środa, 28 października 2015

Krem do ciała Granat Bio i masło Shea Bio firmy Alterra.

Jak wiecie, jeśli chodzi o nawilżanie mojej skóry, jestem wielką miłośniczką masełek do ciała. Uwielbiam szczególnie te z treściwą konsystencją i lubię je używać nawet latem. Nastała jesień i zamarzyło mi się masło o pysznym korzennym zapachu. Gdy tylko skończyły się moje zapasy zaczęłam moje poszukiwania no i niestety okazało się, że nic takiego nie jest dostępne. Nawet Rossmann nie miałam nic do zaoferowania, a  w tamtym roku było tyle cynamonowych i piernikowy smarowideł. Stwierdziłam, że nie będę zamawiać nić przez internet bo koszta wysyłki są większe nic cena masełka. I tak oto, pierwszy raz od chyba dwóch lat kupiłam balsam, krem do ciała. Tym razem postawiłam na to aby początek składu był jak najbardziej ciekawy no i chciałam aby to był produkt wegański. Tak oto skusiłam się na Krem do ciała Granat Bio i masło Shea Bio firmy Alterra. Jest to moje drugie spotkanie z kosmetykiem tej firmy. Dwa lata temu skusiłam się na żel do mycia, niestety miłości z tego nie było. Na szczęście tym razem wszystko potoczyło się inaczej :)


Od producenta:  Bogaty krem do ciała dostarcza zniszczonej i suchej skórze długotrwałe nawilżenie i 24-godzinne uczucie pielęgnacji. Ekologiczne masło shea, ekologiczny olej z pestek granatu i roślinna gliceryna są źródłem dodatkowej elastyczności i łagodzą skutecznie uczucie napięcia i wysuszenia skóry.


Krem znajduje się w dość wysokiej plastikowej tubie z zamykanie typu klik. Opakowanie jak dla mnie jest poręczne i sprawia żadnego problemu w użytkowaniu. Grafika jak i dołączone etykiety są dla mnie czytelne a umieszczony na przodzie owoc granatu sprawił, iż z ciekawością sięgnęłam po ten kosmetyk. Październik to czas kiedy w marketach zaczynają pojawiać się pyszne owoce granatu. Krem posiada lejącą się ale dość treściwą konsystencję. Bardzo sprawnie rozprowadza się po skórze i w porównaniu do masełek, odpowiednio szybko się wchłania. Przez pierwszych kilka minut wyczuwalna jest tłustawa warstewka ale potem skóra staje się matowa i można już coś na siebie ubrać. Krem ma biały kolor i słodkawo cytrusowy zapach. Nie jest on chemiczny i mi osobiście on odpowiada. Przez pewien czas po użyciu jest wyczuwalny na skórze. 


Krem dobrze radzi sobie z nawilżeniem mojej skóry i ładnie ją regeneruje po zbyt słonecznych wakacjach w Czarnogórze oraz Albanii. Pozostawia skórę przyjemną w  dotyku i łagodzi delikatne podrażnienia na nogach po depilacji. Po krem sięgam trzy razy w tygodniu. Jakiś czas temu mogłam sobie pozwolić na to aby nie sięgać bo masełka czy balsamy każdego dnia. Za to raz w tygodniu, podczas kąpieli  wsmarowuję w skórę oleje. 


Jak widzicie skład jak najbardziej jest ok. Bardzo podoba mi się również to, iż jest to kosmetyk wegański. W maju tego roku przeszłam na dietę wegetariańską i ostatnio kosmetyki tego typu jak najbardziej mnie interesują. Dodatkowo ten krem jest w bardzo przyjemnej cenie.

Pojemność: 200ml
Cena: ok 10 zł


Z tego kremu jestem jak najbardziej zadowolona. Bardzo dobrze dba o moją skórę. Ma przyjemny skład, nie jest testowany na zwierzętach a do tego nie jest drogi. Z przyjemnością rozpoczęłam ponownie moją przygodę z kosmetykami firmy Alterra. Na moim blogu z pewnością pojawią się kolejne recenzje kosmetyków tej marki. 

niedziela, 25 października 2015

Granatowa sukienka - SheIn.

Na dworze niestety szarawo, jednak temperatura jest na tyle przyjemna, że skusiłam się na zrobienie kilku zdjęć na dworze. Bohaterem dzisiejszego postu jest sukienka, która dotarła do mnie ze sklepu SheIn. Przesyłki z tego typu sklepów to często wielkie niewiadome. Niby wiemy co zamawiamy, jednak dopiero po otwarciu paczki widzimy, czy produkt mocno różni się od tego prezentowanego na zdjęciach dostępnych w sklepie.
Jak wiecie ostatnio stwierdziłam, że źle czuje się w spódnicach. Nie chcę jednak całkowicie odcinać się od kobiecych ciuszków, dlatego skusiłam się na granatową sukienkę. Zamówiłam rozmiar M. Po pierwszych przymiarkach stwierdziłam, iż nie jest mi za krótka, posiada podszewkę, nie prześwituje i dodatkowo ma podwijane rękawki. Jednak uważać muszę na rozcięcie przy biuście.  Ja swoje zamierzam lekko podszyć bo czasami widać tam za wiele :) Ogólnie sukienka mi odpowiada, jest elegancka a zarazem nadaje się do użytku codziennego. Jej największy minus to zagniecenia na materiale. Po kilku godzinach, siedzeniu na krześle, w aucie nie zawsze ładnie się prezentuje. Mimo to sukienka zostaje ze mną i znajdzie swoje miejsce w Mojej szafie :)








Sklep: SheIn
Sukienka: klik


Miłej niedzieli :*

wtorek, 20 października 2015

Owoce jesieni: jarzębina ♥

Wczorajszy dzień w moich okolicach był w miarę ciepły ale przede wszystkim był bardzo słoneczny. Dziś od rana wszystko tonie we mgle i tuż po godzinie 7 miałam problem by cokolwiek zobaczyć, gdy przed pracą udałam się nazrywać czeremchy. Ten rok jest dziwny i na drzewach nadal obficie wiszą czarne i słodziutkie owoce czeremchy. Na ziemię natomiast powoli zaczynają spadać owoce jarzębiny i to ona będzie tematem dzisiejszego postu. 


Jarzębina każdej jesieni udoskonala krajobraz swoimi ciemno pomarańczowymi lub czerwonymi owocami. Każdemu z nas pewnie kojarzy się z dzieciństwem oraz robionymi koralami z jarzębiny. W tym roku po raz pierwszy skusiłam się na zrobienie nalewki z jarzębiny, w chwili obecnej nadal się maceruje ale już mogę powiedzieć, iż ma przyjemny słodkawo kwaskowy zapach a całość nabrała miodowego koloru. Jarzębina rośnie wszędzie, w lasach, ogrodach, parkach jak i przy ulicach. Ja swoje owoce jarzębiny nazrywałam w ogrodzie mojego brata. Z ich zrywaniem poczekałam do momentu gdy owoce zrobiły się lekko miękkawe. 


Owoce jarzębiny poza kwasami organicznymi i karotenoidami zawierają również substancje garbnikowe, gorycze, węglowodany, a przede wszystkim dużo witaminy C oraz prowitaminy A. Jarzębina ma działanie przeczyszczające, moczopędne i przeciwzapalne. Pomaga ona przy problemach jelitowych ( zaparcia, wzdęcia), dolegliwościach nerek i pęcherza, reguluje przemianę materii. Działa również zapobiegawczo przeciw grypie, przeziębieniu oraz podnosi odporność organizmu.  

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/jarzebina-wlasciwosci-zdrowotne-przetwory-z-jarzebiny_37242.html



http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/jarzebina-wlasciwosci-zdrowotne-przetwory-z-jarzebiny_37242.html
Wiosną zbiera się oraz wykorzystuje również kwiaty jarzębiny. Jesienią natomiast zbieramy dojrzałe owoce, najlepiej po pierwszych przymrozkach. Ja swoją zebrałam wcześniej i po prostu na dwie doby umieściłam z zamrażalniku. Dzięki temu stały się łagodniejsze w smaku oraz nie były już tak gorzkie.  Pomimo swojego kuszącego wyglądu, nie wolno spożywać jarzębiny na surowo. Nadaje się ona natomiast na pyszne powidła, galaretki, soki, syropy oraz nalewki



W kosmetologii wykorzystuje się antybakteryjne, oczyszczające oraz ściągające właściwości owoców jarzębiny. Poprawią stan suchej, zmęczonej skóry, dzięki dogłębnemu nawilżeniu. Wspomagają również leczenie trądziku i wyprysków skórnych. Maseczka dla cery dojrzałej oraz z rozszerzonymi porami: rozgniecione owoce jarzębiny należy  wymieszać z naturalnym jogurtem oraz dodać kilka kropel witaminy E i oleju migdałowego. Tak wykonaną maseczkę trzymamy na twarzy około 20 minut, po tym czasie zmywamy ją letnią wodą. Tonik jarzębinowy dla cery tłustej: tonik należy przygotować napar ze zmiażdżonych owoców jarzębiny oraz dodatkiem spirytusu. Tak przygotowany napar stosujemy do przemywania twarzy.

Kto z Was  skusił się w tym roku na zebranie jarzębiny?  

piątek, 16 października 2015

Stylizacje w kolorach jesieni - SheIn 2015.

W tym roku jesień rozpoczęła się wspaniale. Powitała nas piękną pogodą a drzewa zaczęły nabierać niesamowitych kolorów. Niestety nie trwało to zbyt długo. Nie wiem jak u Was, ale u mnie od dwóch tygodni jest szaro, zimno, deszczowo a kilka dni temu zawitał pierwszy śnieg. Więcej kolorów jesieni znalazłam przeglądając wczoraj ofertę sklepu SheIn. Oprócz typowych kolorów czerwieni czy brązu, w tym roku króluje również kolor ciemnej zieleni oraz wspaniały burgund. Dziś pokażę Wam kilka stylizacji z tego sklepu w przepięknych kolorach jesieni. 


klik   klik   klik



klik   klik    klik



klik  klik   klik



klik   klik    klik



klik   klik   klik


Wpadło Wam coś w oko? Miłego dnia :)

Magdalena

wtorek, 13 października 2015

Klorane - szampon na bazie masła mangowego.

Na początku września przedstawiłam Wam zawartość paczuszki, która dotarła do mnie z Apteki internetowej Cosmedica. Jej zawartość jak najbardziej odpowiadała potrzebom mojej skóry oraz włosów. Kosmetyk który najbardziej przykuł moją uwagę to Szampon na bazie masła mangowego firmy Klorane. Wcześniej nie znałam tej marki jak i nie czytałam recenzji o ich kosmetykach. Klorane to marka kosmetyków, które są produkowane na bazie czystych roślinnych ekstraktów. Są to wyciągi z rumianku, owsa, czerwonego tymianku, mirtu czy nasturcji. Ta francuska firma skupia się przede wszystkim na kosmetykach do włosów. 


Od producenta: Szampon Klorane na bazie masła z mango to intensywna kuracja odżywcza dla suchych i zniszczonych włosów. Zamyka łuski oraz odbudowuje płaszcz lipidowy włosów, chroniąc je przed wysuszeniem. Odżywione i wzmocnione włosy odzyskują miękkość i elastyczność.


Szampon znajduje się w dość małej plastikowej butelce. Wydobywanie z niej kosmetyku nie sprawia żadnych trudności. Coś co mnie zachwyciło po jego wyjęciu z kartonika, to jego kolor. Jak najbardziej przypomina soczysty, dojrzały owoc mango. Jego zapach jest również przyjemny. Jest słodkawy, lekko sztuczny jednak wyczuwamy tutaj nutę mango. Nie utrzymuje się mega długo we włosach, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.  Konsystencja szamponu bardzo mi odpowiada, jest ona na tyle treściwa, że nie ucieka z ręki jak i nie spływa  z moich włosów. 


Po szampon sięgam kilka razy w tygodniu, włosy zazwyczaj myję co drugi dzień. Wyjątek stanowią dni kiedy biegam lub idę na basen. Po tych czynnościach zawsze myję włosy, nawet jeśli robiłam to już tego samego dnia z rana. Posiadam teraz krótkie włosy, dlatego wystarcza mała ilość szamponu aby je umyć. Kosmetyk bardzo dobrze się pieni, delikatnie a zarazem odpowiednio oczyszcza skórę głowy jak i włosy. Bezproblemowo się z nich potem wypłukuje. Jest to jeden z niewielu szamponów po użyciu którego, nie muszę sięgać po odżywkę aby bez szarpania rozczesać włosy. Ten szampon ich nie plącze co dla mnie okazało się jego wielkim plusem. 



Szampon bardzo dobrze oczyszcza i jednocześnie nie plącze moich włosów. Pozostawia je gładkie i bardzo przyjemne w dotyku. Ciężko mi określić stopień nawilżania, ponieważ  z tym nie miałam problemu. Natomiast nadaje im przyjemnego blasku a moje włosy nie buntują się i ładnie się układają. Nie puszy ich jak i nie obciąża. Przez miesiąc używanie tego szamponu w żaden sposób mnie nie podrażnił jak i nie wpłynął negatywnie na stan moich włosów. 

Pojemność: 200 ml
Cena: ok 20 zł 


Skład szamponu nie zachwyca jednak w porównaniu do innych szamponów tego typu, ten u mnie spisuje się świetnie. Jak dla mnie wart jest wypróbowania. 


niedziela, 11 października 2015

Tisane - dwa balsamy do ust oraz balsam do paznokci.

Na początku września dotarła do mnie mała przesyłka, w środku której znalazłam produkty firmy Tisane. Paczuszka może i była mała, ale za to zawierała w sobie kosmetyczne cudeńka.  Było to moje pierwsze spotkanie z kosmetykami tej firmy i już po pierwszym tygodniu testowania żałowałam, że nie zainteresowałam się nią wcześniej. Przez ostatni miesiąc było mi dane rozkoszować się dwoma balsamami do ust oraz balsamem do paznokci. Wszystko to dzięki naszej, polskiej firmie Farmapol. 


Od producenta
Pomadka balsam do ust Tisane wygładza, nawilża i odżywia suche, popękane wargi. Chroni i regeneruje naskórek ust wystawionych na niekorzystne działanie pogody (wiatr, mróz, słońce). Ułatwia gojenie opryszczki. Najważniejszym składnikiem balsamu są aktywne wyciągi z trzech ziół: melisy, jeżówki purpurowej i ostropestu plamistego. Liść melisy zawiera składniki o działaniu wirusostatycznym i bakteriobójczym. Ziele jeżówki stosowane zewnętrznie podnosi odporność tkanek na infekcje bakteryjne i wirusowe. Flawonoligany zawarte w nasionach ostropestu plamistego wykazują niezwykłą zdolność regeneracji uszkodzonych komórek. Ponadto pomadka zawiera wosk pszczeli i oleje roślinne, które zapobiegają utracie wilgoci i chronią przed wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych oraz miód i witaminę E, skutecznie odżywiające uszkodzone komórki naskórka i przyspieszające ich regenerację. Ziołowy kosmetyk o wspaniałym waniliowym zapachu i miodowym smaku ma miękką, tłustą konsystencję ułatwiającą smarowanie.
Składniki aktywne: oliwa z oliwek, olej rycynowy, wazelina, parafina, lanolina, miód, wyciąg z jeżówki (echinacea), wyciąg z melisy, wyciąg z ostropestu plamistego, witamina E, wosk pszczeli.



Balsam do ust w słoiczku: Naturalny kosmetyk, przeznaczony do pielęgnacji i ochrony ust. Wygładza szorstkie, spierzchnięte usta, przywracając aksamitną gładkość. Chroni usta przed wpływem czynników środowiskowych jak słońce, wiatr, deszcz, mróz. Odżywia delikatną skórę warg. Nawilża i chroni usta przed wysychaniem. Regeneruje naskórek uszkodzony wskutek działania czynników atmosferycznych, otarć oraz opryszczki. Dostępny w aptece.
Składniki aktywne: wosk pszczeli, miód, olej rycynowy, oliwa, ekstrakt z melisy, jeżówki purpurowej i ostropestu plamistego, witamina E.

Balsam do paznokci: Balsam wzmacnia, odżywia, przywraca połysk i stymuluje wzrost paznokci. Zapobiega ich rozdwajaniu. Wygładza skórki. Efekt działania widać już po tygodniu stosowania. Zalecany przy paznokciach giętkich, łamliwych, rozdwajających się, wysuszonych, matowych, zniszczonych przez stosowanie zmywaczy, lakierów i tipsów oraz skórach uszkodzonych przy manicure. Balsam wcierać w płytki paznokci, szczególnie u ich nasady oraz w otaczający je naskórek.

Składniki aktywne: wosk pszczeli, ekstrakt z kopru, skrzypu i ostropestu, olej rycynowy, oliwa z oliwek, pantenol, aminokwasy, keratyna, witamina C, witamina E, beta-karoten.






Moja opinia

Zacznijmy od balsamu do ust, który zamknięty jest w małym, plastikowym słoiczku. Opakowanie nie sprawia żadnych problemów, aczkolwiek mogłoby być większe. Coś za co uwielbiam ten balsam to jego konsystencja, jest zbita i treściwa, ale z kontaktem ze skora przyjemnie się topi. Pod tym względem jak i pod względem koloru, przypomina nierafinowane masło shea lub masło kakaowe. Posiada miodowo, waniliowo ziołowy zapach, który mi jak najbardziej odpowiada. Ten balsam trzymam w łazience i sięgam po niego kilka razy dziennie. Oczywiście balsam nakładam delikatnie na usta opuszkiem palca. Zazwyczaj używam go na bogato, szczególnie na noc. Balsam nie spływa z ust, przyjemnie je nawilża i sprawia, że suche skórki nie są mi już straszne. Idealnie spisuje się w mroźne wieczory kiedy idę pobiegać oraz na długie trasu rowerowe. Chroni usta zarówno przed słońcem jak i przed zimnym wiatrem. Ma również przyjemny smak.



Pojemność: 4,7g
Cena: ok 7 zł
Skład: Cera alba, Olea Europea oil, Petrolatum, Ricinus communis oil, Isopropyl Mirystate, Honey, Echinacea purpurea & Melissa officinalis & Silybum Marianum Extract, Aqua, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Propylene glycol, Cholesterol, Tocopheryl acetate, Ethyl Vanillin








Balsam do ust w sztyfcie posiada taką samą konsystencję, zapach jak i kolor jak balsam w słoiczku.  Ponieważ jest on w formie pomadki, to ten balsam trzymam w mojej torebce lub wkładam w kieszeń bluzy, kurtki. Pomimo swojej zbitej konsystencji, bezproblemowo rozprowadza się na ustach. Nie skleja ich jak i z nich nie spływa. Bardzo dobrze radzi sobie  z ich nawilżeniem. Pozostawia usta odżywione oraz sprawia, że wyglądają zdrowo. Oba balsamy pozostawiają na ustach ochronną warstewkę, idealną na nadchodzące mrozy. Długo utrzymują się na ustach i nie trzeba chwytać po nie co kilka minut. Jak dla mnie są to wydajne kosmetyki. 



Pojemność: 4,3g

Cena: ok 10 zł
Skład: Olea Europaea Oil, Sucrose Tetrastearate Triacetate, Ricinus Communis Seed Oil, Petrolatum, Hydrogenated Coco Glycerides, Paraffin, Lanolin, Mel, Echinacea Purpurea & Melissa Officinalis Extract Leaf & Silybum Marianum Extract, Cera Alba, Lauryl PEG/PPG-18/18 Methicone, Glyceryl Stearate, Propylene Glycol, Ethylhexyl Palmitate, Palmitoyl Oligopeptide, Tocopheryl Acetate, Sorbitan Isostearate, Ethyl Vanillin, Tribehenin, Propylparaben, Methylparaben.



Balsam do paznokci 2x5 używam głównie do skórek. Na co dzień nosze manicure hybrydowy. Na szczęście nie borykam się z problemem łamliwości jak i rozdwajania się paznokci. Natomiast moje skórki to inna bajka, niestety już nie tak przyjemna. Często gdy jestem zestresowana zaczynam je skubać, to sprawia ,że nie wyglądają najlepiej. Również ten balsam posiada zbitą konsystencję. Jego zapach jest traszkę inny, jest również słodkawy ale za to bardziej ziołowy. Po balsam sięgam każdego dnia, po wieczornej kąpieli. Zazwyczaj wtedy oglądam film i mogę bez pośpiechu wcierać balsam w skórki. Jego również używam na bogato. Przez jaki czas pozostawia po sobie klejącą warstewkę. Lepiej wtedy nic nie dotykać. Balsam spisuje się równie dobrze co oleje jak np. ten ze słodkich migdałów. Odpowiednio nawilża skórę i sprawia , ze staje się mniej szorstka a ja nie mam już takiej ochoty by skubać skórki. Bo nie bardzo jest co skubać, skóra w okolicach paznokcia jest mięciutka i gładka.  

Pojemność: 4,5g
Cena: ok 7 zł
Skład: Aqua, Petrolatum, Cera Alba, Ricinus Communis Oil, Isopropyl Myristate, Propylene Glikol, Polyglyceryl - 3 - Distearate, Gliceryl Stearate, Olea Europaea Oil, Cetyl Alcohol, Equisetum arvense & Anethum Graveolens & Silybum Marianum extract , Hydrolyzed Keratin, Panthenol, Cholesterol, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Beta - Carotene, Ascorbic Acid, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben, Cinnamyl Alcohol, Eugenol, Geraniol, Hydroxyisohexyl - 3 - Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellal, Limonene, Alpha Isomethyl Ionone, Perfume.


Żaden z tych kosmetyków nie podrażnia jak i nie uczula. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to będzie to wielkość słoiczków. Są one malutkie, i w miarę zużywania wydobywanie  z nich kosmetyku staje się coraz mniej wygodne. 


Z tego zestawu jestem bardzo zadowolona i z pewnością skuszę się na kolejne opakowanie balsamu w słoiczku. Ten w słoiczku ma przyjemniejszy skład niż ten w sztyfcie. Ogólnie uwielbiam ten zestaw za ich konsystencję, zapach a przede wszystkim za działanie. Polecam je wszystkim, zarówno paniom jak i panom :) 



niedziela, 4 października 2015

Owoce jesieni: dzika róża ♥

Przepiękną mamy dziś pogodę. Jest słonecznie, cieplutko jak na październik, a wszystko to sprzyja długim spacerom. Liście na drzewach powoli nabierają żółtych oraz pomarańczowych kolorów. Tu i ówdzie można zauważyć błyszczące oraz mieniące się pomarańczą oraz czerwienią owoce dzikiej róży. Ja swoje zbiory zebrałam zeszłej niedzieli i zabrałam się po raz pierwszy za zrobienie nalewki z owoców dzikiej róży.  Dodatkowo w ciemnym i ciepłym pokoju suszą się jej owoce, z których zimą będą pycha herbatki. 


Owoce dzikiej róży możemy spotkać dosłownie wszędzie. Rosną w naszych ogrodach, w lasach a przede wszystkim wzdłuż dróg. Ja cześć swoich zbiorów zebrałam w ogrodzie mojego brata a po więcej udałam się rowerem kilka kilometrów dalej. W Polsce można spotkać wiele gatunków tego wspaniałego krzewu. Różnią się one płatkami a potem również kolorem jak i kształtem swoich owoców. Przy zbiorze odrzuciłam oczywiście owoce niedojrzałe jak i te zbyt miękkie, nadgniłe. Jeśli wybierzecie się na takie owocowe łowy pamiętajcie by ubrać grubsze spodnie (inaczej kolce podrapią wam nogi) i osobiście polecam ubrać też kalosze.  Oprócz nalewki, z owoców dzikiej róży można również zrobić konfitury, które są po prostu pyszne.


Od dawna wiadomo, że owoce dzikiej róży stosowane są jako jedno z bogatszych źródeł witaminy C. Już 2-3 owoce tej róży mogą pokryć dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na tą witaminę. Dzika róża, oprócz witaminy C, jest też prawdziwym bogactwem witamin: P, K, E, B oraz prowitaminy A. W owocach dzikiej róży wykryto również bioflawonoidy, karotenoidy (beta-karoten, likopen i zeaksantynę), garbniki, cukry, pektyny, kwasy organiczne (kwas cytrynowy i kwas jabłkowy), olejki eteryczne i sole mineralne.


Owoce dzikiej róży działają wzmacniająco. Witamina C wspomaga system odpornościowy organizmu przy przeziębieniach, w ciąży, przy nadmiernej kruchości naczyń krwionośnych oraz kamicy żółciowej i nerkowej. Dziką różę stosuje się także przy nieżytach przewodu pokarmowego, biegunkach, w chorobie wrzodowej żołądka, dwunastnicy,  reumatyczne i oparzeniach. Jeśli chodzi o sprawy kosmetyczne, dzika róża ma również działanie nawilżające, zmiękczające i wygładzające skórę.


Owoce, które zebrałam w  celu wykorzystania na nalewkę, po oczyszczeniu, umieściłam na dwa dni w zamrażalce. Przemrożone owoce zawierają więcej cukru i pektyn, ale niestety o wiele mniejsze dawki witaminy C. Owoce przeznaczone na herbatki, suszę nie w piekarniku, lecz zaciemnionym, ciepłym pomieszczeniu. Dzięki temu owoce tracą mniej swoich wspaniałości. Od razu zabrałam się również za suszenie owoców czeremchy :)


W przyszłym roku  z pewnością skuszę się na przetwory z owoców a wiosną wykorzystam również płatki dzikiej róży. Przyznaję, ze podczas listopadowych jak i grudniowych spacerów zrywam jej owoce i wyciskam z nich miąższ. Smakuje równie pysznie co domowe konfitury. 

To wszystko na dziś, miłej niedzieli :)
Magdalena