Ogrzód warzywny | warzywa oraz owoce | podsumowanie sezonu oraz plany na rok 2026

Mój ogród to nie tylko miejsce uprawy warzyw i owoców. To przestrzeń, w której uczę się życia w rytmie natury, z jej obfitością, ale i z jej kaprysami. Jest ważny dla mnie, mojej rodziny i naszych psów. To nasza wspólna przystań, miejsce odpoczynku, emocjonalnego wsparcia, wyciszenia, ale też ciężkiej, fizycznej pracy. Pracy z ziemią, którą od pięciu lat staram się odbudowywać i wzmacniać, aby była coraz zdrowsza, bardziej żywa i pełna energii. 

Gleba jest sercem tego ogrodu. Kiedy zaczynałam moją przygodę z uprawami, była to najgorszej klasy gleba, zanieczyszczona odpadami budowlanymi. Traktuję ją jak żywy organizm, karmiony, chroniony i słuchany. Z roku na rok widzę, jak się zmienia: staje się bardziej pulchna, bogata, pełna zapachu i drobnego życia ukrytego pod powierzchnią. Praca z nią to proces, który nie zna skrótów. To cierpliwość, uważność i zgoda na to, że natura zawsze ma ostatnie słowo.

Uwielbiam moment, gdy wszystko zaczyna się od nasionka. Maleńkiego, niepozornego, a jednak pełnego potencjału. Od siewu, przez sadzonki, aż po pierwsze zbiory – to droga, która uczy pokory i zaufania. Nie wszystko zawsze wychodzi, ale każda próba zostawia po sobie doświadczenie. 

Moim absolutnym numerem jeden są pomidory oraz papryczki🍅🌶
To moja wielka pasja. W zeszłym roku uprawiałam około czterdziestu różnych odmian, różnorodnych w smaku, kolorze i wielkości. Rosły w szklarni i w ogrodzie, karmione tą samą ziemią i słońcem. Z pomidorów wraz z papryką, którą kochamy w wersji słodkiej, ostrej i bardzo ostrej, powstają domowe sosy i przetwory. Smaki lata, które zostają z nami na długie zimowe miesiące. Tydzień temu wysiewam te najostrzejsze odmiany, a w lutym wysieję lekko ostre odmiany. Z początkiem marca co roku wysiewam pomidory.

 






Ogromną radość sprawia mi też uprawa dyni i cukinii. Mam różne odmiany, każda inna, każda na swój sposób wyjątkowa. Z nich również powstają sosy i inne przetwory, które później goszczą na naszym stole. To warzywa, które dają poczucie obfitości i sytości – dosłownie i w przenośni.

Nie wszystko jednak przychodzi łatwo. Marchew i pietruszka wciąż uczą mnie pokory. Zbiory są, ale nie na tyle duże, by wystarczyły na zimowe zapasy. Ogórki też bywają kapryśne – raz dają piękne plony, innym razem mniej. Szczególnie uwielbiam te długie odmiany, a prawdziwym odkryciem był dla mnie ogórek melonowy – przepyszny, delikatny w smaku. Nie może tez zabraknąć słodkiej kukurydzy,która przerasta jakością swym smakiem i soczystością, te które zakupicie w supermarketach.

 



W zeszłym roku postawiłam na większą różnorodność buraków – także tych kolorowych. Są fantastyczne na surowo, cudowne po upieczeniu w piekarniku, zwłaszcza w towarzystwie jogurtowo-czosnkowego sosu. To jedna z tych upraw, które pokazują, jak bardzo warto eksperymentować.

Co roku sadzę ogrom czosnku i cebuli – i to są zapasy, które zazwyczaj wystarczają aż do wiosny. W moim domu gotuje się codziennie, a korzystanie z własnych warzyw daje ogromną satysfakcję i poczucie samowystarczalności.

 


 

Uprawiam również fasolę – karłową i tyczną. Przez dobre trzy miesiące mamy ją niemal codziennie na talerzu. Warzywa kapustne w tym roku nie były dla mnie łaskawe, ale mimo wszystko mieliśmy własną kapustę i kalafior. Szparagi natomiast postanowiły się zbuntować i tym razem nie trafiły na nasz stół.

Za to bób obrodził przepięknie, a przez kilka miesięcy zajadaliśmy się różnorodnymi sałatami – w wielu kolorach i o różnych konsystencjach. Musztardowiec towarzyszył nam zarówno wczesną wiosną, jak i późną jesienią. Uwielbiamy nowalijki, a szpinak co roku gości w ogrodzie w ogromnych ilościach.

 

 


Tegoroczna pogoda – chłodna, deszczowa wiosna i umiarkowane lato – nie sprzyjała bakłażanom, które niestety się nie udały. Za to idealnie wpłynęła na rabarbar oraz drzewka owocowe. Jabłka były pyszne i piękne, zjedliśmy też sporo śliwek. Jeżyn mieliśmy wręcz za dużo – powstały z nich soki, dżemy, lody, a reszta trafiła do zamrażarki.

 




W tym sezonie ogromnym, pachnącym sukcesem okazały się melony 🍈
Udały się wyjątkowo – były duże, słodkie i niezwykle aromatyczne. Zapach dojrzałych owoców unosił się w całej szklarni, jakby lato chciało zaznaczyć swoją obecność wszystkimi zmysłami naraz. To były te chwile, kiedy wchodząc do środka, człowiek od razu się uśmiechał.

Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. Arbuzy nie miały w tym roku łatwo – młode owoce padły ofiarą ślimaków. To jedna z tych lekcji, które przypominają, że ogród nie należy tylko do nas. Trzeba się z nim dzielić, czasem bardziej, niż byśmy chcieli.



Owocowy sezon był za to bardzo obfity. Mieliśmy dużo czarnej i czerwonej porzeczki, z których powstały aromatyczne sosy typu chutney – idealne do wytrawnych dań. Agrest również pięknie obrodził i cieszył swoją kwaskowatością.

Największym zaskoczeniem i prawdziwym sukcesem okazało się jednak winogrono 🍇
Odmiany wielkoowocowe, dokładnie takie, jakie widzimy w sklepach. Tak – można je uprawiać w ogrodzie, pod warunkiem wyboru odmian mrozoodpornych. Widok dorodnych kiści był ogromną radością i potwierdzeniem, że cierpliwość i obserwacja naprawdę się opłacają.

 



 

W tym roku mieliśmy nieco mniej truskawek – krzaczki domagają się odmłodzenia, co już jest w planach na kolejny sezon. Borówki natomiast bardzo smakowały ptakom, które regularnie nas w nich wyręczały. I choć czasem budzi to frustrację, jest też dowodem na to, że ogród tętni życiem i przyciąga innych mieszkańców. Posadziłam też dwa nowe drzewka wczesnej czereśni.

 




W tym roku mój ogród przeszedł także dużą przebudowę. To był czas intensywnej pracy, planowania i zmieniania tego, co przez lata się wypracowało. Udało mi się zdobyć obornik koński bardzo dobrej jakości, a na kompost zebrałam ogromne ilości liści z ogrodów moich sąsiadów. Z tego wszystkiego powstaje teraz nowa ziemia – żywa, bogata, pełna przyszłych możliwości. To jeden z tych momentów, kiedy najbardziej czuć, że ogród to proces, a nie skończone dzieło.

Rozszerzyłam również część owocową. Zakupiłam trzy nowe odmiany winogrona, z nadzieją na kolejne piękne zbiory w przyszłych latach. Borówki dostały nowe, większe pojemniki, aby mogły się swobodniej rozwijać. W ogrodzie pojawiła się także morela, dwie figi oraz nowe minikiwi. Po kilku latach czekania wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie doczekamy się w końcu pierwszych własnych owoców minikiwi – to bardzo wyczekiwany moment.

 


Kilka dni temu obchodziłam urodziny i ten czas stał się symbolicznym momentem na kolejny krok do przodu. Z tej okazji zamówiłam nowe kwiaty do ogrodu oraz nasiona warzyw. To mój sposób na świętowanie – inwestowanie w przyszłość, w kolejne sezony, w życie, które dopiero się wydarzy.



Mój ogród wciąż się zmienia. Dojrzewa, regeneruje się i rośnie razem ze mną. I wiem, że najlepsze w nim jest to, że nigdy nie będzie  ukończony. 🌱

Ten ogród uczy mnie, że nie chodzi o perfekcję. Chodzi o relację. O obserwowanie, próbowanie, czasem odpuszczanie. O brudne ręce i spokojną głowę. O wdzięczność za to, co się udało i akceptację tego, co nie przyszło w danym sezonie. Nie jest on niestety duży, więc za każdym razem wszystko muszę dobrze przemyśleć Gdzie co posadzić, jakie rośliny lubią się nawzajem, co im nie zaszkodzi i co jak przyciąć aby nie zajmowało zbyt dużo miejsca. Jakby nie było, cieszę się na ten nowy sezon i mam nadzieję, że pogoda będzie łaskawa.

Magdalena

 




Komentarze

  1. Ale cudne zbiory! Pracy wymaga to wszystko, ale ile satysfakcji i radości z plonów :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Copyright © 30plus blog