czwartek, 30 lipca 2015

In Love with - talerze, talerzyki.

Moja upragniona kuchnia już prawie ukończona :) Jestem na etapie kładzenia ostatnich płytek, potem jeszcze tylko malowanie i kuchnia będzie gotowa na montaż mebli. Ale to dopiero pod koniec sierpnia. Dzisiaj chcę Wam pokazać kolejne kuchenne inspiracje z serii In Love with. Tym razem będą to piękne talerzetalerzyki, a pisze o nich dlatego, iż spełniam jedno ze swoich marzeń. Na jednej ze ścian zawiśnie półka na talerzyki oraz kubki :) 

Ten talerzy mnie tak zauroczył, że z pewnością pojawi się niedługo w mojej kuchni ♥
sklep Aga Martin
Jeśli mowa o zwierzakach, to oczywiście nie może zabraknąć liska. Takie zwieszakowe cuda znajdziecie w sklepie Kalva.


Jak niektórzy z Was już wiedzą, rower to moja pasja i dlatego musiałam pokazać ten talerzyk deserowy. 
sklep BikeButik


Takie porcelanowe cuda znajdziecie w sklepie MyBaze

Coś dla tych malusich w rodzinie :) 
sklep Tublu


Jeśli tak jak ja uwielbiacie motywy związane z folkiem, zapraszam do sklepu Mustache.


Piękny chabrowy talerz, niestety nie na moją kieszeń.
sklep  Fide


Deserowy talerz do którego można dobrać ładną kolekcję.

No i coś dla fanów lawnedy :)
sklep Porceland



Czarno białe talerze również mają swój urok :)



Do usłyszenia,
Magdalena

niedziela, 26 lipca 2015

Mydło arganowe z Marrakeszu.

To już prawie rok jak poznałam Kasię oraz jej wspaniały sklep w Marrakeszu. Sklep niestety znam tylko ze zdjęć, jednak dane mi było poznać kilka dostępnych tam kosmetyków. W zeszłym roku pisałam Wam o olejku arganowym, czarnym mydle z ekstraktem kwiatu pomarańczy oraz wspaniałej wodzie z kawiatu pomarańczy. Zakupy u Kasi należą do przyjemnych, ceny nie są wygórowane a i wysyłka nie trwa długo. Podczas moich ostatnich zakupów skusiłam się na mydło arganowe


Od producenta: To naturalne mydło z olejkiem arganowym. Świetne do oczyszczania skóry twarzy jak i ciała. Nie wysusza skóry, łagodzi podrażnienia, ma właściwości antyalergiczne. Zalecane nawet przy bardzo wrażliwej skórze. Zapobiega starzeniu się skóry, głęboko ją nawilża, regeneruje i odbudowuje naskórek.

Mydło przybyło do mnie uroczo zapakowane. Troszkę niestety czekało na swoją kolej i dopiero dwa miesiące temu postanowiłam je odpakować. Po rozpakowaniu moim oczom ukazała się biało kremowa kostka. Troszkę zaskoczył mnie fakt, iż mydełko nie posiada zapachu, podczas używania jest on ledwo wyczuwalny. Osobiście mi to nie przeszkadza bo lepszy brak zapachu  niż spotkanie ze śmierdziuszkiem. Konsystencja jak to w przypadku mydła w kostce. Mydło jest na tyle małe i zgrabne, iż wygodnie trzyma się w ręce. Mydło używam każdego dnia od ponad miesiąca. Sięgam po nie głównie wieczorem i stosuję je tylko do mycia i oczyszczania buzi. Jest to jedno z tych mydeł, które mimo częstego stosowania nie wysusza skóry. Dzięki temu nie muszę robić przerw w jego stosowaniu. Mydło delikatnie traktuje skórę mojej buzi a jednocześnie bardzo dobrze ją oczyszcza. Nie podrażnia, nie uczula jak i w żaden negatywny sposób nie wpływa na jej stan. Skóra aż "piszczy" w trakcie jej mycia, w podobny sposób jak przy używaniu czarnego mydła. To mydło jednak jest o wiele delikatniejsze i kazało się być bardzo wydajne. 


Skład:  argan oil, glycerine, palm oil, sodium hydroxyde.
Jeśli chodzi o skład mydła to minusem dla mnie jest zawartość oleju palmowego. Kto jest w temacie ten zrozumie. Na co dzień staram się go po prostu unikać. 

Pojemność: 125 g
Cena: 12 zł

Miło było znów sięgnąć po mydło w kostce, które dobrze oczyszcza a jednocześnie nie wysusza. W skład arganowej serii wchodzi również szampon do włosów, krem oraz pomadka. Wszystko kusi :) 


Magdalena

poniedziałek, 20 lipca 2015

Biolaven - płyn micelarny z olejem z pestek winogron oraz olejkiem lawendowym.

Dwa tygodnie temu przedstawiłam Wam moją recenzję szamponu firmy Biolaven. Niestety miłości z tego nie było i jest to kosmetyk, którego ponownie nie kupię. Sięgając w sklepie zielarskim po ten szampon skusiłam się również na płyn micelarny z olejem z pestek winogron oraz olejkiem lawendowym. Na szczęście ten kosmetyk Biolaven mnie nie rozczarował.  


Od producenta: Oczyszczająco - łagodzący płyn micelarny Biolaven pozwala dokładnie usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające oraz łagodzące zapobiegają wysuszeniu, a także koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy działa antyseptycznie, odświeżająco i relaksująco. Po zastosowaniu płynu micelarnego Biolaven skóra staje się czysta, świeża i dobrze nawilżona.


Płyn znajduje się w dość wysokiej, smukłej, plastikowej butelce z zamykaniem typu klik. Grafika jest taka sama jak w przypadku szamponu. Osobiście uwielbiam motyw lawendy i całość bardzo mi się podoba. Opakowanie jak dla mnie jest wygodne i nie sprawia żadnych problemów. 


Konsystencja jest wodnista, typowa dla tego rodzaju kosmetyków. Otworek od środka jest na tyle mały, że za każdym razem na wacik wylewam odpowiednią ilość płynu. Posiada jasny, lekko kremowy kolor oraz bardzo delikatny, słodkawy zapach. Jest tutaj wyczuwalna nuta ziół jednak nie koniecznie jest to lawenda. Zapach jednak jak najbardziej mi odpowiada i  z przyjemnością go używam.
Po ten płyn micelarny sięgam codziennie. Zazwyczaj używam go wieczorem lub tuż po przyjściu z pracy kiedy to zmywam makijaż. Za każdym razem wylewam jego odpowiednią ilość na wacik i delikatnie przecieram nim skórę buzi. Jeśli chodzi o oczy to wacik przykładam na kilka sekund a potem delikatnie usuwam tusz oraz eyeliner. Na usunięcie makijażu zużyłam do 4 wacików. Płyn bardzo dobrze radzi sobie  z usuwaniem makijażu i nie powoduje żadnych podrażnień oraz szczypania oczu. Nie wiem jak radzi sobie z tuszem wodoodpornym bo w  chwili obecnej takiego nie używam. Po zastosowaniu nie pozostawia po sobie lepkiej warstewki. Płyn przyjemnie odświeża i koi skórę oraz jej nie wysusza. Dla mnie to takie połączenie płynu micelarnego oraz dobrego ziołowego toniku.  


Skład jak najbardziej mi się podoba. 
Nie jest testowany na zwierzętach :)

Pojemność: 200 ml
Cena: ok 14 zł


Jak dla mnie jest to kosmetyk wart zakupu i szczerze go polecam:) Ja z pewnością skuszę się na niego jeszcze nie raz. 


Magdalena

 

środa, 15 lipca 2015

Fitomed - ziołowy tonik nawilżający do cery suchej oraz wrażliwej.

Odkąd odkryłam, że niektóre kosmetyki firmy Fitomed  dostępne są w zielarni w moim mieście, od czasu do czasu kupuję jakieś ich ziołowe cudo. Prawie rok temu skusiłam się na ziołowy tonik oczyszczający do cery tłustej i byłam z niego bardzo zadowolona. Tym razem skusiłam się również na tonik, a dokładnie na ziołowy tonik nawilżający dla cery suchej oraz wrażliwej (Lukrecja gładka)


Od producenta: Składniki bioaktywne: wyciąg ziołowy z lukrecji, prawoślazu, lipy, owsa. Właściwości: ważną rolę w procesie nawilżania spełnia lukrecja gładka. Lukrecja zawiera saponiny, flawonoidy, kwasy organiczne. Posiada właściwości zatrzymujące wodę w tkankach. Dobrze nawilżona tkanka nie traci składników mineralnych, niezbędnych w prawidłowym funkcjonowaniu komórki. Działanie: nawilżające, osłaniające i łagodzące. Po zastosowaniu toniku skóra twarzy staje się gładka, ujędrniona, nabiera zdrowego połysku.


Tonik znajduje się w dość szczupłej, plastikowej butelce z zamykanie typu klik. Ogólnie opakowania kosmetyków Fitomed są dość skromne. Konsystencja toniku jest typowa dla tego typu kosmetyków, jest wodnista, jednak tym razem bez zawiesin oraz paproszków. Posiada delikatny miodowy kolor oraz ziołowy zapach. Zapach nie jest przesadnie mocny, dzięki czemu za każdym razem sięgam po niego z przyjemnością. Dość szybko się ulatnia dlatego po pewnym czasie nie jest on już wyczuwalny na skórze. 


Jestem posiadaczką skóry mieszanej ze skłonnościami do podrażnień oraz zapychania. Po tonik sięgam każdego dnia rano, tuż przed nałożeniem kremu oraz  w ciągu dnia. Zazwyczaj tuż po powrocie z pracy gdy zmywam makijaż. Tonik za każdym razem wylewam tudzież lekko wyciskam z buteleczki bezpośrednio na wacik. Potem wacikiem delikatnie przecieram twarz, skórę wokół oczu oraz szyję. Zanim nałożę krem odczekuję chwilkę i pozwalam aby reszta toniku ładnie się wchłonęła. Po zastosowaniu toniku skóra nie jest lepka i jest gotowa na przyjecie kremu. 


Z toniku dla skóry tłustej byłam zadowolona ale ten polubiłam jeszcze bardziej. Tonik delikatnie a zarazem konkretnie oddziałuje na skórę mojej buzi. Z jednej strony dobrze usuwa resztki makijażu oraz inne drobne zanieczyszczenia a z drugiej, przyjemnie ją nawilża. Łagodzi miejsca podrażnione oraz delikatnie traktuję skórę w miejscach zaognionych. Oczywiście nie zauważyłam żadnego ujędrnienia skóry jednak z pewnością jest ona odświeżona, lekko rozjaśniona oraz jest miła w dotyku. Latem z chęcią sięgam po mgiełki do twarzy jednak taki tonik również przynosi ukojenie skórze w ciągu dnia. 




Pojemność: 200ml
Cena: ok 10 zł

Jeśli lubicie używać toniki do twarzy a delikatne ziołowe zapachy Was nie odstraszają to koniecznie wypróbujcie tego przyjemniaczka. Ja z pewnością skuszę się na kolejne opakowanie. 


Magdalena

niedziela, 12 lipca 2015

Murier - kawiorowy krem pod oczy z serii Caviar Impact eye.

Kilka lat temu w moim życiu nadszedł taki moment, kiedy musiałam zacząć sięgać po "mocniejsze" kremy pod oczy. Wcześniej zawsze kupowałam te mające na celu likwidowanie cieni pod oczami. Miałam ich wiele i niestety żaden nie stał się moim wybawicielem. Kilka  z nich leciutko je rozjaśniało ale po południu moje cienie były znów na tyle duże, że moja buzia wyglądała na bardzo zmęczoną. W końcu przestałam szukać wybawiciela dla moich cieni i zaczęłam częściej wybierać kremy dla oczu z pierwszymi oznakami starości czyli zmarszczkami. Zawsze bardzo ważne było dla mnie aby dany krem również nawilżał skórę, jeśli tego nie robił jego użytkowanie nie sprawiało mi żadnej przyjemności. Ponad dwa miesiące temu w moje ręce wpadł krem pod oczy firmy Murier. W ramach współpracy wybrałam do testów kawiorowy krem z serii Caviar Impact eye.


Od producenta: Caviar Impact eye zawiera unikalne połączenie ekstraktu z kawioru, komórek macierzystych z winogron i oleju bawełnianego, niezbędnych, aby chronić delikatną skórę wokół oczu. Zawarte w produkcie polisacharydy i kwas hialuronowy zapewniają długotrwałe nawilżenie, wygładzenie i regenerację skóry. Wyciąg z kawioru dzięki obecności protein, witamin i minerałów zwiększa elastyczność, ujędrnia i pomaga odbudować naturalną równowagę skóry. Komórki macierzyste chronią skórę przed działaniem wolnych rodników oraz pobudzają naturalne procesy regeneracyjne, a olej bawełniany odżywia i regeneruje barierę lipidową skóry.



Krem znajduje się w dość małej, plastikowej tubce z której każdego dnia bezproblemowo wyciskam kosmetyk. Otworek z którego wydobywa się kosmetyk jest na tyle wąski i mały, że zawsze wydobywam tyle kosmetyku ile potrzebuję. Dzięki temu nic się nie marnuje. Tubka zapakowana była w kartonik owinięty folią. Całość raczej prezentuje się dość skromnie. 


Krem posiada biały kolor a jego zapach jest praktycznie niewyczuwalny. Posiada dość lekką, na szczęście nie wodnistą konsystencję. Jestem wielbicielką treściwych konsystencji (również latem), jednak konsystencja tego kremu mnie nie zwiodła.  Używam go jednak  na bogato. Krem przyjemnie rozprowadza się po skórze i szybko wchłania. Nic się nie lepi, nie roluje i rano dobrze sprawdza się również pod makijaż. 


Po krem sięgam dwa razy dziennie, rano oraz wieczorem. Nakładam go dość obficie i delikatnie wklepuję w skórę. Po ponad dwóch miesiącach użytkowania stwierdzam, iż krem dość dobrze nawilża skórę wokół oczu. Jeśli chodzi o zmarszczki nie zauważyłam jakiś większych zmian. Cienie pod oczami również nadal są mocno widoczne. Krem z pewnością nie podrażnia, nie uczula jak i żaden inny sposób nie wpłynął negatywnie na stan skóry wokół oczu. 


Jak widzicie, skład nie porywa.
Krem okazał się być dość wydajny i starcza na około trzy miesiące użytkowania. Od otwarcia mamy 12 miesięcy aby go zużyć. 

Pojemność: 20 ml
Cena: 129 zł

Krem z pewnością zapewnia dobre nawilżenie skóry wokół oczu i odpowiednio o nią dba. Niestety jeśli chodzi o zmarszczki czy cienie pod oczami tu nie ma nam zbyt wiele do zaoferowania. 


wtorek, 7 lipca 2015

Mój balkon latem DIY♥

Natura, cisza oraz chwila relaxu po pracy, od zawsze była dla mnie bardzo ważna. Dlatego już w zeszłym roku za cel obrałam sobie zbudowanie własnego zadaszonego balkonu. Dla mnie nie ma nic bardziej przyjemnego jak pyszna kawa lub lampka wina wypita po ciężkim dniu pracy właśnie na takim balkonie. Remont mieszkania od podstaw to bardzo duże koszta, borykam się z tym już prawie dwa lata ale jestem mniej więcej w połowie. W chwili obecnej skupiłam się na kuchni, kredyt wzięty a ja czekam za mebelkami :) No ale wracając do dzisiejszego tematu, chciałam Wam pokazać jak małym kosztem zbudować zadaszenie oraz wyposażyć samemu balkon. Gdybym nie postawiła na własne siły oraz pomysły z serii DIY pewnie do dziś nie miałabym tam mojego wymarzonego kącika ♥ 


Na początku bardzo kusiły mnie wiklinowe mebelki jednak ich cena nie jest niska. Tak oto zabrałam się do pracy i zbudowałam sobie siedziska oraz ława z palet. Wszystko ładnie oczyściłam, co trzeba przycięłam, wyrównałam papierem ściernym a na koniec pomalowałam. 


Za niektóre mebelki zabrałam się już rok temu jednak w zeszłym tygodniu dorobiłam również oparcia i dodałam troszkę koloru. W tym roku postawiłam na miętę oraz brudny róż. Resztę farby wykorzystałam w domu i powstały nowe mebelki, ale o tym w  innym poście






Jeśli chodzi o zadaszenie tu całość zawdzięczam mojemu wspaniałemu tacie, który mi w  tym pomógł. Ponieważ mój balkon jest od północy i nie świeci tu bezpośrednio słońce, wybrałam przezroczyste zadaszenie. Dzięki czemu mam cień a jednocześnie jest bardzo jasno. Kilka dni temu kupiłam odpowiednią farbę i w weekend będę znów konserwować drewno. Od jednej strony zamontowałam wiklinę, dzięki czemu nie wieje plus nie zaglądają do mnie sąsiedzi. Aby dodać uroku, w Pepco na promocji zakupiłam beżowe zasłony. To już ich drugi sezon na tym balkonie, oczywiście na zimę je chowam. 



Balkon dla mnie to również piękne kwiaty oraz doniczki z pomidorami czy ziołami. Kilka  z nich zasadziłam również w starym, odnowionym wiklinowym koszu.  Wieczorami uwielbiam zaświecić lampki, oczywiście choinkowe w wersji led :) Balkon nie jest jeszcze skończony i mam już kolejne plany ale wszystko w swoim czasie i w miarę finansowych możliwości.  Na strychu znalazłam ładny stolik, pomalowałam go i teraz przyjemnie prezentuje się na balkonie. Ława z palet okazała się troszkę za  mała gdy przychodzą goście dlatego różowy stolik  okazał się wybawieniem. 









Bardzo cieszę się, że mój balkon nie należy do małych. Jego kolejnym dodatkowym atutem jest miły widok. Mieszkam na małej górce, dzięki temu mam widok na miasto a wokół jest pełno zieleni. Rano po prawej wita mnie piękny wschód słońca, a wieczorem po lewej pomarańczowe niebo zachodzącego słońca. 



Wejście na balkon połączone jest z salonem i latem częściej siedzę właśnie na balkonie niżeli w pokoju. Zrobiłam dla Was również kilka zdjęć późnym wieczorem, gdy klimat robi się lekko bajkowy. 


Wiem, że nie jest idealnie ale dla mnie jest wystarczająco przyjemnie. Pewnie za rok znów coś tu zmienię, usprawnię lub pomaluję. Przez 5 miesięcy w roku jest to moje ulubione pomieszczenie w domu i jestem w nim zakochana. Ogólnie na całość  (zadaszenie, meble, farby i wszystkie inne dodatki) wydałam około 1600 zł. 



Miłego dnia, a jak będziecie w pobliżu to zapraszam na kawę lub zimną lemoniadę na balkonie :)

Magdalena 

niedziela, 5 lipca 2015

Biolaven organic - szampon do włosów.

Kosmetyki firmy Biolaven zainteresowały mnie gdy tylko pojawiły się ich pierwsze pochlebne recenzje. Jak wiecie lubię zwracać również uwagę na skład kosmetyków i to właśnie sprawiło, że cuda od Biolaven w końcu zawitały w moim domu. Moje miasto jest bardzo małe , jednak na pocieszenie mamy tutaj aptekę zielarską w której często można natrafić na kosmetyczne rarytasy. Pewnego dnia wybrałam się tam po pastę do zębów i byłam bardzo mile zaskoczona widząc półkę wypełnioną kosmetykami Biolaven. Skusiłam się na dwa kosmetyki i dziś recenzja pierwszego z nich, a dokładnie wzmacniająco wygładzającego szamponu do włosów. Kto kojarzy tą serię wie, że za ich produkcją stoi firma Sylveco. 


Od producenta: Szampon o działaniu wzmacniająco-wygładzającym i przyjemnej kompozycji zapachowej. Przeznaczony do każdego rodzaju włosów. Zawiera delikatne, ale skuteczne środki myjące, które odpowiadają potrzebom wrażliwej skóry głowy. Idealny do codziennego stosowania. Olej z pestek winogron zapewnia włosom miękkość, gładkość i sprawia, że stają się bardziej odporne na niekorzystne czynniki. Olejek eteryczny z lawendy odświeża i wzmacnia włosy. Polski kosmetyk naturalny, hypoalergiczny, nie testowany na zwierzętach, bez drażniących substancji.



Cała seria kosmetyków Biolaven posiada dla mnie przepiękną grafikę. Jest ona delikatna i osadzona jest w uroczym lawendowym klimacie. Osobiście mam słabość do ładnych rzeczy nienawiązujących do ziół oraz natury. Szampon do włosów znajduje się w dość wysokiej i szczupłej butelce. Na co dzień nie sprawia żadnych problemów w jej użytkowaniu oraz ładnie prezentuje się na półce. 


Po szampon z pewnością mogą sięgnąć również osoby nie lubiące zapachu lawendy. Jest ona wyczuwalna ale ponieważ to nie ona tutaj króluje. Zapach jest słodkawo ziołowy i jak najbardziej jest on przyjemny. Dla zapachu sięgałam po niego z przyjemnością. Coś co mnie bardzo rozczarowało to konsystencja szamponu.  Jest ona bardzo wodnista i za każdym razem mam problem z jego aplikacją na włosy. Po prostu ucieka z dłoni. Przed każdym użyciem warto lekko wstrząsnąć butelką aby dobrze wymieszać wszystkie jego składniki. Kolor szamponu jest delikatnie kremowy.


Po szampon na początku sięgałam zazwyczaj co drugi dzień. Wyjątek stanowią dni kiedy biegam lub jeżdżę rowerem. Po tych zajęciach nie ma mowy by nie umyć głowy nawet jeśli myło się już wcześniej tego dnia. Szampon dobrze się pieni a na głowie pojawia się przyjemna w dotyku chmurka. Na początku miałam wrażenie, ze bardzo dobrze oczyszcza włosy oraz skórę głowy, również w dni kiedy sięgałam po oleje. Wtedy jednak szampon nakładałam na włosy dwukrotnie. Nie podrażniał i dobrze wypłukiwał się z włosów. Od dawna moim głównym problemem jest wypadające włosy i również ten szampon nic tutaj nie zdziałał. Ale ogólnie nawet już na to nie liczyłam. Po jego użyciu włosy z pewnością były bardzo mięciutkie i przyjemne w dotyku. Niestety po dłuższym jego używaniu zauważyłam, że włosy stały się bardziej oklapnięte i szybciej traciły świeżość. Nie o taki efekt wygładzenie mi chodziło. Co gorsza włosy nie chciały się ładnie układać a ogólny efekt był przeciwieństwem wygładzenia.  


Jak widzicie skład jest bardzo przyjemny i aż zachęca by po niego sięgnąć. 

Pojemność: 300 ml
Cena: ok 14 zł

Szampon z pewnością zużyję do końca ale będę po niego sięgać tylko raz w tygodniu. Niestety nie skuszę się na kolejne opakowanie. Tymczasem przenoszę się na inny szampon i mam nadzieję, że moje włosy nabiorą więcej objętości.