poniedziałek, 29 grudnia 2014

Noworoczne życzenia :)

Jutro z samego rana wyjeżdżam na kilka dni do Czech, tam niestety nie będę mieć dostępu do internetu. Dlatego już dziś chcę Wam złożyć noworoczne życzenia. Mam nadzieję, że Sylwestrową noc spędzicie przyjemnie i w gronie bliskich Wam osób. A na nowy rok życzę Wam wiele radości i jak najmniej smutków :) Do usłyszenie w nowym i mam nadzieję lepszym 2015 roku :* 

Magdalena


sobota, 27 grudnia 2014

Postanowienia na rok 2015 :)


Wcześniej, nie raz mówiłam sobie, że coś zmienię w swoim życiu, coś zrobię .... jako punkt startowy wybierałam oczywiście Nowy Rok. Zazwyczaj nic z tego nie wychodziło i datę owych zmian przesuwałam w czasie. Zawsze stawiałam tylko na jedną konkretną, podobno jest wtedy łatwiej ją utrzymać. Jedyne co udało mi się osiągnąć jeśli chodzi o noworoczne postanowienia to rzucenie palenia. Tak oto zaczynam 3 rok bez papierosów, łatwo nie było ale udało się ;)


W tym roku zmieniłam zasady moich noworocznych postanowień i zamiast jednego konkretnego jest ich aż 13 ( hehe dość pechowa liczba ). Tak prezentuje się moja lista na rok 2015


Trochę tego jest. Niektóre z nich  są bardziej lub mniej ważne, jednak są to sprawy, na których mi zależy lub które chcę zmienić w swoim życiu. Dokładnie za rok pokażę Wam co udało mi się osiągnąć z tej listy wstawiając obok krzyżyk i zapewne zaprezentuję Wam nową listę. Mam nadzieję, że krzyżyków będzie jak najwięcej :) 

A jak tam wasze noworoczne postanowienia? Macie ochotę na zrobienie własnej listy ? 


Magdalena 

środa, 24 grudnia 2014

Święta :)

Kochani,
w ten wyjątkowy dzień, życzę Wam wiele radości oraz Świąt spędzonych wśród bliskich, kochających Was osób. Wiele uśmiechu, miłości, pierników , mandarynek oraz prezentów pod choinką. Wypoczywajcie i cieszcie się każdą chwilą :*


Magdalena

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Męska woda perfumowana Alexandre Marc II oraz konkurs.

W zeszłym tygodniu mogliście poczytać o pięknych zapachach, które dotarły do mnie prosto ze sklepu MaureliiDamska woda perfumowana Alexandre Marc I oraz II. Aby panowie nie czuli się pominięci, dzisiejszy post będzie poświęconym zapachem dla mężczyzn. Zapraszam na post o Męskiej wodzie perfumowanej Alexandre Marc II.


Od producenta: Niezwykły, nieco orientalny zapach przypraw i lasu, który stymuluje męską zmysłowość, otwiera go nuta pieprzu, która jest doskonałym wprowadzeniem do żywicznej kompozycji serca, następnie zastąpiona jest przez nutę drzewną. Zapach adresowany do eleganckich i uwodzicielskich mężczyzn.
Nuta głowy: pieprz
Nuta serca: żywica benzoinowa, kadzidło
Nuta podstawowa: drzewo cedrowe


Męska woda perfumowana Alexandre Marc znajduje się w eleganckiej, szklanej, lekko matowej butelce. Przyjemnie prezentuje się na półce w łazience a jegj kształ sprawia, że bardzo dobrze trzyma się w ręce. Podobnie jak zapachy dla kobiet, ze względu na ich wygląd, odnosi się wrażenie, że są to kosmetyki z droższej półki. Jak dla mnie już samo opakowanie robi na tyle dobre wrażenie, że jako prezent przypadłby do gustu każdemu mężczyźnie. 


Alexandre Marc od kilku tygodni używa mój tato. Jego oczy zabłysły gdy wręczałam mu to małe cudo. Powiem Wam, że zapach jest wspaniały. Mimo, iż przeznaczony jest dla mężczyzn, z pewnością spodobałby się również paniom. Myślę, że to dzięki swojej lekkiej słodyczy. Nareszcie jest to zapach, który mnie nie męczy swoją główną nutą zapachową jak i swoją intensywnością, gdy widzę się z moim tatą. Sięga po nią kilka razy w tygodniu, zazwyczaj spryskuje okolice szyi i wystarcza jedno psiknięcie by zapach był odpowiednio wyczuwalny. Przyjemny zapach utrzymuje się przez wiele godzin, zostaje również na szalu oraz płaszczu. Tam utrzymuje się przez kilka dni. 


Ta woda perfumowana jest warta zakupu i z pewnością byłaby wspaniałym prezentem dla mężczyzn w rożnym wieku, bardziej jak i mniej eleganckich. Jest to wspaniały zapach, który utrzymuje się przez wiele godzin, zamknięty w eleganckim opakowaniu. 

Pojemność: 50 ml
Cena: 55 zł

Jeśli czujecie się skuszeni, znajdziecie je tutaj Maurelii - Perfumy.

Wraz ze sklepem Maurelii , mamy dla Was niespodziankę. Dziś na moim blogowym fb ruszył konkurs, w którym możecie wygrać Damskie wody perfumowane Alexandre Marc :) 




niedziela, 21 grudnia 2014

Baikal Herbals - tonik nawilżający do twarzy.

Jak przygotowania do Świąt? Dziś z rana zabrałam się za ubieranie choinki i tak oto od godziny w salonie stoi nasza " piękność" :) Po obiedzie zabieram się za pakowanie  prezentów, wszystkie znajdą swoje miejsce pod choinką. W miedzy czasie kawa, laptop oraz pisanie dla Was posta :) Dziś na blogu kolejny kosmetyk od Baikal Herbals, tonik, który stał się moim ulubieńcem w porannej pielęgnacji mojej buzi. 


Od producenta: Tonik nawilżający do twarzy o wysokiej zawartości biologicznie aktywnych ekstraktów z ziół bajkalskich, delikatnie oczyszcza skórę twarzy, zmiękcza ją. Daje uczucie komfortu i nawilżenie na cały dzień. Dzięki roślinnym składnikom aktywnym, tonik przywróci naturalne Ph skóry, poprawi jej koloryt i przyniesie ukojenie. 

Nie zawiera parabenów i PEG.

Składniki aktywne:

- korkowiec amurski - zapobiega pojawianiu się wyprysków, posiada działanie gojące i odżywcze. Nasyca skórę wilgocią, powoduje, że skóra staje się sprężysta,
- wrzosiec bagienny – usuwa nadmierne łuszczenie się skóry,
- organiczny ekstrakt z miodunki plamistej - wzbogaca skórę witaminą C, wygładza ją i zmiękcza.
- olej z nasion lnu - wpływa pozytywnie na zdrowie skóry. Wzmacnia ochronną funkcje skóry. Korzystny dla osób z wszelkimi typami alergii,
- organiczny ekstrakt z nagietka - ma działanie przeciwzapalne, ściągające, bakteriostatyczne, grzybostatyczne, nawilżające,
- organiczny ekstrakt z rumianku - pomocny w stanach zapalnych skóry i błon śluzowych. Zalecany w stanach alergicznych skóry. 


Tonik znajduje się w małej, zgrabnej plastikowej butelce. Etykieta na opakowaniu jest skromna, delikatna a jednocześnie urocza. Tonik posiada nakrętkę z zamykaniem typu "klik",  świetnie sprawdza się na wyjazdy. 
Tonik ma bezbarwny kolor oraz przyjemny delikatny zapach, który dość szybko się ulatnia.  Po tonik sięgam każdego dnia rano, delikatnie przecierając twarz nasączonym wacikiem. Tonik przyjemnie oczyszcza moją skórę jednocześnie ją nawilżając. Skóra jest ukojona i gotowa na użycie kremu. Nie pozostawia po sobie uciążliwej lepkiej warstewki. Skóra jest delikatnie klejąca ale ten efekt też szybko znika.
Kilka miesięcy temu przestałam używać rano mydełek oraz pianek do mycia twarzy a zastąpiłam je tonikami. Dzięki temu moja skóra przestała być tak sucha i wreszcie zniknął problem uczucia ściągania. 
Kosmetyk ten w żaden sposób nie podrażnia jak i nie uczula, jest bardzo delikatny jeśli chodzi o działanie. 


Skład: Phellodendron Amurens Bark Extract, Erica Tetralix Extract, Organic Pulmonaria Officinalis Exstract, Linum Usitatissimum (Linseed) Oil, Organic Calendula Officinalis Extract, Organic Chamomilla Recutita Flower Extract, Glycerin, Laur Glucoside, Decyl Glucoside, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid. 

Pojemność: 170ml
Cena: ok 18 zł

Tonik używam z wielką przyjemnością i z pewnością zakupię kolejne opakowanie. Przyjemnie odświeża, nawilża a jednocześnie bardzo delikatnie traktuje i koi  skórę twarzy. Jest to drugi kosmetyk od Baikal Herbals i po raz drugi jestem miło zaskoczona. Z pewnością moja lista kosmetyków tej firmy  wydłuży się. 


czwartek, 18 grudnia 2014

Damska woda perfumowana ALEXANDRE MARC I oraz II.

Wybaczcie,  ostatnio jest mnie mniej na blogu. Doba dla mnie ma niestety ma za mało godzin a do tego zmęczenie robi swoje. Na szczęście jeszcze kilka dni i Święta,  to oznacza kilka dni wolnego. Obiecuję, że nadrobię wszystko a posty będą pojawiać się częściej. 
Z miłych spraw, przez ostatnie tygodnie, dni umilał mi piękny zapach a właściwie dwa zapachy. Zapraszam na recenzję Damskiej wody perfumowanej ALEXANDRE MARC I oraz II.


Oba perfumy dotarły do mnie prosto ze sklepu Maurelli. Przeglądając ofertę sklepu znalazłam tam wiele zupełnie mi nie znanych kosmetyków. To jeszcze bardziej pobudziło moją ciekawość oraz chęć ich poznania.

Od producenta: Subtelnie uzależniający, słodki zapach adresowany do młodych, energicznych i spontanicznych kobiet. Kompozycja emanuje liściastymi i cytrusowymi zapachami, które mieszają się z harmonijną, słodką kwiatowo-owocową wonią konwalii i śliwki, a następnie łączą się z niezwykle zmysłową i trwałą nutą piżma. Alexandre Marc No I to zapach uwodzicielski i bardzo kobiecy. Wymarzony ciepły zapach na co dzień.
Nuta głowy: mandarynka, nuta liściasta
Nuta serca: śliwka, konwalia
Nuta podstawowa: piżmo

Od producenta: Wykwintny, kuszący i świeży zapach, kwintesencja uroku i zmysłowości, stworzony dla eleganckiej i atrakcyjnej kobiety. Nuty cytrusowe mandarynki i brzoskwini uwikłane w namiętnej kombinacji z aromatem jaśminu i kwiatów pomarańczy upajają zmysły. Zapach idealny na romantyczny wieczór.
Nuta głowy: mandarynka, brzoskwinia
Nuta serca: jaśmin, kwiaty pomarańczy
Nuta podstawowa: paczuli, piżmo


Perfumy znajdują się w bardzo ładnych, szklanych buteleczkach. Przyjemne dla oka, elegancko prezentują się na półce. Można odnieść wrażenie, że należą do tych droższych. Nic bardziej mylnego. Cena należy do przyjemnych a w zamian otrzymujemy piękne zapachy, które towarzyszą nam przez cały dzień. 


Oba zapachy mimo wyczuwalnych różnic są po prostu śliczne. Częściej jednak sięgam po bardziej słodkawy Alexandre Marc I. Od lat zawsze uwielbiałam słodkawe zapachy z lekką nutką cytrusową. Jak dla mnie są one idealne na tą porę roku. Przyjemnie otulają moje ciało i są wyczuwalne przez wiele godzin. Za każdym razem psikam tylko nadgarstki, wystarczy na prawdę ich mała ilość by perfum był mocno wyczuwalny.   Sięgam po jeden z nich z samego rana przed wyjściem do pracy a kilka godzin później inni pytają czym tak ładnie pachnę.  


Pojemność: 50 ml
Cena: 55 zł

Już dawno nie otulały mojej skóry tak przyjemne zapachy i przez tak długi czas. Obie wody są warte swojej ceny oraz zakupu. Z pewnością stanowić będą również świetny prezent dla niej ze względu na piękny zapach oraz to jak elegancko wyglądają. W ofercie sklepu znajdziecie również zapachy dla mężczyzn. 

Znacie sklep Maurelli ? 


niedziela, 14 grudnia 2014

GoCranberry - Odżywczo wygładzający krem pod oczy.

Dziś słów kilka o kosmetyku który kilka miesięcy temu przesłała mi Dorota, prowadzi ona bloga Naturalnie Ekologicznie i Kosmetyczmie. To właśnie dzięki niej poznałam już kilka kosmetyków firmy GoCranberry. Zapraszam Was na post o Odżywczo wygładzającym kremie pod oczy


Od producenta: przeznaczony jest dla każdego typu cery. Specjalnie wyselekcjonowane składniki intensywnie odżywiają i nawilżają delikatną skórę okolic oczu, pozostawiają skórę delikatnie natłuszczoną. Zapobiegają utracie wody oraz chronią przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi. Poprawiają napięcie skóry przywracając jej elastyczność. Lekka formuła kremu nie obciąża delikatnej skóry wokół oczu.
HYPOALERGICZNY
• nie zawiera konserwantów
• przebadany dermatologicznie
• kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów
• produkt nie testowany na zwierzętach


Krem znajduje się w  przyjemnym w użytkowaniu opakowaniu. Nie tylko ładnie wygląda ale również korzystanie  z niego jest bardzo higieniczne. Minusem jest fakt, iż nie widać dokładnie ile zostało nam kosmetyku w środku ale mi to zupełnie nie przeszkadza. 


Konsystencja kremu jest delikatna i dość rzadka. Na szczęście nie ucieka z palca i przyjemnie rozprowadza się na skórze. Wystarczy mała ilość kosmetyku by dobrze pokryć skórę pod oczami. Pomimo rzadkiej konsystencji bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając po sobie żadnej tłustawej warstewki. Zapach należy do przyjemnych, jest lekko żurawinowy oraz delikatny. 
Po krem sięgam każdego dnia rano. Pozostawia skórę wokół oczu nawilżoną, lekko wygładzoną oraz ukojoną. Bardzo dobrze współgra z makijażem. Na co dzień walczę z dużymi cieniami pod oczami, tu niestety nie zauważyłam poprawy. Natomiast dobrze radzi sobie z opuchlizną i tzw. workami pod oczami. 



Krem nie podrażnia jak i nie uczula. Nie sprawia problemu nawet gdy nałożę go zbyt dużo. Z wszystkich kosmetyków z serii GoCranberry z tego jestem najbardziej zadowolona. Krem jak najbardziej wart jest zakupu. 

Skład: Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Squalane, Pentylene Glycol, Prunus Armeniaca (Kernel Oil), Sorbitan Stearate, Glycerin, Glyceryl Stearate, Caprylic / Capric Triglyceride, Sucrose Cocoate, Sodium Hyaluronate, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Panthenol, PEG-100 Stearate, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Decylene Glycol, Parfum.


Pojemność: 30 ml
Cena: ok 30 zł

środa, 10 grudnia 2014

Szczotka do twarzy For Your Beauty.

To moja pierwsza szczotka do twarzy na jaką się skusiłam. Zanim dokonałam zakupu, przeczytałam o niej kilka recenzji . Opinie na jej temat były bardzo pozytywne i tak będąc w Rossmannie skusiłam się na jej zakup, tego samego dnia zabrałam się za szczotkowanie mojej buzi. Niestety już po pierwszym użyciu wiedziałam, że miłości z tego nie będzie. Zapraszam was na recenzję Szczotki do twarzy For Your Beauty.


Od producenta: Szczoteczka o gęstym, ale bardzo miękkim i drobnym włosiu, które nie podrażnia skóry. Doskonale oczyszcza pory i złuszcza martwy naskórek przy jednoczesnym masowaniu poprawiającym ukrwienie i koloryt cery. Szczoteczka ma wygodną rączkę. Łatwa w utrzymaniu w czystości. Solidnie wykonana.


Szczoteczka posiada plastikowe nakrycie dzięki czemu chronimy ją przed zanieczyszczeniami. Nie do końca jest ono wygodne, przy wkładaniu włoski często wyginają się i nie wszystkie zawsze trafiają do środka.  By poprawnie ją zamknąć zazwyczaj musiałam poświecić na to troszkę mojego czasu oraz mieć dużo cierpliwości. Szczoteczka jest bardzo lekka i wygodnie trzyma się ją w dłoni. Włosie jest gęste, dość długie i delikatne  w kontakcie ze skórą twarzy. 



Szczoteczka dla mnie okazała się za delikatna, wszystko z powodu ciągłego wyginania się włosia na boki. Sprawdzała się tylko gdy robiłam bardzo, bardzo małe i powolne ruchy. Zazwyczaj jednak w zamian otrzymywałam dobre pienienie się mydełka ale nie porządne oczyszczanie porów czy usuwania martwego naskórka. Po miesiącu jej używania poddałam się i wiem, że nie ma sensu sięgać po nią po raz kolejny. Używałam ją 2, 3 razy w tygodniu. 


Cena: ok 9 zł

Wiem, że wiele z Was bardzo ją polubiło, u mnie jednak zupełnie się nie sprawdziła. 
Używanie szczotek do oczyszczania twarzy?


niedziela, 7 grudnia 2014

GAIA CREAMS Raw love - Serum pod oczy oraz do twarzy ♥

Na początku października opublikowałam post o wspaniałym kremie do twarzy na bazie olejów, który dotarł do mnie od firmy Gaia Creams, Gaia Creams - mieszanka olejów z wysoką zwartością oleju z nasion Chia.   Mogliście również poczytać jak wspaniale zachowała się firma odnośnie mojej przesyłki oraz o tym czym kieruje się Gaia Creams jeśli chodzi o produkcje kosmetyków. Dziś słów kilka o drugim kosmetyku, a dokładnie o Serum pod oczy oraz do twarzy Raw Love


Od producenta: dogłębnie regenerujący i prawdziwie odżywczy żywy krem pielęgnacyjny dla najbardziej delikatnej, mało elastycznej skóry wokół oczu na bazie

- świeżego, nierafinowanego masła shea (FAIR TRADE) 
- oleju virgin ze świeżych owoców kokosa (FAIR TRADE)

Bogaty w najwyższej jakości nierafinowane oleje z kamelii japońskiej, awokado, dzikiej róży, lnu i konopii. Ujędrnia, skutecznie i szybko redukuje zmarszczki, wzmacnia naskórek oraz skórę właściwą. Chroni, odstresowuje i rozpieszcza skórę po długim dniu. Krem stanowi bombę witaminową, jest bogaty w kwasy Omega 3, Omega 6 oraz Omega 9. 

Krem można stosować także jako wygładzająco - napinający krem do twarzy, szyi, dekoltu i do całego ciała.






Krem znajduje się w małym szklanym słoiczku zakręcanym metalową nakrętką. Słoiczek oklejony jest etykietą na której wyczytamy najważniejsze informacje. To co mnie najbardziej rozczuliło, to  moje imię umieszczone na etykiecie. Jak widzicie firma dba nawet o najmniejsze detale. 



To serum to mieszanka samych wspaniałości, które po prostu uwielbiam. Przez ostatni rok wieczorami w moją skórę twarzy wklepuję tylko oleje lub kremy, w skład którego wchodzą przede wszystkiemu różnego rodzaju oleje. Serum posiada przyjemny miodowy kolor, zapach jest delikatny, lekko ziołowy. Konsystencja jest treściwa oraz oleista , która przy kontakcie ze skórą zmienia się w płynny olej. Przyjemnie rozprowadza się po skórze i wystarczy jego mała ilość by pokryć nim cała twarz. Minusem oczywiście jest dłuższe wchłanianie się kosmetyku, jednak mi zupełnie to nie przeszkadza. Jak wiecie, z olejami już tak jest, że nie wchłaniają się natychmiastowo. 



Na początku krem używałam tylko pod oczy, zazwyczaj tylko wieczorami.  W weekendy gdy nie musiałam spieszyć się do pracy sięgałam po niego również rano. Delikatnie wklepywałam go w skórę pod oczami i dawałam mu czas na wchłonięcie się. Po kilu tygodniach zauważyłam, że kosmetyku ubyło  malutko, nie chciałam aby się przeterminował i zmarnował więc zaczęłam go stosować również jako krem na noc na twarz. Ten krem jak i jego poprzednik o którym pisałam Wam wcześniej, to dla mnie takie kosmetyczne cudeńka. Powiem Wam szczerze , że nie wyobrażam sobie już powrotu do zwykłych kremów. Gdybym jeszcze miała więcej czasu rano to stosowałabym je również o tej porze dnia. To serum wspaniale spisuje się jako kremik pod oczy jak i do twarzy. Świetnie nawilża skórę, a z tym często miałam największe problemy. Jak miło jest nie czuć już ściągania skóry twarzy. Odniosłam wrażenie, że moja skóra dostała taki zastrzyk energii. Oczywiście nie zniknęły moje zmarszczki jednak buzia stała się gładsza i bardzo przyjemna w dotyku. Na koniec spójrzcie na ten fantastyczny skład. Mimo, iż są to głównie oleje, w przeciwieństwie do wielu kremów, miałam wrażenie, że moja skóra nie dusi się pod żadną powłoczką. Dzięki temu nie spotkał mnie nieprzyjemny wysyp oraz zapchanie skóry. 

Skład:100% ORGANICZNE, WEGAŃSKIE & ETYCZNE SKŁADNIKI:
BUTYROSPERMUM PARKII, COCOS NUCIFERA, OENOTHERA BIENNIS, LINUM USITATISSIMUM, ROSA CANINA, CAMELLIA JAPONICA, CANNABIS SATIVA, PERSEA GRATISSIMA.
0% WODY 0% CHEMII 0% KOMPROMISÓW


Pojemność: 15ml
Cena: 11 £



Zapraszam Was do zapoznania się z kosmetykami jak i z polityką firmy Gaia Creams http://polska.gaiacreams.com/. Wciągu tego roku, nic nie zaskoczyło mnie bardziej jak moc wegańskich kosmetyków. 




środa, 3 grudnia 2014

Jagody goji prosto z krzaczka, a może suszone ze sklepu?

Od kilku lat czytamy o wspaniałych zdrowotnych właściwościach jagód goji. Suszone owoce, kiedyś były trudno dostępne i trzeba było je zamawiać, obecnie znajdziemy je i kupimy nawet w warzywniaku. Dodatkowo hasło jagody goji możemy również spotkać na sokach, herbatach lub jako składnik kosmetyków. Próbując kupić moją pierwszą suszoną paczkę tych owoców dowiedziałam się, że jagody goji to niekoniecznie samo zdrowie a wręcz przeciwnie. Po pierwsze są dwa rodzaje tych jagód, odmiana chińska oraz odmiana, którą możemy również spotkać w Polsce. Ta kiedyś była uważana za roślinę trującą.  Najnowsze źródła podają, że to pomyłka i zaszkodzić mogą jedynie liście oraz niedojrzałe owoce spożyte w dużych ilościach. W trakcie dojrzewania substancje szkodliwe znikają , dotyczy to zresztą wielu roślin jadalnych.
Niestety  suszone owoce jagód goji, które możemy zakupić, nie zawsze są odpowiednio zbierane, potem suszone, przetwarzane jak i przetrzymywane, przez co bardziej mogą nam zaszkodzić niż pomóc. Wszystko przez to, że nagle zaczęto głosić hasła, że jest to najzdrowszy owoc świata, źródło zdrowia.... A tak na prawdę teraz chodzi tylko o handel oraz pieniądze  z tego płynące, bo do tanich nie należą. Zrezygnowałam z pomysłu zakupu owoców suszonych i po prostu postanowiłam kupić dwa krzaczki i posadzić je w swoim ogrodzie. 


Krzaczki Lycium Barbarum (kolcowój pospolity, kolcowój szkarłatny)  w cenie 9 zł sztuka, zakupiłam w maju 2013 roku, zakupiłam dwie różne odmiany. Po miesiącu oba krzewy bardzo szybko zaczęły rosnąć a w sierpniu pojawiły się drobne, lekko fioletowe kwiatki. Jednak dopiero w tym roku nastąpił prawdziwy wysyp tych owoców. Było ich tyle, że cześć po prostu się zmarnowała. Nie wiem dlaczego ale inne osoby w rodzinie jak na razie nie czują się skuszone tymi owocami. Co kilka dni sprawdzałam moje krzaczki, jadłam dojrzałe owoce bezpośrednio po ich zerwaniu.   Owocami cieszyłam się przez prawie trzy miesiące, wiele z nich nadal wisi na krzaczkach jednak w wyniku mrozów stały się mało smacznegoCzęść z nich ususzyłam, jednak te zapasy zniszczył  mój kochany kot Lucek. Podczas zrywania musiałam uważać by chwytać je za ogonki. Dotykanie palcami owoców sprawia, iż po pewnym czasie czernieją.


Dla mnie owoce goji prosto z krzaczka są o wiele smaczniejsze niż te suszone. Ich smak jest słodko gorzkawy jednak je się je o wiele przyjemniej. Krzaczki jak najbardziej cieszą oczy, rosną sobie wśród krzaków borówek oraz innych jagód. 



Nie będę tu pisać o właściwościach zdrowotnych tych owoców bo każdy z Was nie raz pewnie o nich czytał. Dodatkowo mam wrażenie, że większość z nich jest wyolbrzymiona, jagody goji po prostu nagle stały się lekarstwem  na wszystko. Sprzedaż jest nakręcana przez specjalistów oraz dystrybutorów jagód. Wiem jedno, na te kupne, suszone z pewnością nigdy  nie skuszę się. Wystarczą mi moje krzaczki w ogrodzie oraz spożywane ich owoców w rozsądnych ilościach, co stanowi zdrowe wzbogacenie diety. 


Kupujecie suszone owoce goi? Co o tym wszystkim myślicie? Warto? 

niedziela, 30 listopada 2014

Alan Jay - seria dla włosów przetłuszczających się oraz dla włosów suchych, farbowanych lub po trwałej ondulacji.

Z dzisiejszym postem poznacie kolejne kosmetyki do włosów Alan Jay. Będzie dużo zdjęć,  opiszę Wam aż dwie serię, serię dla włosów przetłuszczających się oraz serię dla włosów suchych, farbowanych lub po trwałej ondulacji. 


Serię dla włosów przetłuszczających w skład której wchodzi szampon oraz krem, testowała moja bratowa. 


Od producenta: Szampon regenerujący dla włosów przetłuszczających się Fresco Cream. Skład szamponu dla włosów przetłuszczających się to głownie ekstrakty roślinne z pokrzywy, mniszka lekarskiego, szałwii czy rozmarynu (zwalczające także wypadanie włosów). Dla skutecznego leczenia nadmiernego przetłuszczania zawiera wyciąg z malwy, lipy i rumianku.
Szampon odświeża i pobudza, daje siłę i witalność, ułatwia ich odrost. Idealny do częstego stosowania np. podczas uprawiania sportu, wymagającego częstego mycia włosów. Szampon skutecznie usuwa pozostałości chloru po basenie lub soli po kąpieli morskiej.



Szampon znajduje się w szczupłej plastikowej butelce. Opakowanie jak i wydobywanie z niego kosmetyku nie sprawia żadnych trudności. Konsystencja szamponu należy do bardziej gęstych,  dobrze się rozprowadza i nie ucieka z włosów podczas nakładania. Bardzo dobrze się pieni i bez problemu wypłukuje z włosów. Szampon posiada przyjemny zielony kolor. Tak jak w poprzednich kosmetykach Alan Jay minusem okazał się zapach. Jest miętowy, jak dla mnie przyjemny jednak bardzo mocny, aż drażniący. Również w tym przypadku dobrym sposobem okazało się lekkie rozcieńczenie szamponu wodą. Po tym zabiegu zapach jest miętowy, odświeżający i jak  najbardziej przyjemny. 


  
Pojemność: 250 ml
Cena: ok 22 zł


Drugim kosmetykiem z tej serii jest Krem regenerujący Fresco Cream.




Krem znajduje się w szczupłej plastikowej tubce. Tak jak w przypadku szamponu, wydobywanie   z niego kosmetyku należy do przyjemnych. Krem posiada lekko miętowy kolor, jego konsystencja należy do treściwych, jednak bez problemu rozprowadza się we włosach. Tak jak w przypadku szamponu minusem okazał się zapach. Tu na szczęście nie jest on zbyt mocny, jednak główną nuta zapachowa przypomina kremy do koloryzacji włosów.



Pojemność: 150 ml
Cena: ok 15 zł

Podsumowując: 
Jak wspomniałam wyżej, te dwa kosmetyki używała moja bratowa. Na co dzień nie ma ona jakiegoś większego problemu z przetłuszczającymi się włosami, jednak z chęcią myłaby je co drugi dzień lub rzadziej. Na początku sięgała po ten zestaw każdego dnia, potem już co dwa dni. Po miesiącu śmiało może myć włosy już co trzy dni. Pomimo problemu ze zbyt mocnym zapachem, z kosmetyków jest zadowolona. Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy i sprawia, że na dłużej pozostają świeże. Świetnie spisuje się po wizycie na basenie. Natomiast maska pomaga w ich rozczesywaniu oraz sprawia, że są gładkie i miłe w dotyku. 





Drugą serię kosmetyków, do włosów suchych, farbowanych lub po trwałej ondulacji, testowała moja mama.  


Jej włosy przez lata były bardzo cienkie oraz kruche, wszystko przez wieloletnie farbowanie włosów oraz używanie suszarki. Ich stan w ciągu ostatniego roku bardzo się poprawił dzięki mojemu "podrzucaniu" jej kosmetyków do testów. 


Od producenta: Szampon na rozdwajające się końcówki włosów Crema Serum Blue.Rewitalizujący kremowy szampon z ekstraktem z aloesu, przygotowujący włosy do kuracji Serum Blue. Niezastąpiony przy pielęgnacji włosów z rozdwajającymi się końcówkami, suchych, farbowanych i po trwałej ondulacji. Stosowany do mycia włosów na co dzień. Zapewni im witalność, głęboką rewitalizację oraz miękkość i jedwabistość. Dzięki betaminie, amidom oraz anfolitom zawartym w produkcie, włosy nie elektryzują się. Szampon Crema Serum Blue jest doskonały do codziennego mycia włosów, w szczególności, jeśli używamy twardej wody.



W przypadku tego szamponu opakowanie również to wyższa plastikowa butelka, z której wydobywanie kosmetyku nie sprawia problemów. Konsystencja należy do gęściejszych, mimo to szampon przyjemnie rozprowadza się we włosach i mocno się pieni. Kolor szamponu jest mieszanką zieleni oraz koloru niebieskiego. Jego zapach jest przyjemny, ziołowy. 



Pojemność: 250 ml
Cena: ok 22 zł

W skład serii wchodzi również Krem do włosów Serum Blue.



Ten krem również znajduje się w szczupłej plastikowej tubce. Tak jak w przypadku szamponu, wydobywanie   z niego kosmetyku należy do przyjemnych. Krem posiada delikatny niebieski kolor, jego konsystencja należy do bardziej treściwych, bez problemu rozprowadza się we włosach. Testując kilka kosmetyków tej firmy uważam, że ich głównym minusem jest zapach. Są one zbyt mocne lub jak w przypadku kremów do włosów, niekoniecznie przyjemne. Jednak najważniejsze to ich działanie i na tym się skupiłyśmy. 



Podsumowując: 
Włosy mojej mamy wyglądają o wiele lepiej niż rok temu. Kiedyś były bardzo matowe i nieprzyjemne w dotyku. Jednak co najgorsze, bardzo się kruszyły. Dzięki stosowaniu odpowiednich kosmetyków do włosów  ten stan już przeszłość. Ta seria jednak była dla niej idealna ponieważ jej włosy nadal lekko się rozdwajały. Swoje włosy myje codziennie. Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, nadaje im świeżości. Natomiast po krem sięga co drugie mycie. Po jej zastosowania włosy są mięciutkie i bardzo delikatne w dotyku. Jest to kolejna seria kosmetyków , która pomogła jej w walce o ładniejsze włosy. Na dzień dzisiejszy, rozdwojone i kruszące się włosy to już tylko niemiłe wspomnienie. 

Według nich, jak najbardziej są to kosmetyki warte wypróbowania. Producent mógłby jednak pomyśleć nad wprowadzeniem pewnych zmian odnośnie zapachu niektórych z ich kosmetyków. 

Pojemność: 150 ml
Cena: ok 15 zł

Kosmetyki Alan Jay przetestowaliśmy dzięki dystrybutorowi tych kosmetyków w Polsce, firmie Leader - Profesjonalne artykuły fryzjerskie. Jeśli macie ochotę poznać ich asortyment zapraszam na ich stronę http://www.alanjey.pl