środa, 29 czerwca 2016

Zestaw białych pędzli do makijażu - Dresslink.

Na początku kwietnia pisałam Wam o białych pędzelkach do makijażu oczu,  które dotarły do mnie ze sklepu Dresslink. Mój makijaż na co dzień jest minimalny i tu pędzelki jak najbardziej się sprawdzają. Jestem z nich na tyle zadowolona (szczególnie dobrze sprawdzają się do nakładania korektora), że ponownie skusiłam się na pędzle z tego sklepu. Jakiś czas temu wraz z wiosenną kurtą, dotarł do mnie również set dużych białych pędzli. Przetestowałam je na tyle, że mogę Wam dziś co nieco o nich napisać. Od razu muszę też pochwalić, że paczuszka dotarła do mnie szybko. Pamiętam gdy zaczynałam współpracę z tym sklepem, na paczkę czekało się czasami nawet ponad miesiąc. Teraz jest to kwestia max dwóch tygodni. W porównaniu z innymi sklepami, tu jest mega tanio, jednak dochodzą nam niestety koszta wysyłki. W wielu innych sklepach jest ona darmowa. 


W skład tego zestawu wchodzi 5 pędzli. Wykonane są z drewna, aluminium oraz syntetycznego włosia. Dostępne są one również w kolorze czarnym, różowym, srebrnym, złotym, czerwonym oraz niebieskim. Kolor biały wydał mi się najbardziej przyjemny dla oka, ale pozostałe kolorki również prezentują sią super  :) 
Po rozpakowaniu przesyłki, pędzle, a dokładnie cześć drewniana zalatywała jeszcze farbą. Tak oto pędzle spędziły pierwszą noc leżąc sobie na poduszce na balkonie. Ogólnie wizualnie nie można im nić zarzucić, nie wykryłam żadnych uszkodzeń, niedociągnięć. 


Zacznę od tego co najważniejsze czyli włosia. Jest ono delikatne, bardzo puszyste a zarazem na tyle gęste i zbite, że nic się nie rozjeżdża na boki. Wyglądem przypominają mi te z Hakuro, jednak tamte jak dla mnie są jednak milsze w kontakcie ze skórą. Ten zestaw używam do nakładana podkładu, różu, pudru oraz rozświetlacza. Przed pierwszym użyciem dokładnie je wymyłam. To samo zrobiłam po pierwszym tygodniu ich używania. Włosie dość ładnie się wymyło, nie zmieniło swojego kształtu, jak dotąd wypadło tyko kilka włosków.



Dla mnie, jak w każdorazowym przypadku kupowania nowych pędzli, trzeba nauczyć się nimi posługiwać. Ja przyzwyczaiłam się trochę do tych z Hakuro i tu pierwsze podejście wydało mi się takie sobie. Ale teraz uważam, że nie jest źle. Kwestia czasu, podejścia, odpowiedniego ich używania i rodzaju kolorówki po jaką sięgam. Ich koszt to około 4 dolary. Zerkając dziś do sklepu zauważyłam, że są niedostępne. Ostatnio czekałam kilka dni na uzupełnienie towaru. 
A tak prezentują się oba zestawy, ten po lewej przed myciem :)


Sklep: Dresslink
Zestaw pędzli: strona sklepu/cena


Miłego dnia :)
Magdalena






wtorek, 28 czerwca 2016

Delikatna, koronkowa bielizna od SheIn.

Przez lata uważałam, że moje piersi są za małe. Nie lubiłam ich, ukrywałam je, po prostu wstydziłam się ich. Dorastałam ze świadomością, iż mężczyźni wolą kobiety z "konkretnymi" kształtami oraz "obfitymi" piersiami. Ale co zrobić gdy natura miała wobec mnie inne plany. Dopiero trzy lata temu wręcz pokochałam moje piersi. Zazwyczaj noszę rozmiar 65C lub 70B biustonosza i jak okazało się, wcale nie potrzebuję biustonoszy typu push-up. Jest dobrze tak jak jest :)  Co więcej pokochałam delikatną, koronkową bieliznę, która dla mnie jest niesamowicie seksowna. A do tego jest bardzo wygodna i idealna na gorące dni. Chciałam Wam dziś pokazać co w tym temacie oferuje nam sklep SheIn. 

klik   klik   klik

klik   klik   klik

klik   klik   klik


Lubicie taką bieliznę, topy? 




czwartek, 23 czerwca 2016

Delikatna letnia sukienka ZAFUL ♥

Dziś chciałam Wam pokazać drugą rzecz, która znalazła się w paczce przesłanej ze sklepu ZAFUL. Jak wiecie czarnym kombinezonem w kwiaty jestem zachwycona. Tak samo zareagowałam na sukienkę. Wybrałam długą szyfonową suknię. Jest bardzo delikatna a do tego,  postawiłam na jasny kolor. Pomimo swej delikatności, jasna bielizna nie prześwituje (co innego tatuaże, tu co nieco widać). Urzekła mnie nie tylko jej lekkość ale również złote pióra na niej. Suknia posiada rozcięcie z przodu oraz długie rękawki. Ja jedna czuję się lepiej gdy są one podwinięte. Całość jest dokładnie uszyta, nie znalazłam żadnych bubli. 







Sklep: ZAFUL

Z sukienki jestem bardzo zadowolona, prezentuje się równie ładnie jak na zdjęciach w sklepie. Gdy założę buty, jej długość jest wtedy idealna. 



wtorek, 21 czerwca 2016

Przepiękny kwiecisty kombinezon - ZAFUL ♥

Moje zauroczenie kombinezonami nadal trwa, a co za tym idzie, w moim życiu pojawił się on. Piękny, czarny, kwiecisty kombinezon. Zachwycił mnie jak tylko wypatrzyłam go w sklepie ZAFUL. A teraz jest u mnie i jestem nim zachwycona. Jest delikatny, przyjemny w dotyku i bardzo wygodny. W wymiarach wszystko mi odpowiada, nic nie prześwituje. Jest starannie uszyty i zadbano tu o wszystkie szczegóły. Kombinezon posiada kieszonki, podwijane, zapinane na guzik rękawy oraz wiązany pasek. 








Sklep: ZAFUL

Wraz z kombinezonem dotarła do mnie również sukienka oraz bluzeczka. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością ubrań. Do tego przesyłka szła do mnie tylko sześć dni :) 


Zerknijcie za stronę fb Zauful, sklep oferuje również promocje oraz rabaty.




niedziela, 19 czerwca 2016

Silikonowa myjka do oczyszczania twarzy - Natural Products.

Kto z Was poznał i robił już zakupy w sklepie internetowym Kosmetykomania? Osobiście jestem bardzo zaskoczona ile tam wspaniałości, które nie tylko zadbają o nasze ciało ale również pozwolą nam wykonać idealny makijaż. Istny raj :)
Od jakiegoś czasu jestem wielką fanką szczotkowania skóry na sucho, dlatego szukam również idealnej myjki do twarzy. Przeglądając ofertę sklepu zwróciłam uwagę na pewne różowe maleństwo. Tak oto przetestowałam silikonową myjkę do twarzy - Natural Products



Myjka, a dokładnie dwie sztuki, zapakowane były w mały kartonik. Wszystko ozdobione dziewczęcą grafiką, co sprawia, że ma się ochotę sięgnąć i zerknąć co jest w środku.  Myjka jest na tyle mała, że bez problemu można ją spakować w kosmetyczkę i wszędzie ze sobą zabierać. Z utrzymaniem jej w czystości też nie ma żadnego problemu. Zawsze tuż przed jej użyciem, myję ją  w bardzo ciepłej wodzie. To samo robię po jej użyciu i odkładam w suche miejsce. 


Jak już wspomniałam, myjka jest mała, przez co również lekka. Dodatkowo jest bardzo gibka a tzw. grzybek, uchwyt od spodu sprawia, że jest prosta i wygodna w użyciu. Bez problemu można oczyszczać nią nawet mało wygodne miejsca na buzi jak nos czy okolice ust. Ja dodatkowo masuję nią również szyję oraz dekolt. Po myjkę sięgam zazwyczaj dwa razy w tygodniu, jednak dla mnie jest ona tak delikatna, że śmiało mogłabym ją używać częściej. Wcześniej raz  w tygodniu sięgałam po szczoteczkę zakupiona w Biedronce, która ma o wiele mocniejsze w działaniu włosie. Od kilku tygodni moje hormony znów wariują, a ja zmagam się z problemami skórnymi i nie ma mowy aby ją używać. Teraz moja skóra twarzy potrzebuje delikatnego traktowania i tu myjka sprawdza się idealnie. Silikonowe włoski są mega delikatne. Na co dzień śmiało mogę polecić ją osobą, które posiadają skórę wrażliwą



Gdybym skusiła się na nią rok temu, myjka byłaby dla mnie za delikatna, jednak teraz wydaje się być idealna. Delikatnie traktuje, masuje skórę buzi i dobrze ją oczyszcza. Co ważne nie podrażnia miejsc sprawiających mi ostatnio niemałe problemy. Zazwyczaj używam ją razem z oliwkowym mydełkiem do twarzy lub domową maseczką na bazie miodu oraz jogurtu naturalnego. Po takim zabiegu skóra nie tylko jest oczyszczona ale również odżywiona i bardzo przyjemna  w dotyku. Takie masaże sprawiają, że skóra budzi się do życia :) Przyjemne są również masaże przy użyciu tylko np. oleju arganowego. 

Używacie takie gadżety? 

Cena: 19,90
Więcej o myjce dowiecie się na stronie sklepu Kosmetykomania klik.



czwartek, 16 czerwca 2016

Konkurs: wygraj kubek od Mugs and Hugs ♥

Kochani, wczoraj na mojej stronie fb Mugs and Hugs ruszył konkurs, w który można wygrać ręcznie malowany kubek. Kubek wykonany z polskiej porcelany z napisem 'Dzień dobry piękna' :) Dodatkowo został on dookoła udekorowany niebieskimi kropkami, wszystko przy pomocy farb do porcelany. 

Serdecznie zapraszam Was do udziału :) 



Miłego dnia :)
Magdalena



poniedziałek, 13 czerwca 2016

St. Moriz Instant Tanning Mousse - Samoopalacz w musie.


Nie wiem czy wiecie ale jedną z moich zmór latem to nierówna opalenizna. Nie lubię się opalać, no chyba, że jestem nad wodą lub wakacjach. Natomiast opaleniznę łapię prawie każdego dnia na rowerze. Niektórzy z Was już wiedzą, że bardzo lubię dalekie trasy i jak to latem bywa, często są to jazdy w pełnym słońcu. Używam odpowiednie kremy z filtrami ale opalenizna z czasem się pojawia i oczywiście tylko tam, gdzie ciałko jest odkryte. Reszta niestety pozostaje biała. W zeszłym roku wspomagałam się balsamem brązującym, potem również pianką z VitaLiberata. W tym roku z pomocą przybył mi samoopalacz w musie -  St. Moriz Instant Tanning Mousse, który dotarł do mnie ze sklepu internetowego Kosmetykomania.



Samoopalacz znajduje się  w wysokiej, szczupłej, plastikowej butelce z atomizerem. Wydobywanie go nie sprawia żadnych problemów. Nic nie rozpryskuje a atomizer nie zacina się. Całość w letnim klimacie prezentuje się ładnie, a na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Przed użyciem zawsze kilkakrotnie wstrząsam opakowaniem. Ponieważ mus bardzo szybko koloryzuje skórę, nie zdecydowałam się na aplikowanie go a ciało przy pomocy rąk. Używam do tego specjalnej rękawicy, która została mi jeszcze po innej piance. Zawsze potem dokładnie ją myję i osuszam. Muss posiada brązowy kolor, konsystencję pianki oraz delikatny mydlany zapach


Po mus sięgam mniej więcej co 5 dni. Na początku smarowałam nim całe ciało, tak by nabrać delikatnej opalenizny.  Z natury niezły bladzioch jestem. Teraz gdy moje ręce i nogi nabrały rowerowej opalenizny, mus służy mi do wyrównania opalenizny. Idealnie nie jest ale lepsze to niż być tylko w połowie opalonym. Wierzcie mi, śmiesznie to wygląda. Zazwyczaj, pojedynczo, wyciskam kilka pompek musu i delikatnie ale sprawnie i przede wszystkim dokładnie rozsmarowuję go na skórze. Dzięki temu unikam smug czy nierówności. Efekt jest natychmiastowy. Nie ponawiam go, jedna warstwa sprawia,że ciało wygląda na opalone. Całość w trakcie kąpieli, peelingów, schodzi równomiernie w ciągu kilku 5/6 dni. Nie zauważyłam, by mus brudził odzież. 


Pomimo nieidealnego składu, mus nie podrażnia jak i nie uczula. Nie zauważyłam też aby kosmetyk wysuszał moją skórę. Termin przydatności to 6 m-cy od otwarcia.

Pojemność: 200ml
Cena: 20,90
Jak widzicie, cena jest bardzo przyjemna. Dostępny jest tutaj.



Cała seria St. Moriz wygląda interesująco. W sklepie Kosmetykomania znajdziecie również specjalną rękawicę do rozprowadzania wyżej opisanego musu. Jak dla mnie jest to kosmetyk wart wypróbowania. 



czwartek, 9 czerwca 2016

Szare spodenki - pierwsze nietrafione zamówienie ze sklepu SheIn.

Lato tuż tuż a co za tym idzie, również upały. To w czym mam największe braki w mojej szafie to właśnie szorty.W maju opisałam Wam czarne spodenki, które wybrałam w ramach współpracy ze sklepem SheIn. Jestem z nich na tyle zadowolona, iż postanowiłam skusić się na kolejne. Tym razem na inny model oraz kolor, który chodził za mną już od dawna. Niestety, tym razem nie trafiłam. Wybrałam rozmiar L i tu jest ok, niestety jak dla mnie spodenki są mało przyjemnie skrojone. Nieładnie, wręcz fatalnie leżą z przodu, a co gorsza są za krótkie na pupie. Niestety widać w nich za dużo a to już nie moje klimaty.











wtorek, 7 czerwca 2016

Wiosenna kurteczka ♥


Chciałam Wam dziś pokazać wiosenną kurteczkę, która dotarła do mnie ze sklepu Dresslink. W tym sklepie bardzo lubię ich koszule oraz pędzelki do makijażu. Niestety nie wszystkie ciuszki  w tym sklepie zachwycają swoją jakością, dlatego tym razem długo zastanawiałam się, czy zdecydować się na kurtkę. Na szczęście trafiłam idealnie. Zarówno z rozmiarem (wybrałam rozmiar M)  jak i jakością. Kurteczka jest dokładnie uszyta, nie odkryłam żadnych bubli, jest przyjemna w dotyku i cieplutka ze względu na grubą podszewkę. Idealna na chłodniejsze dni oraz wieczory. W sklepie bardzo spodobały mi się wzorki na niej no i na żywo nic a nic się nie zawiodłam. 











W paczce były również pędzelki do makijażu, ale o nich napiszę Wam w kolejnym poście.

Miłego dnia,
Magdalena









niedziela, 5 czerwca 2016

Bomb Cosmetics - malinowe masło do ciała na bazie masła Shea.


W maju dotarła do mnie pięknie zapakowana paczucha ze sklepu internetowego Kosmetykomania. Znajdziecie tam wiele kosmetycznych wspaniałości, akcesoria do makijażu oraz woski czy świece. Co więcej, to jedna z tych przyjemniejszych współprac, gdzie mogłam sama wybrać kosmetyki do przetestowania. A wiadomo, nikt nie zna bardziej moich potrzeb oraz kosmetycznych zachcianek niż ja sama. Dziś chciałam Wam opisać cudnie pachnące, odżywcze malinowe masełko do ciała Bomb Cosmetics - Raspberry Beret Shimmering Body Butter. Masełka uwielbiam i mogę je używać przez cały rok. W tym przypadku skusiła mnie zawartość masła Shea w masełku oraz malinowe zapachowe nuty.



Masełko zamknięte jest w średniej wielkości plastikowym pojemniku. Opakowanie jest bardzo skromne ale nie sprawia żadnych problemów w użytkowaniu. Wygląda jednak na tyle kusząco, iż pewnością zwróciłabym na nie uwagę w sklepie. 
Po otwarciu od razu można wyczuć wspaniały, słodkawy zapach, przypominający jogurt, malinowe lody lub gumy Mamba. Jest dość mocny jednak nie jest on meczący i po prostu uwielbiam po nie sięgać już dla samego jego zapachu. Potem, dość długo jest wyczuwalny na mojej skórze.
Za co jeszcze je polubiłam? Oczywiście za jego konsystencję. Jest bardzo treściwe ale na tyle delikatne i miękkie, że bez problemu nabiera się na palce  a potem rozsmarowuje na skórze. Masełko nie smuży i dość szybko się wchłania. Pozostawia po sobie delikatny film, który na szczęście nie jest tłusty i uciążliwy. Masełko posiada zatopione w sobie różowe drobinki, które tu akurat mnie nie zauroczyły. Z daleka wszytko wygląda super, jednak z bliska widać, że moja skóra pokryta jest czerwonymi kropeczkami. Jak dla mnie, mogłoby ich tu nie być. Masełko posiada delikatny różowy kolor.



Po masło sięgam kilka razy w tygodniu i używam je na całe ciało. Zazwyczaj tuż po wieczornej kąpieli, ale czasami również rano, wtedy jednak smaruję nim tylko nogi. Kosmetyk wspaniale nawilża moją skórę i pozostawia ją bardzo przyjemną w dotyku. Dodatkowo otula moją skórę ślicznym słodkawym zapachem. Masło nie zapycha mojej skóry, nie podrażnia jak i nie uczula. Sprawia, iż moja skóra czuje się ukojona a ja sama popadam w lekki błogostan. W ciągu dnia zdarza mi się je użyć również do nawilżenia dłoni. Masło używam na bogato i mogę je zaliczyć do kosmetyków wydajnych. 


Pojemność: 200ml
Cena: 39,95
Dostępny w sklepie internetowym Kosmetykomania - klik.


Jest to pierwsze masełko Bomb Cosmetics jakie wpadło w moje ręce, no i przepadłam. Z pewnością skuszę się na inne wersje zapachowe, a jest w czym wybierać - klik. Mam nadzieję, że tak jak to, inne masełka również świetnie nawilżają, mają treściwą konsystencję oraz przynoszą zapachową rozkosz.