Kanu Nature Peeling do Ciała Magnolia z Bławatkiem – mój mały rytuał slow beauty

Zimą wieczorne kąpiele smakują zupełnie inaczej. Gdy za oknem jest chłodno, szaro i szybko zapada zmrok, nic nie sprawia takiej przyjemności jak ciepła woda, cisza i chwila tylko dla siebie. To moment, w którym możemy zwolnić, odetchnąć po całym dniu i zadbać nie tylko o ciało, ale też o głowę. Zimowa pielęgnacja nabiera wtedy szczególnego znaczenia – skóra potrzebuje więcej troski, nawilżenia i ochrony przed mrozem oraz suchym powietrzem. Właśnie w takie wieczory najchętniej sięgam po kosmetyki, które zamieniają zwykłą kąpiel w mały rytuał relaksu i domowe SPA.

Coraz częściej łapię się na tym, że w pielęgnacji czasami nie szukam już tylko działania, ale chwili dla siebie. Momentu, w którym mogę zwolnić, odciąć się od codziennego pośpiechu i skupić wyłącznie na sobie. Właśnie w takie wieczory sięgam po peelingi do ciała, a Kanu Nature Peeling do Ciała Magnolia z Bławatkiem idealnie wpisuje się w ten spokojny, relaksujący rytuał.

 

 

Już na etapie otwierania opakowania widać, że mamy do czynienia z kosmetykiem inspirowanym naturą. W słoiczku wyraźnie oddziela się faza olejowa od solnej, a całość uzupełniają suszone kwiaty bławatka, które nadają peelingowi wyjątkowego charakteru. To jeden z tych produktów, które nie tylko działają, ale też po prostu cieszą oko. Przed użyciem należy dokładnie wymieszać zawartość, ten moment stał się dla mnie częścią rytuału, takim symbolicznym przygotowaniem do chwili relaksu. Zapach to coś, na co zwracam ogromną uwagę w kosmetykach do ciała. Tutaj magnolia gra główną rolę i robi to naprawdę pięknie. To jeden z tych zapachów, które sprawiają, że chce się zostać pod prysznicem chwilę dłużej.

 


 

Peeling ma bogatą, olejową konsystencję, w której wyraźnie czuć drobinki soli. Najlepiej sprawdza się nakładany na wilgotną, umytą skórę. Podczas masażu sól skutecznie złuszcza martwy naskórek, a oleje dbają o to, by skóra nie była podrażniona ani ściągnięta. Peeling nie jest agresywny, ale zdecydowanie skuteczny, idealny balans pomiędzy oczyszczaniem a pielęgnacją. Po spłukaniu peelingu skóra jest wyjątkowo gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Dzięki olejowej bazie bogatej w witaminę E pozostaje na niej delikatna warstwa ochronna, która chroni przed utratą wilgoci. To ogromny plus, zwłaszcza wtedy, gdy nie mamy ochoty na dodatkowe etapy pielęgnacji. Uwielbiam to, że nie muszę sięgać po balsam, skóra jest już odpowiednio nawilżona i odżywiona, a uczucie komfortu utrzymuje się przez długi czas.

 


Peeling jest odpowiedni do każdego rodzaju skóry, szczególnie dla osób, które lubią olejowe formuły i intensywne wygładzenie. Warto jednak pamiętać, aby nie stosować go na podrażnioną skórę. To kosmetyk, który idealnie wpisuje się w ideę slow beauty. Łączy skuteczność z przyjemnością stosowania, piękny zapach z realną pielęgnacją, a codzienny prysznic zamienia w chwilę tylko dla siebie. Znalazłam go w wyjątkowej edycji pudełka kosmetycznego Pure Beauty z serii by HUSHAAABYE#9, które dotarło do mnie  w ramach współpracy.

Styczeń to miesiąc wyjątkowy, mroźny, spokojny i pełen drobnych przyjemności. Dni powoli stają się coraz dłuższe, a zimowe spacery, skrzypiący pod butami śnieg i rześkie powietrze potrafią naprawdę poprawić nastrój. To idealny czas, by zwolnić tempo, zadbać o siebie i docenić małe rytuały, które umilają chłodne, zimowe dni. Ciepła kąpiel, ulubiony peeling i chwila spokoju potrafią zdziałać cuda, nie tylko dla skóry, ale i dla samopoczucia.

 

Magdalena

 

 

Komentarze

Obserwatorzy

Copyright © 30plus blog