środa, 26 lutego 2014

Oliwkowe mydło nawilżające z masłem kakaowym i miętą BIOselect.


Jak wiecie uwielbiam naturalne  mydła w kostce i zawsze jedno lub dwa są w łazience w mydelniczkach . Używam ich prawie każdego dnia , dla mnie są świetne zarówno pod prysznic jak i do kąpieli. Ale nie zawsze tak było, kiedyś mydła kojarzyły mi się tylko z tymi które możemy znaleźć w każdej mniejszej lub większej drogerii a te niestety zawsze wysuszały skórę .Wszystko zmieniło się poznałam naturalne mydełka , miałam ich już sporo i jak dotąd nie trafiłam na takie które by przesuszałoby moją skórę. Dziś będzie o mydełku które trafiło do mnie już jakiś czas temu ale czekało na swoją kolej, nie lubię używać jednocześnie dwóch mydeł, kremów do twarzy czy balsamów. Za kolejny kosmetyk  zabieram się dopiero jak wykończę pierwszy. Ostatnio kąpiele umilało mi Oliwkowe mydło nawilżające z masłem kakaowym i miętą.


Od producenta: Naturalne roślinne mydło tradycyjnie wytwarzane z oliwy z oliwek, masła kakaowego i mięty. Sprawdza się doskonale do oczyszczania twarzy i całego ciała. Delikatnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i sebum, jednocześnie nie zaburzając jej równowagi lipidowej. Mydło zawiera nawilżające oleje: palmowy i kokosowy. Pozostawia skórę czystą, miękką, nawilżoną i jedwabistą w dotyku. Nie zawiera sztucznych barwników i substancji zapachowych, etoksylatów, glikolu propylenowego, PEG-ów, pochodnych ropy naftowej, silikonów oraz kontrowersyjnych konserwantów (m.in. parabenów, Disodium EDTA, Imidazolidinyl Urea).

Mydełko używałam kilka razy w tygodniu , podczas wieczornej kąpieli . Ostatnie dwa tygodnie mydło używałam każdego dnia, myłam nim całe ciało oraz twarz. Mydełko bardzo dobrze się pieni , dzięki temu mycie jak najbardziej należy do przyjemnych. Mydło ma lekko miętowy zapach , na początku myślałam że zapach będzie  silniejszy ponieważ wąchając mydło z opakowania,  był on o wiele silniejszy. Mydło bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie podrażnia i co ważne nie wysusza skóry. Polubiłam je również ja jego skład. Mydło dla mnie należy raczej do średnio wydajnych , wystarczyło mi na około miesiąc użytkowania . Zaznaczm jednak ,że używałam go " na bogato" :)  Świetnie nadaję się również do szczotkowania ciała jak i jego masażu przy pomocy rękawicy. Mimo ,iż mydełko ma właściwości nawilżające ja po każdym zastosowaniu stosowałam balsam lub masełko do ciała. Mydło zapakowane było w kartonik.
Skład: Olea Europaea (Olive) Fruit oil*, Elais guineensis (Palm) Fruit Oil*, Cocos nucifera (coconut) oil*, Aqua (Water), Sodium Hydroxide, Aloe Barbadensis extract (Aloe Vera extract)*, Theobroma cacao butter (cacao butter)*, Mentha piperita (peppermint) oil*, Origanum Dictamnus (Dictamus) extract*, * pochodzące z upraw organicznych

Waga: 80g
Cena: ok 13 zł  

Chętnie wypróbowałabym inne mydełka z BIOselect , na pewno skuszę się na kolejone  przy okazji jakiejś promocji ;) 

 


poniedziałek, 24 lutego 2014

Nowości: drobny zakup, prezent , wygrana oraz współpraca :)



Po półtorej miesiąca zakupowej posuchy wreszcie wybrałam się na kosmetyczne zakupy i... nie zaszalałam. Oj wiele kosmetyków korciło by je zakupić, na wiele  z nich miałam chęć ale górę wziął rozsądek i kupiłam tylko jedną rzecz. Od jakiegoś czasu staram się nie kupować na zapas lub pod wpływem emocji. Staram się nie robić kosmetycznych zapasów . Gdy kosmetyk jest ok, tzn nie podrażnia nie uczula i nie męczę się w jego używaniu zostaje ze mną aż dobije dna. W ten oto sposób mam mało kosmetyków , minusem tego jest fakt ,że pojawia się troszkę mniej postów niż na początku na blogu, jednak nie chcę używać od razu 3 balsamów czy kremów do twarzy i po 2 tygodniach zabierać się za pisanie recenzji. Drugim powodem kupowania z rozsądkiem jest fakt , iż  najpierw muszę popłacić raty, rachunki , zakupić jedzenie itd. a dopiero potem myślę ile mogę przeznaczy  na tego typu przyjemności. Nie ukrywam ,iż kupowanie kosmetyków w tym dla mnie zupełnie nowych sprawia mi ogromną przyjemność no ale co zrobić ... czasami trzeba sobie odmówić. No ale często wyjątkiem jest trafienie na super promocje jak np ta z kosmetykami Nonique.  Wracając do nowości oto co wpadło ostatnio w moje łapki: 
 
Oto mój drobny zakup, tonik oczyszczający z Fitomed. Kupiłam go w aptece zielarskiej . Zamierzam używać głównie  na strefę T . Zapłaciłam 9,50 . O firmie czytałam wiele dobrego , jestem ciekawa jak sprawdzi się u mnie. Chciałabym krem oraz maseczkę z tej firmy niestety stacjonarnie nie idzie ich kupić.

 Prezent który otrzymałam na walentynki . Krem do ciała Lumene - w cenie 29 zł oraz pianka do mycia twarzy Himalaya - w cenie 20 zł. :) Piankę używam już od kilku dni i jak na razie bardzo się  z nią polubiłam. 


Wygrana w walentynkowym konkursie organizowanym przez sklep internetowy BioUroda 24 www.biouroda24.pl

Paczuszka przybyła pięknie zapakowana , znalazłam również ulotki odnośnie firmy GoCranberry oraz dwie próbki. Kosmetyki z GoCranberry kusiły mnie od dłuższego czasu, przeczytałam o nich wiele dobrego także bardzo ucieszyłam się  z tej wygranej. Wygrana zawierała : Ochronny krem z ekstraktem z żurawiny i panthenolem oraz krem do stóp :) 

W  sklepie  BioUroda 24 znajdziecie dużo wspaniałych naturalnych kosmetyków, obecnie na wiele  z nich trwa promocja. Zapraszam serdecznie również na stronę biouroda24.blogspot.com . Dziękuję jeszcze raz za tak wspaniałą przesyłkę i za przemiły kontakt. 




i na koniec współpraca ze sklepem internetowym Super Koszyk www.superkoszyk.pl. Otrzymałam od sklepu voucher na kwotę 50 zł i mogłam wybrać to co mnie zainteresowało. W sklepie znajdziemy bardzo dużo polskich kosmetyków dla całej rodziny jak i chemię gospodarczą. Ponieważ prowadzę bloga kosmetycznego zdecydowałam się tylko na kosmetyki. 


Wybrałam : Krem do mycia twarzy Dr Irena Eris Cleanology w cenie 38,81 oraz dwa lakiery do paznokci Eveline Mini Max w cenie 5,26 . Jeden z nich mam właśnie na paznokciach i jestem nim zachwycona. Dorzucono tez gratisy w tym płyn micelarny do makijażu.


Wszystko dotarło bardzo szybko kurierem, paczuszka była dobrze zabezpieczona. Porównałam ceny wielu kosmetyków i na prawdę idzie tam kupić kosmetyki taniej a wysyłka kurierem kosztuje niecałe 10 zł , także jeśli nie macie dostępu do pewnych kosmetyków to jak najbardziej warto zrobić zakupy na takiej stronie. Jest to tez super rozwiązanie dla osób które z jakiejś przyczyny nie mogą wyjść z domu. 




To wszystko , jak widzicie jak na 1,5 miesiąca nowości za wiele nie ma ale nie smucę się tym. Zbliża się marzec i planuję zakupu z kolorówki :) 

 U mnie kolejny słoneczny wspaniały wiosenny dzień :) 

piątek, 21 lutego 2014

NONIQUE Tonik do twarzy Anti Aging .



Dziś będzie o drugim kosmetyku firmy NONIQUE , które zakupiłam pod koniec grudnia . Jako pierwszy opisałam żel pod prysznic  z serii Tropic klik. Niestety z niego nie byłam zadowolona ze względu na bardzo słabą wydajność . A jak będzie dzisiaj? Poniżej możecie poczytać o Toniku do twarzy z serii Anti Aging .


Od producenta: Anti Aging tonik do twarzy usuwa zanieczyszczenia cery a zarazem ją pielęgnuje. Umożliwia to wysoka zawartość Aloe Vera. Ponieważ na naszą cerę oddziałuje wiele negatywnych czynników, należy ją przed następną pielęgnacją dokładnie oczyścić.
BIO owoce granatu -wpływają korzystnie na regenerację skóry i zapobiegają jej wysuszaniu. 
BIO owoce Noni - działa przeciwstarzeniowo i redukuje powstałe objawy starzenia się skóry. Z uwagi na swoje właściwości lecznicze jest sercem NONIQUE.
BIO owoce Açai - dodaje skórze nowe życie i utraconą siłę. Dzięki działaniom przeciwutleniającym chroni skórę przed szkodliwymi wpływania otoczenia.
BIO Aloe VeraJest - znana z właściwości nawilżających, przeciwzapalnych, Chroni i działa kojąco na skórę. Przeznaczona dla suchej skóry.
Tonik do twarzy Anti Aging z BIO liśćmi Noni, BIO Aloe Vera, BIO owocem granatu oraz z BIO owocami Açai do wszystkich rodzajów skóry. Bez zawartości oleju. Nuty zapachowe: maliny, owoce granatu i Açai.


Muszę przyznać że grafika opakowań jest bardzo kusząca i jak najbardziej zachęca do sięgnięcia po te kosmetyki. Tonik znajduje się w małej plastikowej poręcznej buteleczce. Zapach jest słodkawy co bardzo mnie zaskoczyło , przypomina mi on trochę owocowe gumy do żucia. Zapach jest przyjemny jednak mi na początku trudno było się do niego przekonać ponieważ nie kojarzył mi się z oczyszczaniem i świeżością. Teraz w żaden sposób nie jest to dla mnie minusem jeśli chodzi  jego stosowanie. Tonik stosuję od 7 tygodni każdego dnia rano . Jak dla mnie jest on wydajny, zostało mi jeszcze 1/4 buteleczki. Ze względu na jego słodkawy zapach na początku miałam wrażenie tudzież obawiałam się czy na skórze po zastosowaniu nie będzie pozostawać jakaś lepka warstwa, nic bardziej mylnego. Tonik bardzo szybko się wchłania i tak jak krem do twarzy z tej serii ( o którym w innym poście ) lekko matuje moją twarz. Tonik faktycznie sprawia ,iż skóra mojej twarzy tak szybko się nie przesusza, w ciągu dnia nie odczuwam już efektu ściągania skóry. Dobrze też usuwa zanieczyszczenia skóry co widzę każdego dnia rano na waciku.

 
 Jak widzicie tonik ma bardzo fajny skład. Jest to kosmetyk wegański.
* z upraw ekologicznych
** naturalne olejki eteryczne
*** 
środek konserwujący

Stosowanie tego toniku jak najbardziej należy do przyjemnych,  jestem z niego zadowolona. Chciałabym aby te kosmetyki były tańsze  jak i bardziej dostępne. 

Pojemność: 100ml
Cena: ok 20 zł ( ja zapłaciłam 9,90 )







wtorek, 18 lutego 2014

Celia - Mleczko do oczyszczania twarzy i demakijażu oczu.


Dziś o kosmetyku który dotarł do mnie już kilka miesięcy temu ale musiał czekać na swoją kolej . W grudniu pisałam Wam jak wygląda mój demakijaż klik , jak wiecie do demakijażu oczu wolę używać mleczka, natomiast do reszty twarzy preferuję micerale, toniki lub hydrolaty. W demakijażu oczu , mleczka są jak dla mnie łagodniejsze .  Na początku lutego skończyło mi się mleczko ogórkowe z Ziaja i tak oto sięgnąłem po zapasy, a dokładnie po  Mleczko do oczyszczania twarzy  i demakijażu oczu firmy Celia.


Od producenta: Delikatne mleczko oczyszczająco-regenerujące. Dokładnie usuwa zanieczyszczenia oraz makijaż z twarzy i oczu, pozwalając skórze swobodnie oddychać. Dzięki zawartości kolagenu odbudowuje strukturę skóry i wygładza zmarszczki. Zapewnia odpowiednie nawilżenie naskórka i wspomaga jego regenerację. Ekstrakt ze świetlika wpływa na skórę łagodząco i odprężająco. Sposób użycia: Nasączyć wacik mleczkiem i delikatnie rozprowadzić na skórze. Powtarzać czynność zmieniając waciki, aż nie będzie na nich śladu zanieczyszczeń. Stosować rano i wieczorem do każdego rodzaju cery. 


Mleczko używałam przez ostatnie dwa tygodnie i dłużej nie zamierzam. Ale po kolei. Kosmetyk ma dość przyjemny , delikatny zapach . Konsystencja jak dla mnie jest zbyt rzadka , za każdym razem mleczko wylewało mi się z wacika . Miałam nawet problem ze zrobieniem zdjęcia by pokazać jego konsystencje na ręce, po prostu od razu spływało. W miarę dobrze spełnia swoją funkcję w zmywaniu makijażu jednak pod tym względem o wiele bardziej wolę mleczko  z Ziaja. Mimo ,iż producent obiecuje delikatne oczyszczanie z makijażu , jak dla mnie jest wręcz przeciwnie. Mleczko szczypie i podrażnia. Nie mam tu na myśli tylko szczypania gdy kosmetyk niechcący dostanie się do oka . Szczypie skóra wokół oka , piecze  nawet jak  makijaż usuwam wacikiem bardzo delikatnie . Sama nie wiem jak ja mogłam wytrzymać z nim dwa tygodnie.


O mleczku przeczytałam wiele pozytywnych recenzji, u mnie jednak całkowicie się nie sprawdziło . Już dawno nic nie wyszczypało mi tak skóry wokół oczu :/ A do wrażliwców jeśli chodzi o skórę wokół oczu nie należę.
 
 
Pojemność: 200 ml
Cena: ok 6 zł 




sobota, 15 lutego 2014

Gliss Kur - expresowa odżywka regeneracyjna z kompleksem z płynną keratyną dla włosów suchych i zniszczonych.



Mgiełki do włosów rzadko  u mnie goszczą , niestety zawsze trafiałam  na taką co obciąża moje włosy . A te  z natury są cienkie i delikatne i mało fajnie reagowały na odżywki bez spłukiwania. O mgiełkach z Gliss Kur czytałam same pozytywy więc uległam i skusiłam na zakup. Wybrałam expresową odżywkę regeneracyjną z kompleksem z płynną keratyną dla włosów suchych i zniszczonych.


Od producenta: Ekspresowa odżywka Gliss Kur w sprayu wygładza powierzchnię suchych i zniszczonych włosów i sprawia, że włosy wyjątkowo łatwo się rozczesują, nabierają elastyczności i połysku. Można ją stosować na suche lub mokre włosy. Zawiera kompleks Scan Repair z 19 aktywnymi składnikami i systemem regeneracji komórek, który rozpoznaje potrzeby włosów i skutecznie regeneruje zniszczone miejsca nie obciążając zdrowych partii włosa nadmierną pielęgnacją. Bez spłukiwania.


Odżywka znajduję się w przyjemnej dla oka plastikowej butelce z atomizerem. Spryskując nią włosy otrzymujemy miłą delikatną mgiełkę. Przed zastosowaniem trzeba wstrząsnąć odżywką w celu wymieszania obu warstw kosmetyku.  Zapach jest bardzo ładny , przez jakiś czas utrzymuje się na włosach. Pod tym względem stosowanie kosmetyku należy do przyjemnych. Odżywkę używam mniej więcej dwa razy w tygodniu , na moje włosy wystarczają trzy, cztery psiknięcia. Używam zarówno na mokre jak i suche włosy jednak dla mnie o wiele lepiej sprawuje się na włosach mokrych. Odżywka z pewnością pomaga w rozczesywaniu moich włosów jednak jeśli miałabym wybierać pomiędzy nią a odżywką ze spłukiwaniem pod tym względem to jednak wybieram tą drugą. Odżywka nie obciąża moich włosów ale tylko wtedy gdy jest użyta w małej ilości i tylko raz pomiędzy pierwszym a kolejnym myciem włosów. I na tym jak dla mnie kończą się jej plusy . Niestety odżywka sprawia ,iż moje włosy mocniej się elektryzują szczególnie gdy jest stosowana na suche włosy.  Nie zauważyłam jakiejkolwiek poprawy jeśli chodzi o stan moich włosów.

Skład: Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Lactic Acid, Polyquaternium-16, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Cetrimonium Chloride, Glicerin, Panax Ginseng Root Extract, Arginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, PEG-12 Dimethicone, Polyquaternium-11, Niacinamide, Ornithine HCI, Citrulline, Biotin, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Dimethiconol, Centyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Perfum, Sodum Benzoate, Phenoxyethanol, Linalool Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene, CI 15985, CI 16255

Pojemność: 200 ml
Cena: ok 13 zł

Odżywka z Gliss Kurs ma swoje plusy jak i minusy. Niestety ładny zapach to dla mnie  za mało by skusić się na kolejną odżywkę  z tej serii. 









wtorek, 11 lutego 2014

Naturalne masło kawowe .



Na święta spotkała mnie miła niespodzianka i dowiedziałam się , że otrzymam jedną ze świątecznych przesyłek na blogu  Lili Naturalna odnośnie Wielkiego Świątecznego Lili Konkursu . W przesyłce znajdowało się między innymi masło kawoweMasła uwielbiam a do tego bardzo lubię domowe peelingi z kawy, także tego typu masełko, do tego naturalne jak najbardziej mnie ucieszyło.


Od producenta: Masło kawowe ma działanie nawilżające, zmiękczające i przeciwzapalne. Dzięki zawartości kofeiny pobudza krążenie w naskórku, tym samym poprawia odżywianie przez krew, zapobiega obrzękom, zmniejsza widoczność cellulitu.
Ze względu na rozkład kwasów tłuszczowych nasyconych (ok.25%) i wielonienasyconych (do ok.75%) masło kawowe ma działanie osłaniające i ochronne na skórę – tworzy na jej powierzchni warstwę zapobiegającą odparowaniu wody z naskórka. Masło kawowe zawiera kofeinę, która jest silnym antyoksydantem - zwalcza wolne rodniki i opóźnia starzenie się skóry. Intensywny zapach pobudza umysł prawie tak dobrze jak filiżanka małej czarnej. Masło kawowe aplikowane pod w okolicy oczu może zmniejszać poranną opuchliznę i rozjaśniać cienie. Masełko ma dość szerokie zastosowanie , o wszystkim możecie poczytać tutaj Maslo-kawowe - sklep Blisko Natury


Masło znajduje się w plastikowym opakowaniu , jak widzicie szału nie ma . Co jednak ważne,  nie miałam żadnych problemów z wydobywaniem kosmetyku jak i z otwieraniem pojemniczka. 
Masło ma świetny skład: Coffe Arabica Seed Oil, Hydrogenated Vegetable Oil .


Konsystencja masła jest zbita i treściwa . Mimo wszystko jest dość miękkie i nie ma problemu z nabieraniem go na palce. Bez problemu topi się w naszych dłoniach  , zanim zacznę wsmarowywać je w ciało najpierw rozcieram je w dłoniach. W porównaniu do drogeryjnych masełek , naturalne rozmasowuje się troszkę trudniej jednak dla mnie to nie problem. Ja masło stosuję dwa razy w tygodniu , wieczorem po kąpieli , smaruję nim całe ciało oprócz twarzy oraz szyi . Masło na ciele zachowuje się dokładnie tak samo jak oleje także przez zakupem musicie liczyć się z tym ,iż będzie się wolno wchłaniać . Jak dla mnie nawet po kilku godzinach na ciele wyczuwalna jest jeszcze tłusta warstewka. Zapach jest świetny, naturalny , jest to zapach świeżej zmielonej , tudzież zaparzonej kawy . Długo utrzymuje się na ciele.


Masełko czasami dodaje kąpieli, tak jak wcześniej robiłam to  z masłem kakaowym. Po takiej kąpieli nie musicie już stosować maseł czy balsamów na ciało. Jeśli nie lubicie wolno wchłaniającego się kosmetyku ta wersja korzystania z masła będzie dla was przyjemniejsza.  Skóra po zastosowaniu  masła jest bardzo przyjemna w dotyku, jestem bardzo mile zaskoczona jak dobrze ono oddziałuje na moją skórę . Czuć ,że skóra  jest nawilżona, otulona przyjemną naturalną warstewką. Sprawia ,iż wygląda naprawdę ładnie. Jeśli chodzi o cellulit jak na razie nie zauważyłam zmian, przy ucisku skóry  jest on nadal tak samo widoczny. No ale w tym temacie to raczej  wszystkie wiemy co i jak.

Podsumowując: Dla mnie naturalne masła tego typu są po prostu świetne. Jeśli używacie olei to i z tego produktu na pewno będziecie zadowolone. Jest to świetny naturalny kosmetyk o wspaniałym naturalnym zapachu mielonej kawy. W jego szerokim zastosowaniu każdy znajdzie coś dla siebie. 

Masełko można zakupić tutaj  Blisko Natury .  Mam też nowy zapas masła kakaowego o którym już pisałam, zastanawiam się nad jakimś nowym patentem w jego zastosowaniu . Ale o tym w innym poście:)





piątek, 7 lutego 2014

Nivea, malinowe masło do ust .


Jestem z tych osób które chyba uzależniły się już od posiadania jakiegoś mazidła i używania go w ciągu dnia kilka razy. Jeśli nie użyje ulubionej pomadki, masła shea lub innego fajnego specyfiku ,  mam wrażenie ,iż usta są suche i strasznie denerwuje mnie uczucie ich  ściągania. Od kilku lat towarzyszyły mi pomadki z Nivea w tym moja ulubiona wiśniowa. Jedak jeszcze latem pojawiło się u mnie malinowe  masło do ust Lip Butter z Nivea wersja raspberry rose.


Od producenta: Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem. Nawilżająca formuła z Hydra IQ zawierająca masło shea i olejek z migdałów zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację.
Dostępne cztery wersje zapachowe (masła mają identyczny skład, różnią się tylko aromatem):
- malina,
- wanilia i makadamia,
- karmel,
- original (wersja bezzapachowa).


Zacznę od opakowania , nie należy do moich ulubionych bo nie lubię palcem maziać w masełku a potem po ustach. Dla mnie jest to mało higieniczne. Dlatego masełko leży w łazience i korzystam z niego tylko w domu. Sięgam po nie dwa, trzy razy dziennie . Jeśli chodzi o konsystencję to dla mnie jest to jak typowa wazelina . Im mniej nałoży się je na usta tym lepiej one wyglądają , nie sklejają się i nie pozostawiają mało ładnie wyglądającej warstewki.  Mimo ,iż jest to wersja malinowa to tak na prawdę nie wiele to masełko ma wspólnego z malinami . Nie znajdziemy z nich nic w składzie jak i zapach nie przypomina mi zapachu malin. Jest on słodkawy , delikatny i przyjemny ale nie malinowy.  Nawet kolor dla mnie troszkę za blady by przypominać maliny. Mimo wszystko nawet polubiłam to masło , po nałożeniu na usta od razu powierzchniowo je nawilża i zmiękcza skórki. Niestety jak to  w przypadku takich specyfików efekt nie jest długotrwały. Trzyma się tak długo aż kosmetyk z ust zostanie zjedzony lub po prostu starty. Masełko mimo ,iż ma lekko różowy kolor po nałożeniu na usta nie nadaje im takiego koloru ( jeśli nałożymy za dużo efekt jest mało fajny , widoczna jest taka biała warstewka ). Masełko jest bezsmakowe.


Podsumowując: Mimo ,iż to masełko to raczej taki malinowy przekręt to moje usta nawet je polubiły . Dość przyjemnie je nawilża i zmiękcza, niestety jest to efekt krótkotrwały. Zaznaczam ,iż nie mam jakiegoś większego problemu z suchymi i popękanymi ustami. Masełko nie podrażnia jak i nie uczula . Myślę ,iż zużyję je do końca ale na kolejne raczej się nie skuszę. Poszukam innego mazidła . 

Pojemność: 19ml
Cena: ok 10 zł 

Miłego weekendu :)
Magdalena






wtorek, 4 lutego 2014

NONIQUE - Żel pod prysznic Tropic .

Na początku stycznia pokazałam Wam moje zakupy odnośnie marki NONIQUE klik. Od dawna chciałam wypróbować te kosmetyki, wreszcie natrafiła się fajna okazja, a mianowicie super promocja jeśli chodzi o cenę.  Kosmetyki szybko do mnie dotarły a ja zabrałam się za ich testowanie , już dziś mogę powiedzieć ,że nie wszystkie okazały się fajne . Postanowiłam napisać dziś o  Żelu pod prysznic - wersja Tropic . Niestety to właśnie ten kosmetyk w ogólnej ocenie  okazał się dla mnie największym niewypałem. Dlaczego? O tym poniżej.


Od producenta:   Żel pod prysznic z BIO owocami Noni, BIO Aloe Vera, BIO olejkiem babassu i BIO ananasem jest przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Żel ma właściwości nawilżające i kojące. Podczas kąpieli pobudza zmysły kombinacją przyjemnych nut zapachowych: ananasu, Piňa Colady oraz kremu waniliowego. Fascynująca kombinacja tropikalnych składników dostarcza skórze utracony połysk. Żel pod prysznic Tropic działa na skórę bardzo delikatnie, pozostawia ją aksamitną i chroni przed odwodnieniem.
BIO Ananas Jego enzymy pomagają usuwać obumarłe komórki skóry i działają wzmacniająco na tkankę łączną. Dzięki temu zwalcza wiotczenie skóry, nawilża, działa odmładzająco i przeciwzmarszczkowo.
BIO owoce Noni Działa przeciwstarzeniowo i redukuje powstałe objawy starzenia się skóry. Z uwagi na swoje właściwości lecznicze jest sercem NONIQUE.
BIO olejek babassu Dzięki wysokiej zawartości kwasu laurowego jest przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Szybko się wchłania i nie pozostawia odczucia tłustej skóry.
BIO Aloe Vera Jest znana z właściwości nawilżających, przeciwzapalnych, Chroni i działa kojąco na skórę. Przeznaczona dla suchej skóry.
Od razu powiem ,że to właśnie ich skład najbardziej kusił mnie aby zakupić te kosmetyki. Nie często możemy trafić na wegańskie kosmetyki  w tak fajnej cenie.  Żel znajduje się w miękkawej tubce , nie ma żadnych problemów z wydobywaniem z niego kosmetyku. Konsystencję opisałabym jako żelowaty kisiel . Zapach jest raczej delikatny, słodkawy , jest tu wyczuwalny w jakimś stopniu ananas. Zapach jest przyjemny ale raczej szału nie ma. Kosmetyk spełnia dobrze swoje funkcje myjące , nie podrażnia jak i nie uczula. Nie pozostawia na skórze żadnej nieprzyjemnej warstewki. Jego największym minusem jest jego bardzo słaba wydajność. Niestety żel bardzo słabo się pieni , nawet przy wyciskaniu większej ilości kosmetyku. Żel szybko się skończył więc nawet nie miałam szansy by zauważyć czy  w jakikolwiek sposób wpłynął na  poprawę stanu mojej skóry, czyli na jego właściwości odmładzające, przeciwzmarszczkowe. Na pewno mogę powiedzieć ,że żel nie wysusza skóry. 
Skład: AQUA, COCO-GLUCOSIDE, GLYCERIN, XANTHAN GUM, LACTIC ACID, GLYCERYL OLEATE, PARFUM**, COCOS NUCIFERA OIL*(ORGANIC COCONUT OIL), POTASSIUM SORBATE** *, SODIUM BENZOATE***, ORBIGNYA OLEIFERA SEED OIL* (ORGANIC BABASSU OIL), ALCOHOL, LINALOOL**, TOCOPHEROL, LIMONENE**, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER* (ORGANIC ALOE VERA), MORINDA CITRIFOLIA FRUIT EXTRACT* (ORGANIC NONI FRUIT), HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, GERANIOL**, ANANAS SATIVUS FRUIT EXTRACT* (ORGANIC PINEAPPLE). 
* z upraw ekologicznych ** naturalne olejki eteryczne *** środek konserwujący

Pojemność: 200ml
Cena: ok 25 zł
( ja na szczęście zapłaciłam za niego 10 zł )

Mimo swego fajnego składu oraz tego , że jest to produkt wegański uważam ,iż żel nie jest wart swojej ceny . Jego bardzo mała wydajność sprawia , że na pewno więcej po niego nie sięgnę .



sobota, 1 lutego 2014

Baza pod cienie ARTDECO Eyeshadow Base .


Na samym początku muszę przyznać , iż do 30 roku życia do makijażu używałam tylko tuszu do rzęs, korektora pod oczy (okropne cienie), pudru w kamieniu oraz eyelinera lub kredki . Zrobienie makijażu zajmowało mi dosłownie 5 minut . Niecałe dwa lata temu powoli zaczęłam kupować inne kosmetyki z kolorówki jak róż , pomadki oraz cienie do oczu. Nigdy nie używałam podkładów aczkolwiek przymierzam się do zakupienia pierwszego. Niestety 32 lata to już nie jest młodzieńczy naturalny wygląd i trzeba co nie co wspomóc wygląd i " podciągnąć " urodę :) Wracając do tematu dzisiejszego posta ,  w październiku zakupiłam moją pierwszą bazę pod cienie  i od tamtego czasu cienie nakładam prawie każdego dnia . Odwiedziłam sklep Douglas i zakupiłam ARTDECO Eyeshadow Base .


Od producenta: Zapobiega zbijaniu się cieni w załamaniach powiek, sprawia, że stają się wodoodporne. Cienie lepiej się rozprowadzają, mają intensywniejszy odcień i utrzymują się dłużej. Opuszkiem palca równomiernie nakładaj cienką warstwą na całą powiekę.


Baza znajduję się małym plastikowym pojemniku. Ogólnie mi nie sprawia żadnego problemu w otwieraniu jej tudzież wydobywaniu bazy z pojemnika. Wydobywam ją z pojemnika jak i nakładam na powiekę opuszkiem palca . Wystarczy mała ilość kosmetyku by pokryć powiekę. Baza ma dość miękkawą i lepką  konsystencje ale mi to w żaden sposób nie utrudnia jej nakładanie czy też aplikowanie na nią cieni. Troszkę jednak mam problem z rozcieraniem cieni. Po trzech miesiącach używania nie zmieniła swej konsystencji. Baza posiada drobinki , jednak jak do tej pory nie zagościły na mych oczach cienie typu matowego także drobinki w żaden sposób mnie nie wkurzają. Zapach dla mnie jest delikatny i ładny. 


Moja opinia: Ogólnie przeczytałam wiele złego jak i dobrego odnośnie tej bazy , ja mimo ,iż jest to moja pierwsza baza i nie mam porównań co do innych jestem z niej zadowolona . Aplikacja jest wygodna, odcień jak najbardziej mi pasuje , baza spełnia swoją rolę jeśli chodzi o podbijanie cieni a co ważne cienie na oku nie rolują się i nie zbierają w kącikach oka. Po kilku godzinach na moich powiekach cień nadal bardzo fajnie się trzyma i wygląda. Baza w żaden sposób nie podrażnia moich oczu.


Po prawej użyta jest baza , po lewej stronie jej nie ma. Dodatkowo na zdjęciu po prawej do nałożenia cieni użyłam pędzelków Hakuro natomiast na ręce po lewej zwykłych pacynek.  Jak widzicie różnica jest, szczególnie przy malowaniu oka pędzelkami. Pacynki jak dla mnie w sposób bardziej widoczny nakładają cień, kolor jest mocniejszy. Jako (jeszcze niestety) laik w tych sprawach dopiero od niedawna zaczęłam kupować jak i korzystać z pędzelków oraz uczę się co to "blendowanie" :)  Jeśli chodzi o demakijaż to cień zmywa się trochę trudniej ale ogólnie ma mam problemów z ich zmyciem. Do testów wybrałam zestaw cieni z niższej półki cenowej Paleta 77 cieni W7 Paintbox. 


Cena bazy: ok 30 zł
Pojemność: 5m - jest wydajna

Jak dla mnie ta baza to dobry start i jak na moje początki jestem  z niej zadowolona.  Warto nakładać cień na bazę i jeśli jeszcze żadnej nie miałyście to polecam jakąś kupić.  Na pewno następną wypróbuję inną ( może z Lumenen ) . Uczę się dopiero co i jak , ale nigdy na takie rzeczy nie jest za późno :)  To jak? Polecicie mi jakąś ? A może dla Was to zbędny kosmetyk?