Wiosenne przebudzenie z Blooming Set – skóra i włosy w pełnym rozkwicie
Nareszcie poranki witają nas pięknymi wschodami słońca, a pobudki o 6 nad ranem nie są już problemem. Za oknem słychać śpiew ptaków i po prostu aż chce się zacząć kolejny dzień. Wraz z pierwszymi cieplejszymi dniami poczułam, że to idealny moment na mały reset w pielęgnacji. W moje ręce trafiło wyjątkowe pudełko kosmetyczne stworzone przez Pure Beauty o wdzięcznej nazwie Blooming Set. To przemyślana kompozycja produktów marek Garnier oraz Mixa, która ma jeden, bardzo przyjemny cel. Pobudzić skórę i włosy po zimie, dodać im energii i sprawić, że wraz z nadejściem wiosny naprawdę rozkwitną. Cała idea tego zestawu opiera się na wydobyciu naturalnego blasku, przywróceniu świeżości i lekkości, tak aby cera wyglądała promiennie, a włosy zdrowo i świetliście. To taki mały rytuał przejścia z zimowej regeneracji w wiosenne odświeżenie, dzięki któremu można poczuć się lżej, jaśniej i po prostu piękniej.
Ostatnie tygodnie upływają mi więc pod znakiem domowego glow up. Trochę więcej uwagi poświęciłam włosom, trochę skórze, a przy okazji dokładnie przetestowałam zawartość tego pudełka. Dziś zebrałam wszystko w jednym miejscu i opowiem Wam, jak sprawdziły się u mnie nowość, toner do włosów z linii Garnier Olia Gloss, pielęgnacja z witaminą C oraz kojący krem regenerujący, który stał się moim ratunkiem w bardziej wymagające dni.
Zacznę od włosów, bo to one jako pierwsze przeszły małą metamorfozę. Sięgnęłam po Garnier Olia Gloss Toner chłodny brąz, kiedy mój kolor zaczął tracić głębię i delikatnie wpadać w cieplejsze tony, których nie do końca chciałam. Ten toner okazał się świetnym rozwiązaniem pomiędzy farbowaniami, kiedy nie chce się robić pełnej koloryzacji, a jedynie odświeżyć odcień i nadać mu bardziej elegancki charakter. Efekt jest subtelny, ale zauważalny. Brąz staje się bardziej stonowany, chłodniejszy, jakby lekko przygaszony w najlepszym możliwym znaczeniu. Włosy po użyciu są miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku. Nie miałam wrażenia przesuszenia, co przy produktach koloryzujących bywa problemem. Najbardziej podoba mi się to, że kolor nie wygląda sztucznie ani płasko, tylko naturalnie odbija światło i sprawia, że całość prezentuje się bardzo świeżo.
Za to moja mama, która jest blondynką, z ciekawości przetestowała toner Garnier Olia Gloss w wersji słoneczny blond, który daje zupełnie inny efekt. To propozycja dla osób, które chcą delikatnie ocieplić blond i nadać mu wrażenie muśnięcia słońcem. Ten odcień pięknie ożywia włosy, szczególnie wtedy, gdy blond zaczyna wyglądać matowo i bez życia. Efekt jest miękki, świetlisty, bardzo dziewczęcy. Nie pojawia się nieestetyczna żółć, której wiele osób się obawia, tylko subtelne, złociste refleksy. To świetna opcja przed ważnym wyjściem albo wtedy, gdy po prostu mamy ochotę poczuć się jak po wakacjach, nawet jeśli za oknem dopiero zaczyna się wiosna.
Skoro włosy już lśnią, przejdźmy do twarzy. Kilka lat temu polubiłam kosmetyki z witaminą C, również te z linii Garnier Skin Naturals Vitamin C. Moja bratowa przetestowała po raz kolejny rozświetlającą esencję Garnier Skin Naturals Vitamin C. Ma ona lekką, wodnistą konsystencję, która wchłania się błyskawicznie i nie zostawia lepkiej warstwy. Stosuje ją po oczyszczeniu skóry, przed kremem. Z czasem zauważyła, że koloryt twarzy stał się bardziej wyrównany, a skóra wygląda na świeższą i bardziej promienną. To nie jest spektakularny efekt z dnia na dzień, raczej delikatne, stopniowe rozświetlenie, które sprawia, że cera wygląda zdrowiej i bardziej wypoczęcie.
W porannym pośpiechu bardzo doceniłam też Garnier Skin Active Vitamin C rozświetlające płatki pod oczy. Trzymam je w lodówce, dzięki czemu efekt jest jeszcze przyjemniejszy. Kiedy nakładam je pod oczy, czuję natychmiastowe ukojenie i chłód. Po kilkunastu minutach skóra wygląda na bardziej napiętą, wygładzoną i rozjaśnioną. To idealne rozwiązanie przed większym wyjściem albo po nieprzespanej nocy, kiedy spojrzenie potrzebuje szybkiego wsparcia. Lubię ten moment, gdy po ich zdjęciu skóra odbija światło w taki delikatny, naturalny sposób i wygląda po prostu świeżo.
Jeśli chodzi o makijaż, od kilku lat wybieram coś lekkiego i pielęgnującego zamiast klasycznego podkładu. W tym kontekście świetnie sprawdził się Garnier Vitamin C Wonder Tint. To produkt, który łączy w sobie bardzo lekkie krycie z efektem zdrowego glow. Skóra wygląda jak moja, tylko w lepszej wersji. Koloryt jest wyrównany, drobne niedoskonałości mniej widoczne, a twarz nadal wygląda naturalnie. Nie czuję ciężkości ani efektu maski. To idealna opcja na wiosnę, kiedy chcemy, aby cera oddychała i promieniała bez nadmiaru kosmetyków. W mojej codziennej pielegnacji jest on po raz drugi.
Po raz kolejny używam również kosmetyk Mixa Multifunkcyjny krem ochronny Ceramide Protect i wczesną wiosną równie dobrze się u mnie sprawdza. Sięgam po niego głównie wtedy, gdy moja skóra jest przesuszona albo podrażniona, bo daje szybkie uczucie ukojenia. Ma dość treściwą, kremową konsystencję, ale przy nałożeniu cienkiej warstwy wchłania się całkiem sprawnie i nie zostawia tłustej, ciężkiej warstwy. Po regularnym stosowaniu widzę, że skóra jest bardziej miękka, elastyczna i mniej ściągnięta. Dobrze radzi sobie z suchymi miejscami, szczególnie w chłodniejsze dni. Duży plus za brak zapachu, nic nie podrażnia i nie gryzie się z inną pielęgnacją. Podoba mi się też to, że mogę używać go zarówno na twarz, jak i na dłonie czy bardziej suche partie ciała. Dla mnie to solidny, uniwersalny krem, który po prostu robi swoją robotę, nawilża, wspiera regenerację i poprawia komfort skóry bez zbędnych dodatków.
Na koniec zostawiłam kolejną nowość, kosmetyk, który traktuję jak opatrunek dla skóry. Mixa Balm Cica+ Wielofunkcyjny regenerujący krem kojący to mój ratunek w momentach, gdy cera jest przesuszona, podrażniona albo po prostu potrzebuje regeneracji po zimie. Ma treściwą, otulającą konsystencję, która daje natychmiastowe uczucie komfortu. Używam go zarówno na twarz, jak i na bardziej suche partie ciała. Szczególnie dobrze sprawdza się wtedy, gdy skóra jest ściągnięta i wrażliwa. Po nałożeniu czuję ukojenie, a rano cera jest wyraźnie bardziej miękka, elastyczna i gotowa na kolejny dzień.
Cały Blooming Set to dla mnie symbol wiosennego przebudzenia w pielęgnacji. To moment, w którym skóra buzi i włosy naprawdę mogą rozkwitnąć, odzyskać naturalny blask i świeżość. Dzięki tym kilku krokom czuję, że wchodzę w nowy sezon z lekkością i energią. A piękna, promienna cera i zdrowo wyglądające włosy to najlepszy dodatek do wiosennych dni.
Magdalena









Komentarze
Prześlij komentarz