czwartek, 1 września 2016

Tisane: Miętowy balsam oraz peeling do ust.

Balsamy firmy Tisane polubiłam od ich pierwszego przetestowania. Uwielbiam je za ich działanie, zapach oraz konsystencję. Moja ulubiona wersja to ta w bordowym opakowaniu, pisałam o niej w październiku zeszłego roku - klik. Na początku tego roku miałam przyjemność przetestować wersję dla dzieci, o przyjemnym kakaowym zapachu - klik. Tym razem trafił do mnie miętowy balsam do ust Tisane Fresh oraz dwie saszetki z peelingiem do ust. Zapraszam na recenzję nowości od Tisane. 


Jak widzicie tym razem opakowanie balsamu jest zielone a listki mięty jak najbardziej sugerują nam jaki będzie jego zapach. 
Od producenta: Sprawdź, jak bardzo odświeżający i orzeźwiający może być balsam do ust. Nowe, zielone Tisane Fresh z dodatkiem naturalnych olejków ze świeżej mięty, eukaliptusa i cytryny to doskonałe rozwiązanie dla osób wymagających ekspresowego nawilżenia i odświeżenia ust.
Przyjemny efekt chłodzenia sprawdzi się nawet w bardzo suche i upalne dni, a bogactwo nawilżających składników szybko zregeneruje przesuszone usta. A wszystko to w formie lekkiego, aksamitnego balsamu o intensywnym, słodkim zapachu świeżej mięty.
Substancje czynne stanowią: aloes, naturalne olejki eteryczne z mięty, eukaliptusa i cytryny, miód, prowitamina B5, olejek jojoba, wosk pszczeli, olejek rycynowy oraz lanolina. Kompozycja działa dwojako: poprawia poziom nawilżenia ust oraz przynosi przyjemne ukojenie ustom podrażnionym i przesuszonym.
Tisane Fresh równie dobrze sprawdza się do pielęgnacji ust podczas przeziębień i opryszczki. Bardzo dobrze chroni usta przed szkodliwym wpływem czynników atmosferycznych: słońca, wiatru, deszczu, czy mrozu.


Tak jak pozostałe balsamy Tisane, które już wcześniej miała okazję poznać, i ten znajduje się w małym, plastikowym słoiczku zamykanym na nakrętkę. Opakowanie skromne, ogólnie nie mam z nim żadnego problemu. Jednak ze względu na sposób aplikacji balsamu (palcami) trzymam go tylko w łazience i sięgam po wcześniejszym umyciu rąk. Będą poza domem sięgam po balsamy w sztyfcie. Jest to nie tylko bardziej higieniczna forma aplikacji ale i wygodniejsza.



Po otwarciu słoiczka (w środku znajduje się dodatkowe zabezpieczenie) naszym oczom ukaże się balsam o delikatnym zielonym kolorze. Od razu poczujemy też jego zapach, a jest on oczywiście miętowy. Wiem, że nie każdy przepada za miętowymi zapachami oraz smakami. Fanom jednak, ten balsam bardzo przypadnie do gustu. Zapach jest dość intensywny i przez pewien czas jest wyczuwalny na ustach. Jego konsystencja jest treściwa jednak o wiele delikatniejsza niż w przypadku pozostałych wersji. Bez problemu nabiera się na palec i pomimo ciepła nie topi się na tyle, by coś z niego uciekało, wypływało.
Po balsam sięgam nawet kilka razy dziennie. Nie dlatego, że mam jakiegoś problemu z przesuszoną lub pękającą skórą ust, ale z przyzwyczajenia. Po pierwszym użyciu poczułam chłód na ustach oraz delikatne mrowienie. Z czasem to mrowienie było coraz mniejsze i teraz jest dla mnie praktycznie niewyczuwalne. Balsam jednak nie stracił na mocy jeśli chodzi o jego zapach. Tak jak jego poprzednicy i ta wersja świetnie nawilża moje usta. Sprawia, że usta stają się delikatne oraz miękkie. Balsam pozostawia lekką tłustą warstewkę, która dla mnie w żaden sposób nie jest uciążliwa. W połączeniu z peelingiem usta wyglądają po prostu wspaniale. Jak na takiego maluszka balsam jest wydajny. Idealnie sprawdza się również na moje dłuższe trasy rowerowe, gdy twarz wystawiona jest na kilkugodzinne działanie słońca, wiatru a często również i deszczu.

Skład: Petrolatum, Cera Alba, Riccinus Communis Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Mel, Aqua, Lanolin, Isopropyl Mirystate, Cholesterol, Glycerin, Glyceryl Stereate, Cetyl Alkohol, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Panthenol, Citrus Limon Fruit Oil, Mentha ArvensisLeaf Oil, Eucalyptus Globulus Leaf/Twig Oil, TocopherylAcetate, Menthol, Sorbic Acid, Aroma, Propylene Glycol, Heliantus Annus Seed Oil, Cl 75810 (Chlorophyl) Limonene, Citral, Geraniol.

Pojemność: 4,7 g



Od producenta: Peeling Tisane Crystal Scrub, który pomoże Ci uwydatnić naturalne piękno Twoich ust. Przy pomocy jednej małej saszetki uzyskasz idealne wygładzenie, poprawę jędrności i wyrównanie koloru ust. Peeling ust to jeszcze mało znany, ale często polecany przez kosmetologów zabieg. Zabieg ten pozostawia widoczne efekty, a jest niezwykle prosty i przyjemny w wykonaniu. Wystarczy 2-3 razy w tygodniu nałożyć na palec niewielką ilość kosmetyku i delikatnie masować nim usta. Na koniec można opłukać usta letnią wodą. Peeling stanowi specjalnie dobrana frakcja cukru, która ułatwia ścieranie naskórka, nie drażniąc przy tym ust. W naszym peelingu Tisane Scrystal Scrub nie mogło zabraknąć wartościowych substancji odżywczych. Są to: olejek ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, olejek z oliwek, masło shea, sylimaryna, miód, wosk pszczeli i witamina E. Dzięki temu po wykonanym zabiegu masz pewność, że usta pozostaną odżywione i nawilżone na dłużej. Na sam koniec warto nałożyć dodatkową warstwę ulubionego balsamu do ust z serii Tisane. Wtedy efekt zdrowych i ponętnych ust będzie jeszcze lepszy.



Peeling do ust Crystal scrub to kolejna nowość firmy Tisane znajduje się w małej saszetce. Niestety to opakowanie nie przypadło mi do gustu i jak dla mnie jest dość niewygodne jak i uciążliwe w wydobywaniu peelingu. Śmiało mógł zostać umieszczony w takim opakowaniu jak balsamy lub w małej wyciskanej tubce. Jak widzicie, saszetki ogólnie prezentują się ładnie a ich zawartość starcza na dwa a nawet trzy tygodnie.


W środku saszetki znajdziemy taki oto drobno ziarnisty, jasny peeling. Zazwyczaj wyciskam taką oto ilość peelingi jak na zdjęciu powyżej. Peeling posiada delikatny, przyjemny, słodkawy zapach. Jego drobinki są malutkie a mimo to konkretne w działaniu. Peelingiem delikatnie masuję usta do momentu, aż jego drobinki się rozpuszczą. Peeling jest tłustawy, dzięki temu jednocześnie nawilżamy usta. Tu przyznaję, że jest to mój pierwszy peeling do ust. Wcześniej kosmetyk tego typu wydawał się mi być zbędny. Bardzo się myliłam. Peeling świetnie usuwa martwy naskórek i pozostawia usta idealnie gładkie oraz jędrne. Resztki usuwam płatkiem nasączonym ziołowym tonikiem. Potem nakładam wyżej opisany balsam.

Skład: Parrafinum Liquidum, Sucrose, Petrolatum, Silica, Prunus Amygdalinus Dulcis Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Olea Europea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Silybum Marianum Fruit Extract Mel, Cera Alba, Tocopheryl Acetate, Propanediol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Ethyl Vanilin, Cl 77491

Pojemność: 2g

Oba produkty marki Tisane sprawdziły się u mnie świetnie i po raz kolejny mogę napisać, że warto skusić się na produkty tej marki. Nie jestem wstanie podać dokładnie ile kosztują, ale na pewno ich cena nie jest wysoka. 








44 komentarze:

  1. Nie miałam akurat tej wersji, ale klasyczna jest super i chętnie do niej wracam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, że są peelingi do ust:) ten miętowy balsam bardzo ciekawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wielokrotnie o nich czytałam ale nigdy mnie do nich nie ciągnęło, a szkoda :)

      Usuń
  3. Mam klasyczną wersję balsamu do ust i średnio się z nim polubiłam. Jakoś nie odpowiada mi konsystencja, smak oraz zapach tego produktu. Sądzę, że mięta pasowałaby mi lepiej. Za to uwielbiam ich produkt do pielęgnacji skórek i paznokci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersja dla dzieci ma najprzyjemniejszy zapach :) Ja lubię zbyte konsystencje. Tak kosmetyki do skórek tez mają fajne ;)

      Usuń
  4. Zamierzam wypróbować i balsam i peeling :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie długo ja również przetestuję te produkty do ust, czekam na paczkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tissane <3 gdzie te peelingi sie ukrywają? Brzmi jak produkt idealny- juz samo połączenie tissane+peeling ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, mogłyby być bardziej dostępne. Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni :)

      Usuń
  7. Thank you to comment me my dear
    I follow you now on GFC I hope you want follow me back
    Splendid blog..beautiful girl..<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  8. Oba produkty są bardzo interesujące, jednak faktycznie forma wydobycia peelingu z saszetki mogła by być zastąpiona tubką, jeśli chodzi o balsam, to jak ja miałabym go wydobyć palcami z długimi paznokciami, chyba o tym producent nie pomyślał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długie paznokcie tu niestety się nie sprawdzą :/

      Usuń
  9. Bardzo lubię wersję klasyczną balsamu i przy nim pozostanę. Opakowanie peelingu niestety kompletnie mnie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze aby nad tym firma popracowała, bo peeling wart zakupu :)

      Usuń
  10. Nie lubię takich nakładanych palcami. Ale miętowe kosmetyki uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tisane znajduje się na mojej jesiennej liście. Usta znów wołają o pomste do nieba

    OdpowiedzUsuń
  12. ..ależ ciekawi mnie ten peeling ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio bardzo dużo widzę tych peelingów .Balsam chętnie bym przetestowała, bardzo lubię kosmetyki o miętowym zapachy .

    OdpowiedzUsuń
  14. też tak uważam, warto je mieć

    OdpowiedzUsuń
  15. muszą być fajne ;D

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam ten klasyczny balsam Tisane :) Tak więc te dwie nowości bardzo mnie interesują!

    OdpowiedzUsuń
  17. polubiłam się z wersją fresh choć i tak klasyczna tisane jest dla mnie nr 1 ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No bardzo ciekawe może się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie miałam jeszcze nic z tej firmy. Ten miętowy balsam bardzo mnie kusi :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam blogi gdzie widać ,że jest prowadzony z pasją :)
    mega blog! oby tak dalej

    http://kaarollkaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem zakochana w balsamach z dodatkiem kamfory lub mięty, idealne uczucie chłodzenia :)
    Nie przekonuje mnie jednak forma tego balsamu. Słoiczek nie wydaje mi się tak praktyczny jak sztyft.
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie słyszałam o tym zielonym balsamiku . Wygląda zachęcająco :D
    Może wspólna obserwacja ?
    Zapraszam https://natalie-forever.blogspot.com/2016/08/przepis-na-domowe-spa.html

    OdpowiedzUsuń
  23. uwielbiam te markę chociaż tch kosmetyków jeszcze nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie miałam nigdy nic od Tisane, ale wszyscy to chwalą :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja uwielbiam peelingi do ust z Lush :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*
    Mogłabym Cię prosić o poklikanie w linki u mnie w najnowszym poście, będę Ci bardzo wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Używałem kiedyś balsamu tisane, fajny był.

    OdpowiedzUsuń
  27. Peelingi do ust robię zazwyczaj sama, ale różnego typu balsamy uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. miętowego jeszcze nie miałam, ale wyglada kusząco

    OdpowiedzUsuń
  29. Pierwszy raz widzę peeling do ust ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. miałam miętowy balsam Eos. Bardzo przyjemnie chłodził usta. Myślę, że ten też by mi się spodobał :) Pierwszy raz spotykam się z peelingiem do ust :)

    http://wazkowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Chyba będę musiała przetestować ten balsam :P
    Pozdrawiam,
    http://ylali.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. Widziałam już wiele recenzji tych produktów i przyznam szczerze, że mocno mnie kuszą :) Na razie mam kilka pomadek ochronnych i chcę je wykończyć, ale na balsam Tisane na pewno się skuszę - być może podczas następnej promocji w Rossmannie :P

    OdpowiedzUsuń
  33. tego peelingu nie znałam, ale koniecznie muszę sobie coś takiego sprawić :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Uwielbiam Tisane i szczerze mówiąc, nie spodziewałam się po nich takiego zapachu :-). Szkoda, że już koniec lata i uczucie chłodzenia mi nie w głowie :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Mam w użyciu balsamik do ust Tisane, bardzo go sobie chwalę :) Szkoda, że peelingu nie dali w podobnym słoczku :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie miałam jeszcze styczności z tymi kosmetykami ale z chęcią przyjrzę się im bliżej. :)

    OdpowiedzUsuń