poniedziałek, 13 czerwca 2016

St. Moriz Instant Tanning Mousse - Samoopalacz w musie.


Nie wiem czy wiecie ale jedną z moich zmór latem to nierówna opalenizna. Nie lubię się opalać, no chyba, że jestem nad wodą lub wakacjach. Natomiast opaleniznę łapię prawie każdego dnia na rowerze. Niektórzy z Was już wiedzą, że bardzo lubię dalekie trasy i jak to latem bywa, często są to jazdy w pełnym słońcu. Używam odpowiednie kremy z filtrami ale opalenizna z czasem się pojawia i oczywiście tylko tam, gdzie ciałko jest odkryte. Reszta niestety pozostaje biała. W zeszłym roku wspomagałam się balsamem brązującym, potem również pianką z VitaLiberata. W tym roku z pomocą przybył mi samoopalacz w musie -  St. Moriz Instant Tanning Mousse, który dotarł do mnie ze sklepu internetowego Kosmetykomania.



Samoopalacz znajduje się  w wysokiej, szczupłej, plastikowej butelce z atomizerem. Wydobywanie go nie sprawia żadnych problemów. Nic nie rozpryskuje a atomizer nie zacina się. Całość w letnim klimacie prezentuje się ładnie, a na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Przed użyciem zawsze kilkakrotnie wstrząsam opakowaniem. Ponieważ mus bardzo szybko koloryzuje skórę, nie zdecydowałam się na aplikowanie go a ciało przy pomocy rąk. Używam do tego specjalnej rękawicy, która została mi jeszcze po innej piance. Zawsze potem dokładnie ją myję i osuszam. Muss posiada brązowy kolor, konsystencję pianki oraz delikatny mydlany zapach


Po mus sięgam mniej więcej co 5 dni. Na początku smarowałam nim całe ciało, tak by nabrać delikatnej opalenizny.  Z natury niezły bladzioch jestem. Teraz gdy moje ręce i nogi nabrały rowerowej opalenizny, mus służy mi do wyrównania opalenizny. Idealnie nie jest ale lepsze to niż być tylko w połowie opalonym. Wierzcie mi, śmiesznie to wygląda. Zazwyczaj, pojedynczo, wyciskam kilka pompek musu i delikatnie ale sprawnie i przede wszystkim dokładnie rozsmarowuję go na skórze. Dzięki temu unikam smug czy nierówności. Efekt jest natychmiastowy. Nie ponawiam go, jedna warstwa sprawia,że ciało wygląda na opalone. Całość w trakcie kąpieli, peelingów, schodzi równomiernie w ciągu kilku 5/6 dni. Nie zauważyłam, by mus brudził odzież. 


Pomimo nieidealnego składu, mus nie podrażnia jak i nie uczula. Nie zauważyłam też aby kosmetyk wysuszał moją skórę. Termin przydatności to 6 m-cy od otwarcia.

Pojemność: 200ml
Cena: 20,90
Jak widzicie, cena jest bardzo przyjemna. Dostępny jest tutaj.



Cała seria St. Moriz wygląda interesująco. W sklepie Kosmetykomania znajdziecie również specjalną rękawicę do rozprowadzania wyżej opisanego musu. Jak dla mnie jest to kosmetyk wart wypróbowania. 



37 komentarzy:

  1. zawsze boję się tych samoopalaczy..w tym roku na pewno jeszcze się nie skuszę bo mam ważne wydarzenie i nie chciałabym ryzykować pomarańczowa skórą czy smugami..ale za rok to już na pewno na coś się suszę :-) czytałam już dużo dobrego o tej marce i być może tu tutaj znajdę mój pierwszy samoopalacz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie takie samoopalacze są świetne latem, jako dopełnienie a nie jako jedyna opalenizna :)

      Usuń
  2. Po samoopalacze praktycznie w ogóle nie sięgam. Ostatnio jednak bardzo intrygują mnie te produkty w piance. Na temat tej marki odnalazłam już wiele pozytywnych opinii więc produkt wydaje się być naprawdę wartym wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtym roku skusiłam się na olej marchwiowy ale strasznie brudził :/

      Usuń
  3. Wydaje się być podobny do Vita Liberaty. Fajnie, ze jest brązowy, ja wczoraj otworzyłam taką piankę-muss z Lirene. Jest biały więc trudniej o rownomierną aplikację. Skonczyło sie to na koszuli z długim rękawem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheheh to współczuję. Tak bardzo podobny do Vita Liberata. Rożni je jednak skład a co za tym idzie cena.

      Usuń
  4. Fajny ten mus, jednak w tej kategorii stawiam na produkty Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh, nie jestem fanką samoopalaczy, bo co bym nie robiła, zawsze wydaje mi się, że wychodzą mi jakieś nierówne plamy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie lepiej spisują się właśnie takie pianki niż balsamy samoopalające.

      Usuń
  6. super, że "opalenizna" schodzi równomiernie, efekt jest fajny ja używam lotionów z vota liberata, a piankę mam w zapasie. w ogóle nie opalam się naturalnie a właśnie takimi kosmetykami

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiele słyszałam na temat tego produktu, ale nigdy się nie zdecydowałam by go kupić :) Nogi... nogi masz grzechu warte :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Raz jeden skorzystałam i to był jedyny samoopalacz, ktory na mojej skórze zachowywał sie na prawdę ok. Żadnym innym nie udało mi sie tak łatwo i bez smug "wysmarować" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem fanką Produktów brązujących i samoopalaczy. Teraz stosuję wlasnie Vita Liberata.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na razie jestem wierna produktom Vita Liberata :) Może kiedyś na ten samoopalacz się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam podobny problem z opalenizną latem i chętnie sięgam po takie produkty. Z miłą chęcią wypróbuję tą piankę :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam jakiś taki strach przed używaniem kosmetyków samoopalających :D Niemniej jednak jestem tak biała, że chyba muszę coś zastosować :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Samoopalacze w piance są niezwykle wygodne w stosowaniu, nie zdarzyło mi się jeszcze narobić nimi plam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś nie mogę się przekonać do samoopalaczy, może kiedyś się skuszę, jak na razie nie korzystam z takich produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie pamiętam kiedy ostatnio używałam samoopalacza, szczerze mówiąc nie pamiętam czy w ogóle używałam.. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Tego rodzaju produkt w musie to dla mnie nowość :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Za taką cenę chętnie wypróbuje:) buziak:*

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jednak boję się samoopalaczy. Nie mam wprawy w nakladaniu, a skóra w plamy i smugi wygląda gorzej niż blada skóra :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kocham ich komsmetyki
    Dają naturalny, piękny kolor
    A nie jakąś wściekłą pomarańcz

    OdpowiedzUsuń
  20. Obawiam się stosowania samoopalaczy, najczęściej wybieram lekkie mgiełki samoopalające. Może się przełamię i wypróbuję. ;-)

    Pozdrawiam,
    www.kosmetykiani.pl


    OdpowiedzUsuń
  21. W życiu nie używałam samoopalacza, ale z chęcią bym jakiś wypróbowała.:)
    tzanetat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie widziałam wcześniej tego samoopalacza ale takich kosmetyków raczej nie używam. Cena zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jakoś nie przepadam za samoopalaczami, obojętnie w jakiej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Stosuję tylko samoopalacze Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jako dziecko posmarowałam się samoopalaczem, oczywiście nie rozprowadziłam go dobrze i zostały paskudne plamy. Od tamtej pory boję się go używać.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawy produkt, pierwszy raz widzę taki mus :) i ja też raczej boje się używać samoopalaczy ;D
    pozdrawiam i obserwuje!:*

    claudiyye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo rzadko sięgam po samoopalacz. Szybko łapie mnie słońce, a żeby wyrównać nierównomierną opaleniznę wystarczy mi kilka minut na słońcu. Nie wiem jak to się dzieje, ale tak już mam:)
    Fajna opcja z tą rękawicą, pamiętam, że właśnie kiedyś miałam smugi po samoopalaczu:) Ja podobna rękawicę miałam do czarnego mydła:P

    OdpowiedzUsuń
  28. Taką formę samoopalacza lubię najbardziej. =)

    OdpowiedzUsuń
  29. Też się nie opalam, ale moja skóra łatwo łapie opaleniznę od zwykłego przebywania na zewnątrz, pomimo stosowania filtrów, więc też muszę wyrównywać kolor :D W tym roku używam VitaLiberata, ale zapiszę sobie nazwę Twojego, bo też wydaje się być fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie używam takich produktów,ale pierwszy raz widzę w formie pianki

    OdpowiedzUsuń