czwartek, 28 listopada 2019

Prezent na Mikołajki | Dla Niej ♥

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam dawać jak i otrzymywać prezenty. Najbardziej cieszą mnie te, które trafiają w moje gusta. Może to być nawet drobnostka, ale cieszy mnie fakt, iż dana osoba mnie zna, wie co lubię lub o czym marzę. Tak samo i ja staram się postępować w stosunku do osób które zamierzam obdarować prezentem.




Oczywiście wybrałam prezenty, które sama z chęcią chciałabym dostać. Jak co roku są to ciepłe, zimowe sweterki.  Uwielbiam je nosić, bo jestem strasznym zmarzluchem. Jeśli nie lubicie sweterków, to świetną opcją będzie mała, zgrabna torebka, którą można wykorzystać przez cały rok. Tudzież zabrać ze sobą na najbliższą wspólną randkę. Ponieważ zwracam uwagę na potrzeby swojej skóry, dobrym pomysłem jest również zestaw kosmetyków. Zawsze staram się stawiać na kosmetyki z przyjemniejszym składem dla naszego zdrowia. Na naszym rynku jest w czym wybierać i wiele firm postarało się, aby pudełka z kosmetykami ładnie się prezentowały.
Myślę, że większość z kobiet uwielbia również piękną biżuterię. Tu wybór jest jak niekończąca się opowieść. Możemy wybrać kolczyki, bransoletkę czy nawet pierścionek zaręczynowy. Ponieważ jestem typem crazy plants lady, nie pogniewałabym się, gdybym otrzymała piękną roślinę. Najlepiej taka, której nie mam jeszcze  w swojej dość dużej kolekcji.

Miłego dnia :)

Magdalena







poniedziałek, 25 listopada 2019

Balsam do ust w tubce | Tisane.

Ochronne pomadki do ust to kosmetyki, które towarzyszą mi przez cały dzień i przez cały rok. Są dla mnie niezastąpione i zazwyczaj używam dwa lub trzy ich opakowania na raz. Lubię mieć jedną pomadkę w miejscu pracy, inną noszę zawsze w torebce, a jeszcze inna leży sobie w łazience. Ważne dla mnie jest nie tylko ich ochronne oraz nawilżające działanie, ale również ich skład. 
O dobry skład często nie jest łatwo lub po prostu nie każdy jest świadomy, co kryje w sobie dany kosmetyk. Wielu kieruje się tylko i wyłącznie obietnicami producenta lub ładnym zapachem, kolorem produktu. Na szczęście czasy się zmieniają i ludzie lubią wiedzieć co kupuję i co dostarczają swojemu organizmowi. Co więcej, wiele firm stawia na naturę i zdrowe dla nas składy. Jedną z firm, która od kilku lat mnie nie zawodzi jeśli chodzi o produkty do usta, jest polska marka Tisane. Po raz kolejny miałam okazję poznać ich nowość i po raz kolejny przyjemnie jestem nią zaskoczona. Dziś na blogu słów kilka o nowości jaką jest balsami do ust w tubce z serii classic. Jest to siostra znanego już nam balsamu w słoiczku, o którym możecie poczytać tutaj.

Jak dla mnie są to kosmetyki do ust, które można stosować zarówno w gorące dni lata jak i mroźne dni zimowe. W moim przypadku świetnie spisują się podczas dłuższych tras rowerowych, kiedy narażona jestem na mocne działanie słońca. Są na tyle małe, że zawsze mieszczą się w małej kieszeni bluzki. Są dla mnie również niezastąpione zimą, gdy moje usta narażone są na wysuszenie oraz działanie chłodu. 
O ile ostatnimi laty nie mam większych problemów  z moimi ustami, to jednak systematycznie sięgam po produkty do ust. Uwielbiam gdy są one dobrze nawilżane i gładkie. Dzięki temu wygadają pięknie w swojej naturalnej odsłonie
Balsam w tubce Tisane zalecany jest w codziennej pielęgnacji ust, z szczególnym wskazaniem jako ochrona ust skłonnych do wysuszeń, pierzchnięć, pękania i innych uszkodzeń. Przydatna podczas przeziębień lub opryszczki jako środek regenerujący, odżywiający oraz nawilżający. Chroni usta przed wysuszeniem oraz niekorzystnym wpływem mrozu, wiatru, słońca i deszczu. 
Balsam znajduje się w małej, miękkiej tubce, Jego aplikacja należy do wygodnych, dopiero pod koniec musimy trochę potrudzić się  z jego wyciskaniem. Ja zawsze wyciskam go na palec a dopiero potem rozprowadzam go na ustach. Moja wersja jego aplikacji jest higieniczna, ponieważ robię to zawsze w trakcie porannej toalety. Gdy zabieram go ze sobą i chowam w torebkę, nanoszę go bezpośrednio na usta.
Bardzo podoba mi się jego konsystencja. Jest ona treściwa a zarazem przyjemnie współpracuje i rozsmarowuje się na ustach. Wyczuwalna jest ochronna warstewka i natychmiastowa ulga w przypadku ust suchych. Dość długo utrzymuje się na ustach i ich nie skleja. Ma przyjemny, leki słodkawy zapach i raczej zbyt długo go potem nie czuję. Jeśli chodzi o kolor, to wgląda jak masło orzechowe. Na ustach jednak staje się on bezbarwny.
Jest to kolejny kosmetyk do ust Tisane, który sprawdza się u mnie wyśmienicie. Ten balsam, to ten sam produkt co balsam w słoiczku, tylko w innym, wygodniejszym opakowaniu. Balsam sprawia, iż usta są odpowiednio nawilżone oraz ukojone. Jest on idealny na obecną porę silnych wiatrów oraz mrozu. Przyjemnie sprawdził się w okresie, gdy na mojej dolnej wardze wyszła opryszczka, czyli tzw zimno. Balsam cudnie zmiękcza usta i sprawia, że wyglądają bez zarzutu. Z chęcią kupiłabym taki krem do rąk z takim właśnie składem oraz działaniem.
Skład balsamu jak najbardziej mi odpowiada. Znajdziemy tu wosk pszczeli,  oliwę z oliwek, olej rycynowy, ekstrakt z jeżówki purpurowej, melisę, ekstrakt z ostropestu oraz witaminę E.
Cena: ok 10 zł
Pojemność: 4,7g
Więcej o produktach oraz właściwościach kosmetyków do ust marki Tisane poczytacie tutaj:klik Jak dla mnie, są to produkty warte zakupu. Mają przyjemny skład, świetne działanie i do tego cena nie jest wygórowana. Z pewnością dostaniecie je w drogerii Hebe oraz aptekach. 

poniedziałek, 18 listopada 2019

Spersonalizowane prezenty na 50 urodziny | MyGiftDNA ♥

Kiedy byłam dzieckiem, z niesamowitą ekscytacją czekałam na dzień moich urodzin. Prezenty wtedy były bardzo skromne lub mama po prostu piekła ciasto z ananasem. Ach, to było coś. Ananasa w puszce nie kupowało się zbyt często. To był rarytas😂. Z wiekiem dzień urodzin stawał się dla mnie coraz to mniej pożądany. Miałam wrażenie, że czas zleci zdecydowanie za szybko a ja po prostu robię się stara. Chyba większość z nas przechodzi taki etap w życiu. Jednak z wiekiem człowiek mądrzeje, nabiera dystansu jak i niesamowicie zaczyna zdawać sobie sprawę, co tak na prawdę liczy się życiu. I tak oto znów dzień urodzin stał się dla mnie dniem wyjątkowym i przede wszystkimi czymś miłym. W moim przypadku, nie ważne ile ma się lat, uwielbiam dostawać prezenty. Równie mocno lubię też je dawać. Moja rodzina jest dość duża i okazji na obdarowywanie ukochanych osób jest wiele. Jedną z nich są oczywiście urodziny i tak oto pokażę Wam dziś wspaniałe prezenty na 50 urodziny. Uwielbiam prezenty z pomysłem, a przede wszystkim takie, które zostaną na dłużej z osobą obdarowywaną. A jeszcze milej, gdy prezenty wywołają duży uśmiech na twarzy. Poniższa cuda zamówiłam w internetowym sklepie MyGiftDNA, i jak zawsze wszytko zostało zrealizowane na piątkę z plusem. Poniższe prezenty oczywiście będą się nadawać zarówno dla młodszych, jak i tych starszych. Oraz na różne okazje, takie jak urodziny, rocznica ślubu czy zbliżające się święta. 




Pierwszy z prezentów, idealny będzie dla wielbicieli słodkości. Spójrzcie na ten uroczy zestaw pralinek z belgijskiej czekolady. Zostały zamknięte w spersonalizowanym pudełku, które zamówiłam według własnego pomysłu. Dodałam imię osoby obdarowywanej oraz krótki wiersz. Zależało mi aby nie były to zwykłe czekoladki, ale coś wyjątkowego. W pudełku znajdziemy różne smaki jak i kształty pralin. Każda z pralin, to doskonałe połączenie wyszukanych smaków kandyzowanych kwiatów, orzechów czy migdałów z niepowtarzalnym smakiem belgijskiej czekolady. Dla mnie najważniejsza to ta w kształcie serducha ♥  Taki zestaw czekoladek to już chyba klasyka i jest idealnym prezentem, nie tylko na 50 urodziny. Ponieważ chciałam zaskoczyć, jak sami zauważyliście, nie zostały one podarowane kobiecie. Oczywiście zostałam nimi poczęstowana 😊

Drugi prezent, to spersonalizowana taca śniadaniowa z napisem "Miłość jest tam gdzie Danusia i Andrzej". Ten prezent trafił w ręce rodziców mojego Piotrka. Ponieważ mieszkają daleko, chcieliśmy aby mieli coś, co dodatkowo będzie im o nas przypominać. Plus wiedziałam, że brakuje im tacy śniadaniowej, która również świetnie spisze się, gdy przychodzą goście. Taca prezentuje się wspaniale i mam nadzieję, że posłuży im długo. Posiada ona rozkładane nóżki, dzięki czemu nadaje się również na te spokojne, leniwe śniadania w łóżku. Wykonana została z wysokiej jakości lakierowanego drewna sosnowego w kolorze ciemnego brązu.

Ostatni prezent, malutki a jakże uroczy i niebanalny. Lusterko kieszonkowe, które jak dla mnie zmieści się nawet do tej najmniejszej torebki. Starannie wykonane, zachwyci zarówno młode dziewczęta jak i dojrzałe kobiety. Personalizacja sprawiła, że stało się ono wyjątkowe i będzie wywoływać uśmiech  na twarzy, za każdym razem gdy będzie się po nie sięgać. Na stronie sklepu, każdy wyżej opisany przeze mnie prezent, zamówicie w rożnych wariantach kolorystycznych jak i z  różną ich personalizacją. Wszystko po to, aby prezent jak najlepiej dostosować do osoby, która go dostanie oraz tego, z jakiej to okazji. Koniecznie zerknijcie na stronę MyGiftDNA, gdzie z pewnością znajdziecie inne pomysły na 50 urodziny i nie tylko. Z pewnością będziecie mile zaskoczeni pomysłami, wykonaniem produktów jak i szybkością, z jaką dotrze do Was zamówienie. Moje, było u mnie już na drugi dzień po dokonaniu zakupu. W przesyłce znalazłam również kartkę z podziękowaniami oraz naklejki urodzinowe, które z pewnością wykorzystam.
Koniecznie dajcie znać, jakie są Wasze pomysły na prezent na urodziny.

Miłego wieczoru :)
Magdalena

Adwokat od spraw rodzinnych | Odpowiednie wsparcie dla dobra całej rodziny.

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłam osobą pełną empatii, dość mocno przeżywającą swoje i najbliższych problemy. Moi przyjaciele w związku z tym często dzielili się ze mną swoimi problemami, które w pewnym sensie przeżywałam wspólnie z nimi. Tak było w przypadku jednego z moich najbliższych przyjaciół. Znamy się ponad dekadę i o ile pierwsze kilka lat znajomości przebiegały lekko i przyjemnie, tak ostatnie kilka lat, to trudny okres dla mojego przyjaciela za sprawą rozwodu ze swojej długoletnią partnerką.
Temat nieco odżył w mojej pamięci, po obejrzeniu pewnego filmu produkcji Irańskiej, skądinąd bardzo dobrego o tytule, no cóż... „Rozstanie”. Aż postanowiłam się spotkać ze wspomnianym przyjacielem, by trochę podpytać, jak sobie obecnie radzi.
Sprawa rozwodu i wszystkich wynikających z niego konsekwencji wpłynęła na niego w znaczący sposób. Pamiętam, że wszystko to działo się „na żywioł”, trochę bez wyobraźni i co tu dużo mówić, ciągnęło się i ciągnęło przez wiele miesięcy. Ucierpiało na tym nie tylko zdrowie mojego kolegi, ale również i przede wszystkim ich wspólne dziecko. W ogóle sądzę, że dorośli ludzie, jeśli dochodzą do wniosku, że nie mogą ze sobą być, nie powinni udawać, okłamywać się, że jest inaczej. Czasem jest za późno na ratunek dla związku. Paradoksalnie, dla dobra dziecka właśnie, lepiej dogadać się i rozstać w zgodzie, niż toczyć wojnę, której nierzadko głównym powodem jest dziecko.
Oczywiście łatwo się mówi, kiedy samemu się tego nie doświadczyło, dlatego w takich sytuacjach, jeśli przyjaciel nie jest już w stanie pomóc, może to zrobić dobry adwokat od spraw rodzinnych. Osoba wyspecjalizowana w kwestiach prawnych, ale też po prostu doświadczona w tego typu sprawach, często wykazująca zrozumienie i empatię ze względu na szczególny charakter zawodu. Mój przyjaciel doszedł do tego wniosku niestety dopiero po szkodzie i teraz żałuje, że zamiast od razu zwrócić się do specjalisty i na chłodno spróbować rozwiązać kwestię rozwodu i wynikających z niego konsekwencji, w kluczowym momencie planowania rozwodu kierował się wyłącznie negatywnymi emocjami.

Wierzę, a może już wiem, że nigdy nie będę musiała doświadczyć czegoś podobnego na własnej skórze, czego i Wam życzę.





poniedziałek, 11 listopada 2019

Organic Kitchen | Naturalny krem do rąk z witaminami | Malina moroszka.

Dziś słów kilka o kosmetyku, który raczej dość rzadko pojawia się na moim blogu, czyli kremie do rąk. Jest to spowodowane tym, że większość z nich jest dla mnie kiepska i po prostu ich nie kupuję. Prawie wszystkie, które do tej pory miałam okazywały być się zbyt słabe i kiepsko nawilżały skórę moich rąk. Wierzcie mi, jest co nawilżać, szczególnie po sprzątaniu mieszkania, a to robię prawie każdego dnia. Podczas jednej z wizyt w drogerii Natura, skusiłam się na dwa produkty Organic Kitchen i jednym z nich był naturalny krem do rąk z witaminami. Gdyby nie ten zakup, do dziś nie wiedziałabym co to jest moroszka 😊
Moroszka, zwana również maliną moroszka, tudzież maliną nordycka, jest przysmakiem jak i świetnym dodatkiem wielu kosmetyków. Zawiera bardzo dużo witaminy C oraz witaminę A. Karotenoidy zawarte w tej malinie skutecznie opóźniają procesy starzenia, chronią skórę przed podrażnieniami, zwłaszcza tymi wywołanymi promieniami UV, które to z kolei powodują fotostarzenie skóry. Fitosterole z maliny moroszki posiadają zdolność stymulowania syntezy kolagenu, pomagają zachować elastyczność skóry, mają działanie przeciwzapalne, przyspieszają regenerację i gojenie naskórka. Dodatkowo witamina A, E i C to skuteczna broń w walce z wolnymi rodnikami.
Krem posiada bardzo przyjemny i miły dla oka pomarańczowy kolor, przypominający właśnie te maliny. Jeśli chodzi o jego zapach, myślałam, że będzie on bardziej owocowy tudzież kwaskowaty. Jednak wyczuwalna jest tu nuta słodkiej gumy balonowej. Jeśli chodzi o jego konsystencję, jest ona dość przyjemnie treściwa, chociaż fajnie by było, gdyby była jeszcze bardziej gęsta. Osobiście uwielbiam treściwe, niewodnite kosmetyki.
Uwielbiam używać ten krem na bogato lub po prostu w ciągu kilku minut sięgam  po niego po raz drugi. Mała ilość kremu jest dla moich rąk niewystarczająca jeśli chodzi o ich nawilżenie. Po prostu skóra woła o kolejną jego dawkę. Stosując jego pożądaną dla mnie ilość, skóra czuje się ukojona i przyjemnie nawilżona. Lubię to, jaka jest potem delikatna i przyjemna w dotyku. Za każdym razem przyjemność sprawia mi również jej zapach, szkoda jednak, że nie jest on typowo owocowy. Krem odpowiednio szybko się wchłania, a potem jest wyczuwalna delikatna, ale nie lepka warstewka na skórze. Dłonie "czują" się komfortowo aż do kolejnego ich kontaktu z wodą.
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Octyldodecanol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate/- Caprate, Olea Europaea Fruit Oil, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Helianthus Annuus Seed Oil*, Euterpe Oleracea Fruit Extract*, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract*, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract*, Tocopherol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric acid, Parfum, Limonene, Linalool, Geraniol, CI 77492    *składniki pochodzenia organicznego
Pojemność: 100ml
Cena: 9,99
Krem ze względu na swoje skromne i czasami nieporęczne opakowanie, nadaje się tylko do użytku w domu. Polubiłam jego działanie i podoba mi się jego skład, co zawsze dla mnie jest na pierwszym miejscu. Z pewnością zużyję go do końca, ale ze względu na jego dość kiepską wydajność i typ opakowania, nie skuszę się na kolejną sztukę. Mimo wszystko myślę, że warto go wypróbować i z pewnością będziecie zadowoleni z jego działania :)

Miłego wieczoru :)
Magdalena

niedziela, 3 listopada 2019

Urban jungle | Rośliny w mieszkaniu | Domowe inspiracje ♥

Odkąd byłam małym dzieckiem, zawsze bardzo ciągnęło mnie w kierunku natury. Po dziś dzień uwielbiam spędzać czas otoczona zwierzętami jak i roślinami. W swoim życiu zaliczyłam dłuższe pobyty w wielkich metropoliach, większych i mniejszych miastach. Te przyciągały wspaniałymi miejscami jak dobre restauracje, koncertami czy kinem. Jednak to właśnie widok lasu z okna mojej sypialni sprawia, że czuję się szczęśliwsza. Uwielbiam tak właśnie rozpoczynać dzień. Podnoszę żaluzję i zerkam przez okno, podziwiając co dziś zaprezentuje mi natura. Piękne promienie słońca, kolor jesiennych liści, zieleń brzózek, sarny skubiące młody pędy czy przymrozek i szron. Teraz wiem, że nie potrafiłabym mieszkać w dużym mieście. Uwielbiam podróże i poznawanie nowych, innych miejsc. Jednak zawsze z ciepłym sercem i radością wracam do mojego domu.
Przez wiele lat uważałam, że jakoś nie mam "dobrej ręki" do kwitów i roślin. Kilka  z nich niestety uśmierciłam. Okazuje się jednak, że wcale nie jest tak źle i ciągu ostatniego roku niesamowicie rozrosła się moja miłość i pasja do roślin domowych. Obecnie mam około 60 sztuk różnego rodzaju roślin a rodzinka ciągle się powiększa. Często wybywając po chleb i bułki wracam z nową rośliną. Założyłam też mini szpital dla roślin oraz przedszkole, w którym ciągle rozmnażam nowe roślinki. Przyjemność sprawia mi ich pielęgnacja i drobne ich zmiany jak nowy listek czy zmiana koloru na ten zdrowszy. Piękna zieleń roślin i niesamowite kształty liści, są obecnie dla mnie najlepszym i najpiękniejszym dodatkiem mieszkania. To wszystko wpływa na mój lepszy stan ducha a przede wszystkim poczucie spokoju. Do tego, większość z roślin spełnia również inne zadanie, jakim jest oczyszczanie powietrza i lepszy sen. Wszystkich mniejszych jak i większych maniaków roślin i natury, zapraszam na moje instagramowe konto zielony_magduizm ♥ Poniżej ma  dla Was klika zdjęć mojej zielonej rodzinki.








Miłego dnia :)
Magdalena

piątek, 1 listopada 2019

Lirene | perfect TONE | fluid dopasowujący się do koloru cery | ivory ♥

Przez ostatnie lata wierna byłam kremom typu BB i jak najbardziej wystarczało mi ich delikatne krycie. Zazwyczaj kupowałam te, z jak najbardziej naturalnym składem i stawiałam na marki polskie. Niestety kilka miesięcy temu mój organizm, a dokładnie hormony zaszalały i w moim życiu nastąpiło kilka większych zmian. Wielu z Was wie, że przebywałam w szpitalu i niestety przeszłam operację. Na ten moment wszystko jest ok, niestety hormony nadal szaleją a efekt widoczny jest nie tylko w moich wahaniach nastroju ale również cerze. Jak widzicie można zbliżać się do czterdziestki a i tak mieć problemy ze skórą, jak większe i mniejsze niedoskonałości. Tak oto trzy miesiące temu powróciłam do mocniejszego krycia i zakupiłam fluid marki Lirene. Jest to seria mająca na celu dopasowywanie się do koloru cery. W moim przypadku postawiłam na odcień ivory. Był to zakup tak troszkę w ciemno, jednak okazał się on być na tyle udany, że obecnie używam już jego kolejne opakowanie. 
Marka Lirene to oczywiście polska firma, posiadająca w swojej ofercie rożnego rodzaju kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała, w tym również kosmetyki do makijażu. Oczywiście oferta jest bogata a firma nastawiona jest również na kosmetyki z przyjemnym, naturalnym składem.
Fluid z serii perfect TONE posiada innowacyjną formułę, zawierającą pigmenty „soft focus”, które dopasowują się do naturalnego odcienia skóry, jednocześnie dodając jej blasku i świeżości. Jego główne cele to delikatnie krycie, nie zmienianie koloru z upływem czasu oraz chronić skórę przed utratą wody.
Już z pierwszym jego użyciem byłam bardzo zadowolona z ogólnego efektu. Po pierwsze ten podkład ma bardzo przyjemną konsystencję. Nie jest zbyt wodnista jak i nie jest ona za gęsta, dzięki czemu bezproblemowo rozprowadza się się po skórze mojej twarzy. Nie ważne czy użyję jego mniejszą czy większą ilość, zawsze wszystko ładnie się rozprowadza i wchłania. Nie ma tutaj smug, czy nierówności. Nic nie zbiera się w okolicach moich zmarszczek jak i nie eksponuje miejsc suchych na mojej buzi. Moja cera jest typu mieszanego ze skłonnością do przesuszeń. Dla mnie wygląda on po prostu świetnie. Pomimo, iż jej od raczej delikatny w kryciu, w moim przypadku zaliczyłabym go do tych konkretniejszych ale zupełnie bez efektu maski. Skóra mojej buzi wygląda bardzo naturalnie i większość osób jest zdziwiona, gdy mówię im, że używam zarówno fluid jak i puder. Ale bywa i tak, że nakładam tylko podkład.

Nakładam go każdego dnia rano, tuż po porannym oczyszczeniu twarzy oraz naniesieniu kremu oraz olejku w okolicach oczu. Fluid świetnie współpracuje z kosmetykami do pielęgnacji twarzy. Nic nie rozmywa się, nie waży, jest po prostu tak, jak trzeba. Ponieważ należę do bardzo delikatnie opalonych 'bladziochów', skusiłam się na odcień Ivory i był to świetny wybór. Fluid nakładam na całą buzie oraz górną część szyi. Utrzymuje się on na buzi przez cały dzień i nie ma mowy o jego przyciemnianiu z upływem czasu. Uwielbiam naturalny makijaż i efekt jaki daje fluid Lirene, bardzo mnie satysfakcjonuje.
Fluid nakładam przy użyciu gąbeczki. Ostatnio dla mnie to moja ulubiona forma nakładania tego typu kosmetyków. Jego zapach jest dla mnie neutralny, po prostu nie czuję go przy nakładaniu. Co więcej ten kosmetyk nie podrażnia, nie wysusza jak i nie zapycha mojej skóry. Raczej nie będzie on idealny dla osób lubiących mocny mat, ponieważ ten kosmetyk daje lekki efekt promiennej skóry. 
Dostępny jest on w 8 odcieniach:100 Ivory chłodny, 102 Beige, 103 Sand, 104 Rose Beige, 110 Light, 120 Natural, 130 Soft Beige, 140 Sun Beige
Szczerze polecam Wam wypróbowanie tego fluidu, szczególnie, że dostępny jest on w bardzo przyjemnej, dostępnej dla każdego cenie. Do tego mamy fajny wybór jeśli chodzi o jego odcienie. Ja swoje kupuję zazwyczaj podczas trwającej promocji -50% w drogerii Rossmann. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak prezentuje się na mojej buzi. Otrzymuje odpowiednie krycie ale  z bardzo naturalnym, lekko rozświetlającym efektem końcowym.
Pojemność: 30ml
Cena: 34,99
Wiem, że nie jest to nowość na naszym rynku i zachwyca on kobiety od kilku lat. W moim przypadku to jednak odkrycie tej jesieni. No ale przecież lepiej późno niż wcale :)

Miłego długiego weekendu :)

Magdalena