieważ nie pozostawia na skórze uciążliwej lepkiej warstewki a tylko delikatny, nieprzeszkadzający w niczym film. Zapach jest typowo cytrusowy, mocny jednak nie męczący. Idealny dla wielbicieli cytrusowych zapachów. Szkoda, ze nie jest tu bardziej wyczuwalna żurawina.


    Zazwyczaj wyciskam na rękę jedną pompkę kosmetyku. Sięgam po niego zarówno w ciągu dnia oraz nałogowo późnym wieczorem, kiedy to na spokojnie, mam czas aby poświęcić moim dłoniom więcej czasu. W ciągu 15 minut sięgam po niego dwu lub trzykrotnie i staram się go delikatnie i dokłądnie wmasować w skórę w dłoni. 


    Balsam używam od ponad miesiąca, przyjemnie a jednocześnie konkretnie traktuje skórę moich rąk. Zapewnia im odpowiednie nawilżenie, zmiękcza skórę oraz przyjemnie ją odżywia. Nie poradził sobie jednak z twardszą skórą wokół paznokci. Muszę przyznać, że kosmetyk trafił do mnie w idealnym momencie i stał się ratunkiem dla moich dłoni. Nie tylko poprawił stan ich skóry ale również sprawił, że stały się przyjemniejsze w dotyku i nabrały bardziej zdrowego wyglądu. 


    Pojemność: 100 ml
    Cena: 29,99 

    Zazwyczaj jego cena jest wyższa, jednak teraz w drogerii BodyLand można go kupić w promocji klik. Jak dla mnie jest to kosmetyk wart zakupu. Mieliście już do czynienia z serią rewitalizującą kosmetyków Pat&Rub?


    czwartek, 2 kwietnia 2015

    Organic Shop - Body Desserts. Ujędrniający krem do ciała - cappuccino i karmel.

    Uwielbiam pięknie pachnące kosmetyki do ciała, umilają mi wieczorną pielęgnację oraz sprawiają, że nawilżanie skóry należy do przyjemnych. Seria Body Desserts z Organic Shop kusiła mnie od dawna a kiedy wygrałam konkurs w sklepie Skarby Syberii, ten kosmetyk od razu wpadł do koszyka podczas zakupów. Skusiłam się na wersję cappuccino i karmel  i był to świetny wybór:) 


    Od producenta: Tonizujący deser dla ciała Caramel Cappuccino przywraca skórze sprężystość, poprawia kontury ciała, daje długotrwałe odczucie nawilżenia i komfortu. Zielona kawa podciąga i dodaje skórze elastyczności, organiczne masła shea i kokosu nawilżają ją, czyniąc ją jedwabistą i lśniącą, cynamon i karmel poprawiają przemianę materii, zapobiegając starzeniu się skóry.
    Składniki aktywne, zawarte w kremie, to m.in.:
    - zielona kawa – nadaje skórze sprężystość i elastyczność,
    - organiczne masło shea i kokosu – doskonale nawilżają skórę, sprawiają, że jest jedwabista i lśniąca,
    - cynamon i karmel – poprawiają przemianę materii w komórkach skóry i zapobiegają zbyt wczesnemu starzeniu się skóry.


    Kosmetyk znajduje się w dużym, plastikowym opakowaniu z nakrętką. Posiada bardzo przyjemną szatę graficzną z czytelnie opisanym składem kosmetyku. Ze względu na jego pojemność, śmiało i na bogato mogłam podzielić się nim z koleżanką, która dopiero rozpoczyna swoją przygodę z rosyjskimi kometkami. 


    Zacznę od jego największego plusu czyli od zapachu. Jest po prostu prześliczny i z pewnością zadowoli wszystkich wielbicieli zapachu kawy oraz karmelu. Słodkawy, dość mocno wyczuwalny ale nie męczący czy mdły. Po wsmarowaniu jest długo wyczuwalny, po prostu czuć jak otula moją skórę. Konsystencja kosmetyku należy do delikatnych ale nie wodnistych. Przyjemnie sunie po skórze nie pozostawiając na męczącej  tłustawej warstewki. Posiada równie apetyczny kolor czekoladowego budyniu.


    Krem, który śmiało mogę nazwać masełkiem do ciała, bardzo dobrze radzi sobie z nawilżeniem mojej skóry. Pozostawia ją odżywioną i bardzo przyjemną w dotyku. Oczywiście nie ma on wpływu na poprawę konturu naszego ciała, jednak z pewnością delikatnie ją napina. 


    Pojemność: 450 ml
    Cena: ok 35 zł 

    Zaglądając dziś na stronę sklepu, zauważyłam, że nie jest już dostępny, szkoda bo ten kosmetyk to czysta przyjemność. Ja z pewnością skuszę się kiedyś jeszcze na inną wersję zapachową.