St. Moriz Instant Tanning Mousse - Samoopalacz w musie.


Nie wiem czy wiecie ale jedną z moich zmór latem to nierówna opalenizna. Nie lubię się opalać, no chyba, że jestem nad wodą lub wakacjach. Natomiast opaleniznę łapię prawie każdego dnia na rowerze. Niektórzy z Was już wiedzą, że bardzo lubię dalekie trasy i jak to latem bywa, często są to jazdy w pełnym słońcu. Używam odpowiednie kremy z filtrami ale opalenizna z czasem się pojawia i oczywiście tylko tam, gdzie ciałko jest odkryte. Reszta niestety pozostaje biała. W zeszłym roku wspomagałam się balsamem brązującym, potem również pianką z VitaLiberata. W tym roku z pomocą przybył mi samoopalacz w musie -  St. Moriz Instant Tanning Mousse, który dotarł do mnie ze sklepu internetowego Kosmetykomania.



Samoopalacz znajduje się  w wysokiej, szczupłej, plastikowej butelce z atomizerem. Wydobywanie go nie sprawia żadnych problemów. Nic nie rozpryskuje a atomizer nie zacina się. Całość w letnim klimacie prezentuje się ładnie, a na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Przed użyciem zawsze kilkakrotnie wstrząsam opakowaniem. Ponieważ mus bardzo szybko koloryzuje skórę, nie zdecydowałam się na aplikowanie go a ciało przy pomocy rąk. Używam do tego specjalnej rękawicy, która została mi jeszcze po innej piance. Zawsze potem dokładnie ją myję i osuszam. Muss posiada brązowy kolor, konsystencję pianki oraz delikatny mydlany zapach


Po mus sięgam mniej więcej co 5 dni. Na początku smarowałam nim całe ciało, tak by nabrać delikatnej opalenizny.  Z natury niezły bladzioch jestem. Teraz gdy moje ręce i nogi nabrały rowerowej opalenizny, mus służy mi do wyrównania opalenizny. Idealnie nie jest ale lepsze to niż być tylko w połowie opalonym. Wierzcie mi, śmiesznie to wygląda. Zazwyczaj, pojedynczo, wyciskam kilka pompek musu i delikatnie ale sprawnie i przede wszystkim dokładnie rozsmarowuję go na skórze. Dzięki temu unikam smug czy nierówności. Efekt jest natychmiastowy. Nie ponawiam go, jedna warstwa sprawia,że ciało wygląda na opalone. Całość w trakcie kąpieli, peelingów, schodzi równomiernie w ciągu kilku 5/6 dni. Nie zauważyłam, by mus brudził odzież. 


Pomimo nieidealnego składu, mus nie podrażnia jak i nie uczula. Nie zauważyłam też aby kosmetyk wysuszał moją skórę. Termin przydatności to 6 m-cy od otwarcia.

Pojemność: 200ml
Cena: 20,90
Jak widzicie, cena jest bardzo przyjemna. Dostępny jest tutaj.



Cała seria St. Moriz wygląda interesująco. W sklepie Kosmetykomania znajdziecie również specjalną rękawicę do rozprowadzania wyżej opisanego musu. Jak dla mnie jest to kosmetyk wart wypróbowania. 



Komentarze

  1. zawsze boję się tych samoopalaczy..w tym roku na pewno jeszcze się nie skuszę bo mam ważne wydarzenie i nie chciałabym ryzykować pomarańczowa skórą czy smugami..ale za rok to już na pewno na coś się suszę :-) czytałam już dużo dobrego o tej marce i być może tu tutaj znajdę mój pierwszy samoopalacz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie takie samoopalacze są świetne latem, jako dopełnienie a nie jako jedyna opalenizna :)

      Usuń
  2. Po samoopalacze praktycznie w ogóle nie sięgam. Ostatnio jednak bardzo intrygują mnie te produkty w piance. Na temat tej marki odnalazłam już wiele pozytywnych opinii więc produkt wydaje się być naprawdę wartym wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtym roku skusiłam się na olej marchwiowy ale strasznie brudził :/

      Usuń
  3. Wydaje się być podobny do Vita Liberaty. Fajnie, ze jest brązowy, ja wczoraj otworzyłam taką piankę-muss z Lirene. Jest biały więc trudniej o rownomierną aplikację. Skonczyło sie to na koszuli z długim rękawem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheheh to współczuję. Tak bardzo podobny do Vita Liberata. Rożni je jednak skład a co za tym idzie cena.

      Usuń
  4. Fajny ten mus, jednak w tej kategorii stawiam na produkty Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh, nie jestem fanką samoopalaczy, bo co bym nie robiła, zawsze wydaje mi się, że wychodzą mi jakieś nierówne plamy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie lepiej spisują się właśnie takie pianki niż balsamy samoopalające.

      Usuń
  6. super, że "opalenizna" schodzi równomiernie, efekt jest fajny ja używam lotionów z vota liberata, a piankę mam w zapasie. w ogóle nie opalam się naturalnie a właśnie takimi kosmetykami

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiele słyszałam na temat tego produktu, ale nigdy się nie zdecydowałam by go kupić :) Nogi... nogi masz grzechu warte :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Raz jeden skorzystałam i to był jedyny samoopalacz, ktory na mojej skórze zachowywał sie na prawdę ok. Żadnym innym nie udało mi sie tak łatwo i bez smug "wysmarować" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem fanką Produktów brązujących i samoopalaczy. Teraz stosuję wlasnie Vita Liberata.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na razie jestem wierna produktom Vita Liberata :) Może kiedyś na ten samoopalacz się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam podobny problem z opalenizną latem i chętnie sięgam po takie produkty. Z miłą chęcią wypróbuję tą piankę :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam jakiś taki strach przed używaniem kosmetyków samoopalających :D Niemniej jednak jestem tak biała, że chyba muszę coś zastosować :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Samoopalacze w piance są niezwykle wygodne w stosowaniu, nie zdarzyło mi się jeszcze narobić nimi plam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś nie mogę się przekonać do samoopalaczy, może kiedyś się skuszę, jak na razie nie korzystam z takich produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie pamiętam kiedy ostatnio używałam samoopalacza, szczerze mówiąc nie pamiętam czy w ogóle używałam.. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Tego rodzaju produkt w musie to dla mnie nowość :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Za taką cenę chętnie wypróbuje:) buziak:*

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jednak boję się samoopalaczy. Nie mam wprawy w nakladaniu, a skóra w plamy i smugi wygląda gorzej niż blada skóra :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kocham ich komsmetyki
    Dają naturalny, piękny kolor
    A nie jakąś wściekłą pomarańcz

    OdpowiedzUsuń
  20. Obawiam się stosowania samoopalaczy, najczęściej wybieram lekkie mgiełki samoopalające. Może się przełamię i wypróbuję. ;-)

    Pozdrawiam,
    www.kosmetykiani.pl


    OdpowiedzUsuń
  21. W życiu nie używałam samoopalacza, ale z chęcią bym jakiś wypróbowała.:)
    tzanetat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie widziałam wcześniej tego samoopalacza ale takich kosmetyków raczej nie używam. Cena zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jakoś nie przepadam za samoopalaczami, obojętnie w jakiej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Stosuję tylko samoopalacze Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jako dziecko posmarowałam się samoopalaczem, oczywiście nie rozprowadziłam go dobrze i zostały paskudne plamy. Od tamtej pory boję się go używać.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawy produkt, pierwszy raz widzę taki mus :) i ja też raczej boje się używać samoopalaczy ;D
    pozdrawiam i obserwuje!:*

    claudiyye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo rzadko sięgam po samoopalacz. Szybko łapie mnie słońce, a żeby wyrównać nierównomierną opaleniznę wystarczy mi kilka minut na słońcu. Nie wiem jak to się dzieje, ale tak już mam:)
    Fajna opcja z tą rękawicą, pamiętam, że właśnie kiedyś miałam smugi po samoopalaczu:) Ja podobna rękawicę miałam do czarnego mydła:P

    OdpowiedzUsuń
  28. Taką formę samoopalacza lubię najbardziej. =)

    OdpowiedzUsuń
  29. Też się nie opalam, ale moja skóra łatwo łapie opaleniznę od zwykłego przebywania na zewnątrz, pomimo stosowania filtrów, więc też muszę wyrównywać kolor :D W tym roku używam VitaLiberata, ale zapiszę sobie nazwę Twojego, bo też wydaje się być fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie używam takich produktów,ale pierwszy raz widzę w formie pianki

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Copyright © 30plus blog