niedziela, 30 listopada 2014

Alan Jay - seria dla włosów przetłuszczających się oraz dla włosów suchych, farbowanych lub po trwałej ondulacji.

Z dzisiejszym postem poznacie kolejne kosmetyki do włosów Alan Jay. Będzie dużo zdjęć,  opiszę Wam aż dwie serię, serię dla włosów przetłuszczających się oraz serię dla włosów suchych, farbowanych lub po trwałej ondulacji. 


Serię dla włosów przetłuszczających w skład której wchodzi szampon oraz krem, testowała moja bratowa. 


Od producenta: Szampon regenerujący dla włosów przetłuszczających się Fresco Cream. Skład szamponu dla włosów przetłuszczających się to głownie ekstrakty roślinne z pokrzywy, mniszka lekarskiego, szałwii czy rozmarynu (zwalczające także wypadanie włosów). Dla skutecznego leczenia nadmiernego przetłuszczania zawiera wyciąg z malwy, lipy i rumianku.
Szampon odświeża i pobudza, daje siłę i witalność, ułatwia ich odrost. Idealny do częstego stosowania np. podczas uprawiania sportu, wymagającego częstego mycia włosów. Szampon skutecznie usuwa pozostałości chloru po basenie lub soli po kąpieli morskiej.



Szampon znajduje się w szczupłej plastikowej butelce. Opakowanie jak i wydobywanie z niego kosmetyku nie sprawia żadnych trudności. Konsystencja szamponu należy do bardziej gęstych,  dobrze się rozprowadza i nie ucieka z włosów podczas nakładania. Bardzo dobrze się pieni i bez problemu wypłukuje z włosów. Szampon posiada przyjemny zielony kolor. Tak jak w poprzednich kosmetykach Alan Jay minusem okazał się zapach. Jest miętowy, jak dla mnie przyjemny jednak bardzo mocny, aż drażniący. Również w tym przypadku dobrym sposobem okazało się lekkie rozcieńczenie szamponu wodą. Po tym zabiegu zapach jest miętowy, odświeżający i jak  najbardziej przyjemny. 


  
Pojemność: 250 ml
Cena: ok 22 zł


Drugim kosmetykiem z tej serii jest Krem regenerujący Fresco Cream.




Krem znajduje się w szczupłej plastikowej tubce. Tak jak w przypadku szamponu, wydobywanie   z niego kosmetyku należy do przyjemnych. Krem posiada lekko miętowy kolor, jego konsystencja należy do treściwych, jednak bez problemu rozprowadza się we włosach. Tak jak w przypadku szamponu minusem okazał się zapach. Tu na szczęście nie jest on zbyt mocny, jednak główną nuta zapachowa przypomina kremy do koloryzacji włosów.



Pojemność: 150 ml
Cena: ok 15 zł

Podsumowując: 
Jak wspomniałam wyżej, te dwa kosmetyki używała moja bratowa. Na co dzień nie ma ona jakiegoś większego problemu z przetłuszczającymi się włosami, jednak z chęcią myłaby je co drugi dzień lub rzadziej. Na początku sięgała po ten zestaw każdego dnia, potem już co dwa dni. Po miesiącu śmiało może myć włosy już co trzy dni. Pomimo problemu ze zbyt mocnym zapachem, z kosmetyków jest zadowolona. Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy i sprawia, że na dłużej pozostają świeże. Świetnie spisuje się po wizycie na basenie. Natomiast maska pomaga w ich rozczesywaniu oraz sprawia, że są gładkie i miłe w dotyku. 





Drugą serię kosmetyków, do włosów suchych, farbowanych lub po trwałej ondulacji, testowała moja mama.  


Jej włosy przez lata były bardzo cienkie oraz kruche, wszystko przez wieloletnie farbowanie włosów oraz używanie suszarki. Ich stan w ciągu ostatniego roku bardzo się poprawił dzięki mojemu "podrzucaniu" jej kosmetyków do testów. 


Od producenta: Szampon na rozdwajające się końcówki włosów Crema Serum Blue.Rewitalizujący kremowy szampon z ekstraktem z aloesu, przygotowujący włosy do kuracji Serum Blue. Niezastąpiony przy pielęgnacji włosów z rozdwajającymi się końcówkami, suchych, farbowanych i po trwałej ondulacji. Stosowany do mycia włosów na co dzień. Zapewni im witalność, głęboką rewitalizację oraz miękkość i jedwabistość. Dzięki betaminie, amidom oraz anfolitom zawartym w produkcie, włosy nie elektryzują się. Szampon Crema Serum Blue jest doskonały do codziennego mycia włosów, w szczególności, jeśli używamy twardej wody.



W przypadku tego szamponu opakowanie również to wyższa plastikowa butelka, z której wydobywanie kosmetyku nie sprawia problemów. Konsystencja należy do gęściejszych, mimo to szampon przyjemnie rozprowadza się we włosach i mocno się pieni. Kolor szamponu jest mieszanką zieleni oraz koloru niebieskiego. Jego zapach jest przyjemny, ziołowy. 



Pojemność: 250 ml
Cena: ok 22 zł

W skład serii wchodzi również Krem do włosów Serum Blue.



Ten krem również znajduje się w szczupłej plastikowej tubce. Tak jak w przypadku szamponu, wydobywanie   z niego kosmetyku należy do przyjemnych. Krem posiada delikatny niebieski kolor, jego konsystencja należy do bardziej treściwych, bez problemu rozprowadza się we włosach. Testując kilka kosmetyków tej firmy uważam, że ich głównym minusem jest zapach. Są one zbyt mocne lub jak w przypadku kremów do włosów, niekoniecznie przyjemne. Jednak najważniejsze to ich działanie i na tym się skupiłyśmy. 



Podsumowując: 
Włosy mojej mamy wyglądają o wiele lepiej niż rok temu. Kiedyś były bardzo matowe i nieprzyjemne w dotyku. Jednak co najgorsze, bardzo się kruszyły. Dzięki stosowaniu odpowiednich kosmetyków do włosów  ten stan już przeszłość. Ta seria jednak była dla niej idealna ponieważ jej włosy nadal lekko się rozdwajały. Swoje włosy myje codziennie. Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, nadaje im świeżości. Natomiast po krem sięga co drugie mycie. Po jej zastosowania włosy są mięciutkie i bardzo delikatne w dotyku. Jest to kolejna seria kosmetyków , która pomogła jej w walce o ładniejsze włosy. Na dzień dzisiejszy, rozdwojone i kruszące się włosy to już tylko niemiłe wspomnienie. 

Według nich, jak najbardziej są to kosmetyki warte wypróbowania. Producent mógłby jednak pomyśleć nad wprowadzeniem pewnych zmian odnośnie zapachu niektórych z ich kosmetyków. 

Pojemność: 150 ml
Cena: ok 15 zł

Kosmetyki Alan Jay przetestowaliśmy dzięki dystrybutorowi tych kosmetyków w Polsce, firmie Leader - Profesjonalne artykuły fryzjerskie. Jeśli macie ochotę poznać ich asortyment zapraszam na ich stronę http://www.alanjey.pl


czwartek, 27 listopada 2014

Balsam Baikal Herbals - Objętość i siła dla włosów cienkich i matowych.

Jednym  z kolejnych plusów założenia oraz prowadzenia bloga było poznanie wielu świetnych rosyjskich kosmetyków. Jak dotąd trafiłam tylko na jeden kosmetyk, który nie spowodował uśmiechu na mojej twarzy. Dziś jednak krótki post o balsamie od Baikal Herbals - Objętość i siła dla włosów cienkich i matowych. Teraz gdy moje włosy są krótkie z chęcią sięgnęłam po kosmetyk, który sprawiłby aby moje włosy nabrały objętości. 


Od producenta: Balsam do pielęgnacji cienkich i delikatnych włosów. Delikatnie pielęgnuje włosy, co znacznie zwiększa ich grubość i objętość. Zapobiega nadmiernej łamliwości, wygładza je, co ułatwia rozczesywanie i układanie.

Balsam zawiera:
- aktywne organiczne ekstrakty i oleje z roślin rosnących w czystych ekologicznie okolicach jeziora Bajkał,
- wysoki procent ekstraktów roślinnych,
- bezpieczne konserwanty stosowane w żywności.
Nie zawiera PEG i parabenów
Tymianek (Thymus Vulgaris Extract) – poprawia strukturę włosów, przywracając im naturalny blask. Działa antyseptycznie, bakteriobójczo, grzybobójczo.
Nieśmiertelnik (Helichrysum Аrenarium Extract) - Wzbogaca korzenie w witaminę C i K chroniąc włosy przed uszkodzeniem.
Biały mech (Sphagnum Extract) – nasyca włosy mikroelementami. Sprawia, że stają się mocne i sprężyste. 
Wiązówka błotna (Organic Spiraea Ulmaria Extract) - delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia, posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne.
Ogórecznik lekarski (Organic Borago Officinalis Oil) - ze względu na zawartość krzemionki i cynku, ogórecznik zalecany jest w przypadku nadmiernego wypadania i łamliwości włosów.



Balsam znajduje się w wysokiej dość twardej plastikowej butelce. Opakowanie, a dokładnie otwór przez który wydobywamy balsam, to niestety duży minus tego kosmetyku. Wydobywanie balsamu nie należy do przyjemnych jak i łatwych. Kosmetyk, mimo potrząsania, po prostu nie chce wypłynąć z butelki. Najlepiej za każdym razem butelkę odkładać do góry nogami, wtedy dość szybko "wytrząśniemy" balsam na rękę. 


Balsam posiada jasny różowy kolor. Jego zapach należy do przyjemnych, jest bardzo przyjemny dla mojego noska. Za każdym razem z chęcią po niego sięgam. Konsystencja balsamu należy do delikatnych a zarazem dość treściwych. Nie ucieka z ręki oraz włosów podczas nakładania
Balsam używam za każdym gdy myję włosy, mniej więcej trzy razy w tygodniu. Po wmasowaniu trzymam go na włosach około 5 minut po czym spłukuje letnią wodą. Balsam bez problemu wypłukuje się z włosów. Sprawia, iż są bardzo gładkie oraz delikatne w dotyku. Nie ma żadnych problemów z rozczesywaniem włosów, nawet jeśli użyję szampon, który bardzo je plącze. Moje włosy są bardzo cienkie ale na szczęście nie należą do matowych. Po miesiącu używania śmiało mogę powiedzieć, że balsam faktycznie lekko odbija włosy od skóry głowy. Nie powoduje ich puszenia. Kosmetyk nie podrażnia oraz nie wysusza skóry głowy. Mimo częstego stosowania nie obciąża włosów. 


Skład: Aqua with infusions of: Thymus Vulgaris Extract (extract of thyme Mongolian), Helichrysum Arenarium Extract (extract of Helichrysum), Sphagnum Extract (extract of white moss), Organic Spiraea Ulmaria Extract (organic meadowsweet extract), Organic Borago Officinalis Oil (organic borage oil); Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Chitosan Succinate, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid (food preservative), Parfum, Citric Acid.

Pojemność: 180 ml
Cena: ok 15 zł

Z balsamu jestem bardzo zadowolona i pewnie skuszę się również na szampon z tej serii. Niedawno zakupiłam tonik z Baikal Herbals, który również bardzo przyjemnie mnie zaskoczył. 
Lubicie kosmetyki Baikal Herbals?


niedziela, 23 listopada 2014

Wellness&Beauty Olejek do ciała: Olej jojoba & Masło shea.

Obok peelingów, drugim moim ulubionym kosmetykiem są olejki. Kupuję zarówno oleje przeznaczone do użytku  na skórę buzi oraz te, które przeznaczone są tylko do ciała. Dzisiejszy post będzie o jednym  z nich. Na początku października skusiłam się po raz pierwszy na kosmetyki Wellness&Beauty. W Rossmannie trwała akurat promocja, także dorwałam je w bardzo przyjemnych cenach. Do koszyka wpadł między innymi Olejek do ciała: Olej jojoba & Masło shea.


Od producenta: Poczuj się cudownie rozpieszczona- dzięki specjalnej mieszance tłoczonego na zimno oleju jojoba i bogatego w składniki masła shea. Starannie dobrane oleje naturalne, takie jak olej jojoba, olej migdałowy i olej z nasion bawełny w połączeniu z witaminą E wspomagają gospodarkę wodną skóry i pielęgnują skórę tak, aby była cudownie delikatna. Skóra staje się wyczuwalnie miękka i gładka. Olejek szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze.


Olejek znajduje się w szczupłym, plastikowym opakowaniu z pompką.  Zużyłam już 2/3 opakowania i jak dotąd pompka nie sprawiała żadnych problemów. Olejek musimy wyciskać na rękę pochylając butelkę, inaczej olej może trafić nie tam gdzie trzeba.  Jeśli przekręcimy dzióbek dozownika możemy śmiało butelkę spakować w torbę i mieć pewność, że nic się z niej nie wyleje. 
Konsystencja to typowy olej, oczywiście musimy uważać by po wyciśnięciu nie spłynął nam z ręki. Posiada delikatny żółty kolor. Aplikacja należy jak najbardziej do przyjemnych, bardzo dobrze rozsmarowuje się na skórze. Niestety nie mogę się zgodzić z producentem co do szybkiego wchłaniania. Jak to z olejkami bywa, również ten dość długo się wchłania i oczywiście postawia tłustawą warstewkę. Jednak znalazłam na to sposób, ale o tym przeczytanie poniżej. To co urzekło mnie w nim najbardziej to jego zapach. Jest przepiękny i umila mi wieczorne zabiegi pielęgnacyjne. Uwielbiam to jak pachnie nim późnej moja skóra. Jest słodki ale nie jest mdły. Osoby, które lubią takie zapachy, z pewnością się w nim zakochają . 


Po olej sięgam dwa razy w tygodniu, podczas wieczornej kąpieli. Na początku wsmarowywałam go w skórę po wyjściu z wanny, jednak przeszkadzało mi to jak długo się wchłania. Teraz wsmarowuję go będąc jeszcze w wannie lub pod prysznicem. Oczywiście tuż przed wyjściem z wanny, potem ciało delikatnie przecieram ręcznikiem. Dzięki temu tłusta warstewka nie jest aż tak uciążliwa. Przed użyciem olejku zazwyczaj robię peeling lub zabieg hammam. Po zastosowaniu moja skóra jest dobrze nawilżona przez całą dobę i bardzo przyjemna w dotyku. Olej w żaden sposób nie podrażnia jak i nie uczula. 



Pojemność: 150 ml
Cena: ok 10 zł



Olejkiem jestem zauroczona. Moja skóra  polubiła go a ja za każdym razem rozkoszuję się jego zapachem. Z pewnością skuszę się na kolejne opakowanie jak i na inne olejki  z tej serii. 

czwartek, 20 listopada 2014

Botanique - inteligentny peeling złuszczający.

Peelingi to stały element oraz rytuał dbania o moją skórę. Najbardziej lubię mocne zdzieraki po których skóra jest gładziutka jak u bobasa. Od roku korzystam głównie z peelingów które sama robię w domu i zazwyczaj są to peelingi oparte na miodzie oraz cukrze trzcinowym. We wrześniu dotarło do mnie moje pierwsze zamówione pudełko z kosmetykami z serii Pink Joy klik . Jak pamiętacie bardzo się na nim zawiodłam. Jego ocenę lekko uratował jeden kosmetyk z którego jestem bardzo zadowolona, a jest nim Deep Fruit Peeling Gel - Inteligentny peeling złuszczający Botanique. 


Od producenta: Lekki, złuszczający peeling o żelowej konsystencji, zawierający enzymy roślinne rozpuszczające warstwę rogową naskórka a także ekstrakty  z owoców jabłka, pomarańczy, cytryny, klonu cukrowego, oraz liści czarnej borówki, które korzystnie wpływają na wygląd skóry. Peeling zawiera delikatne granulki ścierające, nie powoduje mechanicznych uszkodzeń skóry. Głęboko oczyszcza pory, delikatnie złuszcza i usuwa martwe komórki, rozjaśnia przebarwienia, wygładza naskórek, odświeżając i wyrównując koloryt skóry.
Aktywne składniki: 
- ekstrat z jabłka
- ekstrat z pomarańczy
- ekstrat z klonu cukrowego
- ekstrat z cytryny

- ekstrat z liści czarnej borówki 



Peeling znajduję się w plastikowym słoiczku. Jest na tyle gruby i ładnie wykonany, że sprawia wrażenie jakby był szklany. Szukając informacjo o tym kosmetyku zauważyłam, że dodatkowo pakowane są w ładny kartonik jednak ten konkretny dotarł do mnie bez dodatkowo opakowania. Nie otrzymałam również dołączanej do kosmetyku ulotki, przez to nie wiem jak wygląda dokładny skład kosmetyku. 

Ten peeling zupełnie różni się od tych które wcześniej używałam. Jego konsystencja jest delikatna, żelowo kremowa. Trzeba trochę uważać by nie uciekł nam z palca przy nakładaniu na twarz. Rozprowadza się przyjemnie i nie ścieka z twarzy. Zapach jest delikatny z wyczuwalną nutą owoców, lekko kwaskowaty. Uważam , ze jest przyjemny i przypomina mi zapach mniej dojrzałej papierówki. 


Peeling używam dwa razy w tygodniu. Nakładam go na oczyszczoną z makijażu twarz, czasami również na szyję. Wykonując okrężne ruchy delikatnie wmasowuję go w skórę. Po dosłownie kilku sekundach wyczuwam jak  złuszcza się oraz roluje pod palcami stary naskórek. Cały zabieg trwa okołu minuty, po czym twarz spłukuję wodą. 



Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem tego peelingu. Mam wrażenie, ze wcześniej żaden peeling tak dokładnie nie usuwał z mojej buzi martwego naskórna. Ten peeling jest delikatny a zarazem konkretny w działaniu. Wspaniale usuwa martwy naskórek oraz oczyszcza moją buzię . Po zastosowaniu jest ona gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Kosmetyk w żaden sposób nie podrażnia jak i nie uczula. 


Pojemność: 50 ml
Cena: ok 15 zł

Jestem z niego bardzo zadowolona i z pewnością skuszę się na kolejne opakowanie. Znacie kosmetyki firmy Botanique? Może polecicie mi coś godnego uwagi oraz zakupu ?


niedziela, 16 listopada 2014

Zrób to sam - ozdabiamy ścianę motylkami :)

Mój dom to moja królestwo. Każdego dnia po pracy uwielbiam do niego wracać, a jeszcze bardziej cieszy mnie powrót do niego  po kilkudniowym wyjeździe. Jest to miejsce w którym czuję się dobrze oraz bezpiecznie. Prawdziwe home sweet home :) Od ponad roku przeprowadzam większe lub mniejsze remonty, wiecie, zależy na ile i na co pozwalają mi moje oszczędności. Wiele z tego staram się zrobić sama.  Samemu zbudować, zmontować, odnowić, pomalować czy ozdobić. Tu wielkim wsparciem okazał się również mój tato. Latem skupiłam się na tarasie, chciałam mieć tam mój kąt pełen ziół oraz kwiatów. Ci którzy śledzą mnie na moim fb wiedzą, że meble zrobiłam z palet. To jest nie tylko forma oszczędności ale również wielka satysfakcja dla mnie z tego, co zrobiłam.  Nie powiem, trzeba się napracować , znaleźć czas i siłę. Ale warto. Uważam również, że gdyby nie ta oszczędna forma, to do dziś wiele z tego co mam nadal należałoby tylko do marzeń. 
Kochani, co jakiś czas na moim blogu pojawi się wpis, w którym napiszę Wam co znów podkusiło mnie by zrobić. Mam nadzieję, że kiedyś również kogoś z Was coś z tego zainspiruje do wykonania:) 
Dzisiejszy post będzie o motylkach i o tym jak za 6 zł wspaniale można ozdobić swoją ścianę :)


Aby zrobić takie motylki potrzebne nam są:
- arkusz papieru ( kolor oczywiście wybieracie sami ) ok 2 zł
- taśma klejąca dwustronna ok 4 zł
- ołówek
- nożyczki 


Długo zastanawiałam się nad wyborem koloru motylków oraz nad miejscem gdzie je przykleję. Zdecydowałam, że będzie to koło okna, miejsce tuż nad lampą. Zaczęłam od  ściągnięcia z internetu arkuszu  różnych kształtów motylków. Te wydrukowałam na jednej zwykłej kartce papieru, wycięłam a następnie odrysowałam ich kształt na wybranym papierze. Najmniej przyjemną częścią oczywiście było ich wycinanie ,zajęło mi to ponad godzinę. Czarny papier jest grubszy a moje nożyczki  niestety okazały się mało wygodne i cisnęły mnie jak cholerka w palce. 



Następnie przykleiłam do motylków małe kawałki taśmy klejącej i lekko je wygięłam w tułowiu, tak by nie były płaskie. Przyklejanie ich do ściany było najprzyjemniejszą częścią całej tej akcji. 
A tak prezentują się na ścianie. 


Jestem w nich zakochana, zdjęcia niestety nie oddają tego cudownego klimatu. Motylki na pewno zostaną ze mną na długo :)



Co myślicie o takim ozdabianiu ścian? 

czwartek, 13 listopada 2014

Amarantowe masło do ciała z serii Kąpiel Agafii.

W sierpniu odnowiłam moją znajomość z rosyjskimi kosmetykami i zrobiłam dość duże zakupy. Skusiłam się tylko na te kosmetyki, które jeszcze u mnie nie gościły a które zainteresowały mnie swym opisem. W śród nich znalazło się Amarantowe gęste masło do ciała z serii Kąpiel Agafii i to właśnie o nim będzie dzisiejszy post.


Od producenta: Biologicznie aktywne oleje i napary z ziół z właściwościami antyoksydacyjnymi zostały starannie zebrane dla utrzymania zdrowia i młodości skóry. Pełnowartościowo odżywiają, przywracają jędrność i podtrzymują napięcie skóry.
Olejek amarantowy i olej dahurskiego lotosu zawierają niezbędne kwasy tłuszczowe, które odbudowują strukturę skóry i stymulują procesy wymienne (metaboliczne).
Organiczny olejek z cytryńca chińskiego bogaty jest w witaminę C i kwasy organiczne, tonizuje i poprawia ochronne właściwości skóry.
Kwiatostany wierzbówki kiprzycy zawierają flawonoidy i mikroelementy, które wzmacniają i utrzymują napięcie skóry.
Różeniec górski, najsilniejszy przeciwutleniacz roślinny, normalizuje proces metabolizmu wewnątrzkomórkowego.


Masełko znajduje się w większym plastikowym słoiczku. Opakowanie jest skromne ale najważniejsze jest to, że nie sprawia żadnych problemów w jego użytkowaniu. W środku znajdziemy masełko o treściwej konsystencji. Wygląda na zbite, jednak nic bardziej mylnego. Przyjemnie nabiera się je na palce i bezproblemowo rozsmarowuje na skórze. Należy do grona masełek, które dość szybko i przyjemnie się wchłania. Nie pozostawia na długo jakiejś nieprzyjemnej, lepkiej warstewki. Kolor ma bardzo dziewczęcy, miły dla oka lekki róż. I teraz coś co pokochanie lub nie czyli zapach. Jest on odpowiednio mocny i bardzo słodki. Dość długo zapach utrzymuje się na mojej skórze. ja takie zapachy uwielbiam także sięgam po nie z wielką przyjemnością. 



Po masełko sięgam zawsze po wieczornej kąpieli. Ze względu na dość mocny zapach nie towarzyszy mi każdego wieczora. Po zastosowaniu skóra jest przyjemnie nawilżona oraz gładziutka w dotyku. Producent obiecuje ujędrnianie i większe napięcie skóry no ale oczywiście nic takiego nie zauważyłam. Na szczęście kupując to masełko nie spodziewałam się cudów i dlatego nie czuję się zawiedziona. Masełko wspaniale nawilża, pięknie pachnie i ma w miarę przyjemny skład. Mi nic więcej nie potrzeba :)


Skład: Skład: Aqua, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Amaranthus Caudatus Oil (amaranth oil), Glycerin, Rhodiola Rosea Root Extract (extract of Rhodiola rosea), Xantan Gum, Nelambium Speciosum Flower Oil (White-naped lotus oil), Chamaenerion Angustifolium Extract (extract of inflorescences fireweed), Organic Schizandra Chinensis Seed Oil (organic lemongrass oil), Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Pojemność: 300 ml
Cena: ok 15 zł

Jeśli lubicie gęste masełka o cudownym słodkim zapachu to z tego na pewno będziecie zadowolone. Ja na pewno skuszę się jeszcze na inne wersje z tej serii.

wtorek, 11 listopada 2014

Jak zrobić własne świeczki. Pierwsze podejście :)

Na pewno jest tu wiele duszyczek, które uwielbiają świece oraz woski. Jesień oraz zima to czas , kiedy korzystam z nich intensywnie. Pomysł zrobienia własnych świeczek bardzo długo chodził mi po głowie, jednak ciągle brakowało mi na to czasu lub okazywało się, że coś tam muszę dokupić. Nie do końca wiedziałam jak się do tego zabrać , troszkę na ten temat poczytałam, troszkę dałam coś od siebie. Tak oto powstały pierwsze trzy świeczki. Poniżej opisze Wam nie tylko jak je wykonałam ale przede wszystkim poradzę, jakich błędów nie popełniać  jeśli skusicie się na ich wykonanie:)


Do produkcji świeczek użyłam wszystkich starych świeczek jakie znalazłam w domu. Niektóre z nich miały już po kilka lat. Jeśli były one w nieodpowiednim kolorze lub ozdobione np.brokatem, po prostu obierałam je nożem jak marchewki. Całość roztopiłam w miseczce w wodnej kąpieli. Knot użyłam ten odratowany ze starych świeczek. Kilka dni wcześniej zakupiłam w wyprzedaży za grosze szklanki, zależało mi na tym aby były przezroczyste. Do każdej  z nich wlewałam na przemian z woskiem odpowiedni olejek zapachowy. Kiedy świeczka odpowiednio zastygła dodałam dodatki w postaci lawendy, gałązek świerku oraz kory cynamonowej. 




Jak na pierwszy raz nie wyszły najgorsze :) Mimo to popełniłam kilka błędów. Przy rozlewaniu pierwszej świeczki, dość duża ilość wosku spłynęła nie tam gdzie trzeba i miałam duuużo skrobania oraz sprzątania. A chyba każda z Was wie jak ciężko usuwa się rozlany wosk. Teraz wiem, że najlepiej użyć naczynia z dzióbkiem. Po drugie nie do końca warto bawić się ze starymi świeczkami. Fakt, zaoszczędzimy ale dużo z tym roboty plus niektóre  z nich okazały za stare, dosłownie ciągnęły się a knot ciągle  się zrywał. Jeśli chcecie zrobić kilka świec warto kupić wosk oraz nowy knot :) Mój ostatni błąd to dodatki. Oj wyglądają przepięknie, jednak starajcie dawać się je jak najdalej od knota tak by potem, zamiast wspaniałego zapachu cynamonu nie poczuć swąd dymu:) 


Mimo kilku popełnionych błędów podczas produkcji jestem  z nich zadowolona. Troszkę z tym jest babraniny ale chyba jak ze wszystkim co chcemy zrobić sami. teraz wspaniale umilają mi wieczory, cudownie pachną :) Takie świeczki to świetny pomysł na prezenty oraz  na nadchodzące święta. 


Robiłyście kiedyś własne świece lub woski? Jakieś rady dla mnie?